Wydrukuj tę stronę

Ustawa o odpowiedzialności funkcjonariuszy państwa za podejmowane przez nich decyzje jest... Ale została napisana tak, że jest fikcją

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Co i raz bębnimy o tym, że funkcjonariusze państwowi powinni odpowiadać za krzywdy wyrządzone ludziom. Dotyczy to zarówno inspektorów skarbowych, jak i wielu urzędników pracujących w administracji rządowej czy samorządowej. 

 

Nie tylko my wytykamy państwu polskiemu brak regulacji, które pozwalałyby pociągnąć do odpowiedzialności różnych, większych i mniejszych kacyków, którym państwo nadało uprawnienia do wpływania na ludzkie losy. Taki prokurator może przecież zniszczyć człowieka jednym swoim podpisem. To samo sędzia. Decyzja o aresztowaniu tymczasowym, o licytacji majątku, o wydaniu nakazu zapłaty mogą zaważyć na ludzkim życiu. I często tak właśnie się dzieje. Jedno postanowienie wydane w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, jeden wyrok, potrafią zasadniczo wpłynąć na losy człowieka.

Nie ma powodu dowodzić, że tak jest. I nie o to chodzi, by podawać tu szereg przykładów na potwierdzenie tej tezy. Ale jeden przytoczmy. Krystian Broll został oskarżony o groźbę karalną. Z materiału dowodowego, przedstawionego sądowi wynikało, że nie ma mocnych dowodów przeciwko niemu. Były natomiast mocne dowody na to, że jest wręcz przeciwnie, że mężczyzna był ofiarą spisku i prowokacji. Sąd doszedł więc do wniosku, że Brolla nie da się skazać (dla porządku przypominamy, że był to sąd w Rybniku).

Ironia losu. Dla Brolla byłoby lepiej, gdyby na podstawie fałszywych dowodów został jednak skazany. Odsiedziałby maksymalnie trzy lata, a zresztą do tego zapewne by nie doszło. Jako osoba o nieposzlakowanym charakterze, uczciwa, bez wcześniejszych zatargów z prawem, z pewnością nie otrzymałby najsurowszego wymiaru kary za groźbę karalną, a wyrok więzienia zostałby orzeczony w zawieszeniu. Tak się jednak nie stało.

Sąd uznał, że Broll popełnił czyn zabroniony, ale coś mu się stało z głową właśnie w chwili popełniania przestępstwa. Postępowanie umorzono, czyli Broll był tak jakby niewinny. Ażeby ratować tyłek prokuratora, który skierował do sądu akt oskarżenia oparty na śmieciowych dowodach, sąd zrobił z Krystiana Brolla wariata i nakazał umieszczenie go na obserwacji w szpitalu psychiatrycznym. 

Tam Broll spędził 8 lat. Więziony, dręczony, nawet bity. Osoba zdrowa psychicznie została pozbawiona wolności. W tym czasie majątek mężczyzny został rozkradziony. Jego dom zmienił się w ruderę. Jego samochód zniknął. Jego zdrowie zostało zniszczone.

Za swoją krzywdę dziś – po wyroku Sądu Najwyższego – Krystian Broll ma prawo domagać się odszkodowania. Jeśli kiedykolwiek odszkodowanie to zostanie mu przyznane – jego koszt poniesie społeczeństwo, inaczej mówiąc podatnicy. Niesprawiedliwy sędzia i zdeprawowany prokurator odpowiedzialności nie poniosą. Podobnie, jak inni sędziowie, prokuratorzy, urzędnicy, którzy podejmują bezprawne, niesprawiedliwe, krzywdzące ludzi decyzje. I również nie ponoszą konsekwencji.

A przecież. Na początku 2011 r. weszła w życie ustawa o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa. Ustawa ta: „określa zasady odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych wobec Skarbu Państwa, jednostek samorządu terytorialnego lub innych podmiotów ponoszących odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przy wykonywaniu władzy publicznej, za działania lub zaniechania prowadzące do rażącego naruszenia prawa oraz zasady postępowania w przedmiocie takiej odpowiedzialności”.

I tu jest pies pogrzebany. Mowa o rażącym naruszeniu prawa. W sytuacji, gdybyśmy uznali ucięcie głowy za „rażące naruszenie”, to rzecz jasna ucięcie nogi rażącym być nie musi.

Mowa też o „wykonywaniu władzy publicznej”. A za tę „wykonywaną władzę” przepisy uznały (a przynajmniej tak się je interpretuje) tylko jedną formę wykonywania władzy. A mianowicie rozstrzygnięcia spraw w drodze decyzji lub postanowienia. Czyli zaniechanie decyzji, wydanie szkodliwego przepisu, zastosowanie tego szkodliwego przepisu albo tzw. czynności materialno-techniczne są wyjęte spod działania ustawy. 

Tak więc choć mamy ustawę, która rzekomo pozwala obywatelowi ścigać funkcjonariusza państwa za jego szkodliwe decyzje, tak naprawdę możemy sobie pokicać.