Wydrukuj tę stronę

Polska światowym liderem w produkcji przepisów

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Obywatelu, myślisz że przestrzegasz prawa? Możesz się mylić. Przepisy prawne bowiem, zmieniają się w Polsce tak szybko, że bardzo trudno za nimi nadążyć. W 2014 r. weszło u nas w życie aż 25,6 tys. stron aktów prawnych - najwięcej od co najmniej 1918 roku. Tymczasem jak wyliczyła firma Grant Thornton, w pierwszym kwartale roku bieżącego polskie państwo wydało 6654 strony nowych aktów prawnych. To o 5,5 proc. więcej niż przed rokiem. Niełatwo obliczyć, że jeśli tempo to zostanie utrzymane, to pobijemy nasz świeżo ustanowiony rekord. Można go już liczyć nie tylko w liczbach stron, lecz również w kilometrach.

 

Jak widać w produkcji prawa jesteśmy równie sprawni jak robotnice w azjatyckich szwalniach. Dlatego niepokoić się można, że jakość tych przepisów może także dorównywać produkcjom tychże szwalni.

Obawy te są jak najbardziej uzasadnione. Wiele z tych nowo uchwalonych przepisów to poprawki po poprzednich niedoróbkach. Często z Sejmu wychodzą bowiem takie buble, że trzeba je zmieniać, zanim jeszcze wejdą w życie – tak było niedawno ze słynną ustawą śmieciową.

Rok temu, w okresie trzech miesięcy dwukrotnie zostały też zmienione zasady odliczenia VAT od samochodów. Po raz pierwszy od 1 stycznia 2014 roku, a drugi – trzy miesiące później. Nowelizacja obowiązująca od 1 kwietnia wprowadziła inne zasady dla odliczania VAT od nabycia, leasingu i eksploatacji samochodów wykorzystywanych wyłącznie do działalności gospodarczej oraz używanych jednocześnie do działalności biznesowej i prywatnej. Według pierwszego wariantu możliwe jest 100-proc. potrącenie, a przy wykorzystywaniu samochodu także do celów prywatnych – jedynie 50-proc. Kryteria tego odliczenia są jednak bardzo nieprecyzyjne. Decydujący jest sposób wykorzystywania pojazdów przez podatnika oraz to, czy możliwe jest ich użycie do celów innych niż biznesowe. Od razu można składać wyrazy głębokiego współczucia księgowym, którzy muszą się uporać z takim rozliczeniem.

Prawdopodobnie kolejnych poprawek będzie wymagał też pakiet onkologiczny i wiele innych ustaw. Jak bumerang wraca także tzw. janosikowe w kolejnych postaciach, czyli obowiązek wpłat województw do budżetu państwa.
Ponadto w naszym państwie panuje mania objęcia aktami prawnymi niemal każdej sfery życia. W Dzienniku Ustaw 2015 mamy serię rozporządzeń Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z lutego 2015 r. w sprawie wprowadzenia Krajowego programu zwalczania niektórych serotypów Salmonella w stadach...” i potem mamy poszczególne gatunki drobiu. Dla każdego gatunku, osobne rozporządzenie.
Wciąż zmieniające się przepisy i brak precyzji w ich formułowaniu, poważnie utrudniają prowadzenie działalności gospodarczej, ponadto prowadzą do ciągłych sporów z fiskusem.

Polski przedsiębiorca, chcąc nadążyć za naszym prawem, musi dziś przeczytać codziennie ponad 100 stron nowych przepisów! A samo przeczytanie przecież tu nie wystarcza. Informacje trzeba przyswoić i osadzić w realiach. Małe i średnie firmy nie mają najmniejszych szans, aby sobie z tym poradzić. Duże ratują się utrzymując coraz większe działy prawne, które pomogą im przebrnąć przez gąszcz coraz mniej zrozumiałych ustaw.

Zdaniem Tomasza Wróblewskiego, partnera zarządzającego Grant Thornton w Polsce, w naszym prawie dokonywana jest tak ogromna liczba zmian przepisów, że w praktyce zarówno obywatele, jak i przedsiębiorcy nie są fizycznie w stanie im się podporządkować, a to rodzi niebezpieczeństwo, że są oni niejako systemowo narażeni na ryzyko łamania prawa, a więc grozi im niezawiniona kara. I może o to właśnie chodzi – wszak każda kara, to kolejne wpływy do budżetu.