Za swoje usługi Marek K. cieszył się nagrodą w postaci wolności i możliwości prowadzenia nieskrępowanej działalności gospodarczej. Oszust, który doprowadził wcześniejszą swoją działalnością do tego, że Skarb Państwa poniósł wielomilionowe straty (Marek K. puszczał do obiegu lewy tytoń), robi legalny biznes? Jest to możliwe, gdy ktoś taki otrzyma odpowiednią "ochronę". Co może wyjaśniać obecność byłych funkcjonariuszy CBA w jego otoczeniu. Niech więc CBA sprawdzi, czy w grę nie wchodziło coś więcej niż tylko układ pomiędzy Markiem K. i dwoma skorumpowanymi agentami.
Przestępca i kapuś, czyli śmieć w czystej postaci zajmował się handlem śmieciami.
W kolejnym materiale wyemitowanym teraz przez tvn w ramach audycji "Superwizjer" dziennikarze podają, że aresztowany (wreszcie) ostatnio konfident Marek K. jest "domniemanym szefem mafii śmieciowej". Słowo mafia zrobiło w Polsce zawrotną karierę. Była więc już mafia spirytusowa i papierosowa, była mafia węglowa i paliwowa, mafia złomowa. Wszystkie te mafia nie miały nic wspólnego ze zjawiskiem, które termin "mafia" określa. To jest, zorganizowaną grupą przestępczą, ze złożoną strukturą, centralnym ośrodkiem dowodzenia, działającą w celu osiągnięcia konkretnych celów, dla których to celów mafia wykorzystuje zarówno środki legalne, jak i nielegalne.
To, że Marka K. ochrzczono mianem szefa mafii śmieciowej, z jednej strony jest śmieszne. Z drugiej zaś strony pomocne. Z faktu tego można wyciągnąć konkretne wnioski. Dziennikarze nie określili go tym mianem dlatego, że każdego oszusta czy złodzieja mianują szefem mafii. Określili go tym mianem, ponieważ ktoś im zasugerował, że w świecie przestępczym Marek K. sprawował szczególną rolę. Był kimś ważnym, znaczącym, wyjątkowym. Wyjątkowo znaczący śmieć, ale mniejsza o to.
Konfident Marek K. za swoje wcześniejsze usługi zyskał wolność i prawo do rąbania państwa polskiego, uczciwych przedsiębiorców i popełniania innych przestępstw (nielegalne składowanie toksycznych odpadów).
Już podczas pierwszego przesłuchania Marek K. przyznał się do stawianych mu zarzutów i złożył wyjaśnienia. Prokuratura podała, że ma pierwszy tak dobrze udokumnetowany przypadek działania mafii śmieciowej. Tylko cóż warte są wyjaśnienia (potocznie - zeznania) takiego bezwartościowego zera, które już raz obciążało, a na rozprawie sądowej okazało się, że obciążające innych wyznania Marka K. niewarte są funta kłaków?
Wszystko wskazuje na to, że przewidywana przyszłość będzie wyglądać tak: Marek K. znowu będzie pomawiał i obciążał. Na podstawie protokołów jego wyjaśnień znowu wielu osobom zostaną postawione zarzuty. Znowu wraz z osobami, które rzeczywiście popełniły przestępstwa, zarzuty zostaną postawione osobom wyłącznie pomówionym. Tak być nie musi, oczywiście. Ale niestety tak już w przeszłości było. Marek K., który nigdy już nie powinien zjamować się interesami (bo wyrąbał Skarb Państwa na wiele milionów złotych), robił biznes, aż miło. A wcześniej wtrącał za kraty innych, aż miło.
W przygotowaniu: materiał o wcześniejszych dokonaniach Marka K. działającego w gangu tytoniowym. Swoją drogą, dlaczego wówczas nie mówiono o "mafii tytoniowej Marka K."? Dlatego, że był wyznaczony do wyższych celów.