Kierowców zmusza się do żółwiego tempa, którego nikt nie przestrzega. Wolna jazda to jazda bardziej bezpieczna, ale żółwia jazda nie ma wiele wspólnego ani z bezpieczeństwem, ani ze zdrowym rozsądkiem.
Czemu niedawno na wielu katowickich ulicach ustawiono znaki z liczbą "40" na białym tle, obwiedzionym czerwonym pasem, skoro wkrótce zostaną usunięte? Od najbliższego poniedziałku (17 sierpnia 2015 r.) w centrum Katowic zacznie obowiązywać strefa ograniczonej prędkości do 30 km. na godzinę. Tzw. "Strefa Tempo 30".Trzeba więc będzie poustawiać wiele nowych znaków i zabawa znów się rozpoczyna.
Jak widać Katowice są bogatym miastem, skoro jego włodarze nie muszą liczyć się z groszem publicznym. A swoją drogą, może i mają rację? Po co przejmować się wydatkami? Przecież zredukowanie dopuszczalnej prędkości do 30 km. na godzinę pozwoli wyciągnąć mnóstwo pieniędzy od kierowców, którzy nie będą jechali w tym żółwim tempie. Wierzycie, że większość z nich zastosuje się do tak drastycznego spowolnienia jazdy? Przecież ten nakaz masowo będą łamać nawet rowerzyści!
Ograniczenie prędkości w terenach zabudowanych istnieje w całej Polsce. I bardzo słusznie. W końcu chodzi o nasze bezpieczeństwo. Jednak wprowadzanie ograniczeń, do których mało kto będzie się stosował, nijak się ma do bezpieczeństwa.
Jest to pierwsze tak duże ograniczenie prędkości w centrum polskiego miasta. Podobne strefy wolnej jazdy są w Berlinie czy Paryżu. Tyle że mieszkańcy niemieckiej i francuskiej metropolii w ogóle nie muszą poruszać się autem po mieście, gdyż mają do dyspozycji podziemne metro. To zaś jeździ znacznie szybciej niż 30 czy nawet 50 km. na godzinę. A u nas, zamiast rozwijać komunikację publiczną, ograniczano ją. Katowice są właśnie takim przykładem. Ograniczano liczbę kursów tramwajów, zmuszano pasażerów do jazdy w potwornym tłoku redukując liczbę wagonów, wreszcie zakupiono za granicą stare heble, które tam miały trafić na złom.
I jeszcze jedno. W strefie, gdzie obowiązywać ma ograniczenie do 30 km. na godzinę, kursują autobusy i tramwaje właśnie. Mieszkańcy dzielnic południowych Katowic już przed wprowadzeniem "Strefy Tempo 30" mieli wielkie kłopoty z dostaniem się do centrum. Słusznie obawiają się, że dzięki "Strefie" stanie się to zupełnie niemożliwe. Ale czy urzędnicy polscy myślą o potrzebach ludzi? No tak - nowe ograniczenia wprowadzane są rzekomo właśnie dlatego. Dla naszego dobra i bezpieczeństwa. Pojmowanego w dość absurdalny i całkiem nieżyciowy sposób.