W kryterium oceny ofert, najważniejsza była cena (80 pkt.) a daleko za nią brano pod uwagę doświadczenie (15 pkt.) i środki techniczne (5 pkt). Łatwo wydedukować, że wygrała firma, która zaoferowała płacę poniżej minimalnego dopuszczalnego prawem wynagrodzenia.
Podobnie wyglądają przetargi w większości instytucji publicznych, nawet w urzędach pracy! Prywatny operator pocztowy, In Post, po raz kolejny już wygrał przetarg na usługi zlecane przez instytucje państwowe. Z budżetu państwa otrzyma około 33 mln zł za obsługę korespondencji ministerstw, prokuratur, urzędów wojewódzkich i centralnych. Poczta Polska, która zatrudnia na umowy o pracę, jest bez szans nie tylko w konkurencji z In Postem, ale i każdą inną prywatną firmą, stosującą tzw. elastyczne formy zatrudnienia.
Jak można walczyć ze śmieciówkami, skoro powszechnie stosuje się takie rozwiązania, które przyzwoitym pracodawcom uniemożliwiają funkcjonowanie? W imię cięcia kosztów w funkcjonowaniu własnych instytucji państwo wspiera tworzenie patologicznych rozwiązań kosztem stabilnych warunków zatrudnienia.
Dziś bardzo trudno jest określić ilość osób zatrudnionych na umowę cywilno-prawną. Zdaniem Solidarności ich liczba może sięgać 4 mln. Jeszcze trudniej określić rozmiar tzw. „szarej strefy”, czyli osób otrzymujących pieniądze „do ręki”, nieoficjalnie.
Na co dzień więc mamy głodowe wynagrodzenia, ucieczkę w samozatrudnienie, albo substytut zatrudnienia w agencjach pracy tymczasowej. Obraz ten zupełnie się różni od tego, co przedstawiają statystyki, mówiące, że rzekomo jest świetnie, bo mamy super niskie bezrobocie, a przeciętna pensja wynosi 4 tys. zł. Czysta fikcja, bowiem pod uwagę są brane tylko wynagrodzenia i zatrudnienie tych, którzy pracują na etatach. W te cudowne statystyki nie wierzą chyba nawet rządzący, bo w przeciwnym wypadku przecież nie zapowiadaliby walki z problemem, który nie istnieje.