Wydrukuj tę stronę

Wakacje i luksusy za pieniądze publiczne. Część III

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Z kolei posłanka Elżbieta Witek teoretycznie woli pociągi. Szczególnie takie, w których cały przedział sypialny jest zarezerwowany tyko dla niej. Oczywiście pod warunkiem, że się nie psują (te pociągi), bo w przeciwnym razie woli taksówki. Jesienią 2012 r. pani poseł utknęła w zepsutym pociągu gdzieś pomiędzy Wałbrzychem a Warszawą. Oburzona tym, że nikt się nie raczył zainteresować jej superważną osobą, wraz z dwoma innymi posłami wezwała taksówkę, aby pokonać pozostałe 400 kilometrów dzielące ich od Warszawy. Każdy z posłów miał się zrzucić za kurs po 300 zł na głowę. Ale naprawdę, to znów my zafundowaliśmy im podróż taryfą, bo i tak zapłacono z naszych podatków.

 

Posłowie z racji pełnionego stanowiska mogą korzystać z bezpłatnych przejazdów taksówkami. Sejm zwraca im pieniądze po wypełnieniu specjalnego vouchera. Ale po co taksówka posłowi, który ma do dyspozycji limuzynę? Z jednego powodu – nie wypada sejmową limuzyną wozić żony do sklepu. Dla nich pozostają więc taksówki wezwane „na Sejm”. Na korzystaniu z takiej ofert została przyłapana Joanna Hofman. 

Tego, że nasi parlamentarzyści nie mają żadnych oporów w wydawaniu naszych podatków najlepiej dowodzi mały podstęp dziennikarzy „Faktu”. Kiedy trzy lata temu, głosowano nad podniesieniem wieku emerytalnego, związkowcy oblężyli gmach na Wiejskiej i zablokowali wyjścia. Nikogo nie chcieli wypuścić, a ludzie z „Solidarności” wołali: „Siedzieć tam do 67 roku życia!”. Dziennikarze „Faktu” ogłosili, że w przypadku dalszej blokady zorganizują wylot helikopterem z sejmowego gmachu. Od razu znaleźli się chętni. Jako pierwsza zgłosiła się pani poseł Magdalena Kochan, która od razu zaznaczyła, że poleci z nią poseł Hok. 

Przytoczone tu przykłady to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Sprawy, które wyszły na jaw. Jednak bezczelność i brak całkowitego zażenowania w wydawaniu naszych pieniędzy, pozwala przypuszczać, że są to stałe praktyki. A przecież na podróżach się nie kończy. Są jeszcze tak zwane koszta reprezentacyjne i inne sfery słodkiego życia elit, za które płacimy. Władza uderza do głowy. Czasem tak można się nią zachłysnąć, że pozostaje już tylko woda sodowa, a przywileje przysłaniają faktyczny sens pracy na państwowej posadzie,  czyniąc ze służby publicznej jej karykaturę. 

 

Ostatnio zmieniany niedziela, 05 lipiec 2015 12:19