Przypomnijmy – w maju ub. roku Super Express nagłośnił dramatyczną historię 68 letniego wówczas Jana K., wobec którego Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej orzekł eksmisję z mieszkania, które uprzednio zajmował, bez prawa do lokalu socjalnego. Pan Jan miał zaległości czynszowe. Jak twierdził emerytura w wysokości 800 złotych nie wystarczała mu na elementarne potrzeby a tym bardziej na opłaty. - Z tak niskiego świadczenia nie sposób się utrzymać. Brakowało mi na wszystko: na rachunki, na jedzenie, już nie wspominam o leczeniu – mówił dziennikarzom. Dodatkowej pracy nie mógł podjąć, ponieważ nie pozwalał mu na to stan zdrowia, a głównie wzrok. Mężczyzna ledwo widział z powodu zaćmy. W tej sytuacji bezduszni urzędnicy zamiast pomóc człowiekowi, przyszli w asyście komornika i kazali się spakować. Jan wziął więc najpotrzebniejsze rzeczy, kilka pamiątek i wyszedł. Snuł się po ulicach i różne rzeczy przychodziły mu do głowy. Chciał się powiesić. Na szczęście w porę zareagowali sąsiedzi, którzy dowiedzieli się o wszystkim i zdołali zażegnać tragedię... Co prawda pan Jan samobójstwa w końcu nie popełnił, ale to nie znaczy, że odzyskał chęć do życia.
Postanowiliśmy dowiedzieć się, jakie były dalsze losy nieszczęśnika... Zrealizował swój samobójczy plan a może dostał już nowe mieszkanie? W bielskim Urzędzie Miasta jednak niewiele się dowiedzieliśmy. - Zaraz, nie rozumiem, a kto to w ogóle jest? - zapytał rzecznik prasowy Tomasz Ficoń. Nazwisko K. nic mu nie mówiło. Jakoś nas to nie dziwi. To przecież tylko jeden z ponad 175 tys. mieszkańców miasta. Nie wątpimy, że urzędnicy z Bielska-Białej mają o wiele poważniejsze sprawy na głowie niż tragedie ich mieszkańców. A rzecznik prasowy prasy nie czytuje. Tym bardziej prasy ogólnopolskiej. A odrzucając sarkazm - ciężko nam uwierzyć, by rzecznik prasowy bielskiego magistratu nic o sprawie nie wiedział. Po prostu nas spuścił na drzewo. Jego obowiązkiem było sprawdzić tę sprawę dla nas. W jego wypadku wystarczyłby jeden telefon. Ot, kolejny, drobny przykład cholernej arogancji władzy.
Udaliśmy się więc po informację do bielskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (MOPS), bo przecież to instytucja, której zadaniem jest pomaganie ludziom w trudnej sytuacji. Zapytana urzędniczka najpierw zasłaniała się ustawą o ochronie danych osobowych - ustawa mająca chronić prawa obywateli, powszechnie jest wykorzystywana przez urzędników dla ukrywania swojej niekompetencji. Na argument, że sprawa pana Jana i tak już była już nagłośniona w mediach, więc nie ma czego chronić, urzędniczka obiecała sprawdzić. Trwało to bardzo długo. Chyba próbowano wziąć nas na przeczekanie, ale się nie daliśmy.
Ostatecznie poinformowano nas, że Jan K. jest objęty pomocą tutejszego MOPS. Od maja 2014 r., przybywa w ośrodku wsparcia, zapewniającym całodobowy okres pobytu. Słowem, człowiek, który pracował i przez lata płacił składki do ZUS dziś może ze swojej emerytury tylko opłacić dom dla bezdomnych.
Tak wygląda Polska Anno Domini 2015. Zwykły człowiek ze strony tych, którzy dzierżą władzę, natrafia na lekceważenie, bezduszność, często pogardę. Pracował, płacił podatki, za co na starość ma przysłowiową miskę wodzianki w przytułku dla nędzarzy. Takich przytułków potrzeba coraz więcej. W wiek emerytalny wkrótce wkroczy pokolenie objęte reformą emerytalną. A może rzeczywiście lepiej było nic nie robić i leżeć? Jan K. przynajmniej oszczędziłby zdrowie i dziś mógłby sobie dorobić.