Posłowie z racji pełnionego stanowiska mogą korzystać z bezpłatnych przejazdów taksówkami. Sejm zwraca im pieniądze po wypełnieniu specjalnego vouchera. Ale po co taksówka posłowi, który ma do dyspozycji limuzynę? Z jednego powodu – nie wypada sejmową limuzyną wozić żony do sklepu. Dla nich pozostają więc taksówki wezwane „na Sejm”. Na korzystaniu z takiej ofert została przyłapana Joanna Hofman.
Tego, że nasi parlamentarzyści nie mają żadnych oporów w wydawaniu naszych podatków najlepiej dowodzi mały podstęp dziennikarzy „Faktu”. Kiedy trzy lata temu, głosowano nad podniesieniem wieku emerytalnego, związkowcy oblężyli gmach na Wiejskiej i zablokowali wyjścia. Nikogo nie chcieli wypuścić, a ludzie z „Solidarności” wołali: „Siedzieć tam do 67 roku życia!”. Dziennikarze „Faktu” ogłosili, że w przypadku dalszej blokady zorganizują wylot helikopterem z sejmowego gmachu. Od razu znaleźli się chętni. Jako pierwsza zgłosiła się pani poseł Magdalena Kochan, która od razu zaznaczyła, że poleci z nią poseł Hok.
Przytoczone tu przykłady to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Sprawy, które wyszły na jaw. Jednak bezczelność i brak całkowitego zażenowania w wydawaniu naszych pieniędzy, pozwala przypuszczać, że są to stałe praktyki. A przecież na podróżach się nie kończy. Są jeszcze tak zwane koszta reprezentacyjne i inne sfery słodkiego życia elit, za które płacimy. Władza uderza do głowy. Czasem tak można się nią zachłysnąć, że pozostaje już tylko woda sodowa, a przywileje przysłaniają faktyczny sens pracy na państwowej posadzie, czyniąc ze służby publicznej jej karykaturę.
