Wszyscy żyją w głębokiej nędzy i upodleniu. Trwają dzięki kilkusetzłotowym zasiłkom, które nie starczają nie tylko na leki, lecz nawet na jedzenie. Pół roku temu nie wytrzymali. Ogłosili protest - wówczas urzędnicy obiecali, że powstanie dla nich zakład, gdzie będą mogli pracować. W PRL działały spółdzielnie niepełnosprawnych. Obiecano im stworzyć coś w tym rodzaju. Żaden problem, skoro województwo dolnośląskie mogło przeznaczyć 60 mln zł (!!!) na portal internetowy, który i tak nie powstał.
Urzędnicy obiecali, niepełnosprawni zakończyli protest. I o to chodziło. Oszukano ich. Podobnie jak wspomniany portal, tak i zakład pracy dla niepełnosprawnych do dziś nie powstał. Postąpiono najobrzydliwiej, jak tylko było można. Tych biednych ludzi okłamano. Miano nadzieję, że wszyscy wyzdychają.
Ale nie zdechli. 7 maja znienacka zjawili się w Urzędzie Marszałkowskim we Wrocławiu i ogłosili, że zaczynają okupację urzędu. Przez blisko wiele miesięcy, od momentu gdy po raz pierwszy zaczęli głośno mówić o swojej krzywdzie, i potem, gdy w październiku ubiegłego roku zjawili się po raz pierwszy u marszałka Dolnego Śląska, nic dla nich nie uczyniono. Bezmiar cynizmu i znieczulica tych biurokratów poraża.
Poraża? To delikatne określenie! Obiecano im wówczas utworzenie zakładu aktywizacji zawodowej. Czyli miejsca, gdzie będą mogli pracować, służyć społeczeństwu, a przy okazji zarabiać pieniądze, które pozwolą im godnie żyć.
Czy to nie jest piękna idea? Pomagać innym. Niech tam, że za nasze pieniądze. Lepsze to, niż kilometrówki posłów, służbowe bibki urzędników, premie, dodatki, limuzyny. Lepiej chyba, by skoro płacimy podatki, nasze pieniądze szły do tych, którym naprawdę trzeba pmóc. Tym bardziej, że w tym wypadku nie chodzi o tzw. margines społeczny, nierobów, leni czy lumpów. Chodzi o ludzi, których los doświadczył. Którzy nie zawinili swojej sytuacji. Którzy popadli w nędzę nie dlatego, że nie chcieli pracować, czy też pochopnie roztrwonili pieniądze. Ich pokonała choroba. Ale walczą, nie poddają się. I to jest piękne. Dlatego trzeba im pomóc.
Niewielu Polaków potrafi w zorganizowany sposób walczyć o swoje interesy. Tym bardziej są godni podziwu niepełnosprawni z Wałbrzycha. Osamotnieni w swojej walce nie ustają. Wielokrotnie prosili i władze miasta, i władze województwa o to, by powstał zakład aktywizacji zawodowej. Pieniądze specjalnie na takie inicjatywy przeznacza Unia Europejska. I są to duże pieniądze, można otrzymać naprawdę solidną dotację, jeśli oczywiście wniosek jest odpowiednio przygotowany. Przypomnijmy, że Wałbrzych wyszarpał z Unii forsę m.in. na aquapark, czyli na przedsięwzięcie, które nigdy nie będzie dochodowe, w dodatku takie, do którego trzeba będzie dopłacać ogromne sumy. Samo odśnieżanie dachu, czy ogrzewanie pomieszczeń w czasie, gdy obiekt jest zamknięty, to bardzo duże koszty. W porównaniu z nimi zakład aktywizacji zawodowej dla niepełnosprawnych jest drobnym wydatkiem.
A miał on dać pracę 60 inwalidom. Ludzie mogli służyć krajowi. Takie rozwiązanie odciążyłoby też system opieki społecznej, ponieważ ludzie żyjący w skrajnej nędzy – którzy bez pomocy publicznej nie przeżyją – też przecież kosztują budżet (miejski, powiatowy, państwowy – w zasadzie na jedno wychodzi).
Jak wygląda obecna sytuacja niepełnosprawnych z Wałbrzycha? Rąbka tajemnicy uchyliła jedna z pań, samotnie wychowująca córeczkę. Jej miesięczny dochód (zasiłek) obecnie to 600 zł. Wszystko na ten temat.