Wydrukuj tę stronę

Obywatele śmieci. Część I

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Rząd ostatnio ostro wziął się do pracy. Przez ostatnie miesiące sprawowania władzy  ministrowie zapowiadają rozwiązanie problemów, których nie dostrzegali przez ostatnich osiem lat. Jednym z nich jest walka z umowami śmieciowymi. Rychło wczas, biorąc pod uwagę, że już już ponad dwa lata temu, po raz pierwszy padły konkretne, szokujące liczby. 

 

 

Główny inspektor pracy Iwona Hickiewicz, przedstawiła wówczas komisji ds. kontroli państwowej uporządkowane dane GUS, z których wynikało, że w 2010 r. aż 546,7 tys. Polaków wykonywało obowiązki wyłącznie na podstawie umów cywilnoprawnych, czyli umów-zleceń i umów o dzieło. A już w 2011 r. ich liczba wzrosła ponad dwukrotnie. 

 

Dane te nie uwzględniły blisko 1,3 mln samozatrudnionych, czyli ludzi prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, którzy praktycznie też pracują bez etatów, nie mając prawa do urlopów ani innych przywilejów wynikających z posiadania umowy na czas nieokreślony. 

 

Dziś można się spodziewać, że liczba osób, pracujących na umowach śmieciowych,  jest jeszcze wyższa, bowiem dane przedstawione przez  Iwonę Hickiewicz pochodzą sprzed roku 2013, czyli okresu, w którym bezrobocie zaczęło gwałtownie rosnąć. Dwa lata temu oszczędzający pracodawcy zwalniali grupowo, proponując w zamian umowy o dzieło lub zlecenia. 

 

Działo się to przy milczącej aprobacie państwa.  Bo tak naprawdę, śmieciówki to wynik świadomej polityki państwa. Tu nie jest potrzebna żadna walka. Gdyby przestrzegano prawa, nie byłyby możliwe takie absurdy, jak zatrudnianie na umowy o dzieło w sytuacji, gdy nie chodzi o wykonanie żadnego "dzieła", tylko o pracę przez długi okres czasu.  

 

Niestety, nawet w najważniejszych instytucjach państwowych roi się od pracowników zatrudnionych na czarno. Niedawno Urząd Wojewódzki w Łodzi zorganizował przetarg na ochronę (o czym informowaliśmy na naszej stronie na facebooku).

Ciąg dalszy jutro.