Jedna z najbardziej bulwersujących spraw ostatnich lat. Poznań, 29 kwietnia 2004 roku. Policjanci chcieli zatrzymać i wylegitymować kierowcę samochodu. Podejrzewali, że autem jedzie mężczyzna podejrzany o rozbój i usiłowanie zabójstwa. Kiedy kierowca auta próbował odjechać, policjanci oddali w stronę samochodu 39 strzałów. Jak się okazało samochodem nie jechał bandyta, tylko dwóch 19-latków. Jeden zginął na miejscu, drugi do końca życia będzie inwalidą. W lipcu ubiegłego roku czterej funkcjonariusze usłyszeli wyrok więzienia w zawieszeniu. Prokurator wniósł o nadzwyczajne złagodzenie kary dla oskarżonych, utrzymując, że użycie przez funkcjonariuszy broni było uzasadnione. Według obrońców policjantów i tak kara była zbyt surowa, więc wnieśli o uniewinnienie oskarżonych od zarzucanych im czynów. Argumentowali, że sąd okręgowy wydając wyrok skazujący popełnił wiele błędów. Niedawno Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił w całości zaskarżony wyrok i umorzył postępowanie w sprawie policjantów.
Wszyscy zapewne pamiętamy, jak rok temu w Gorzowie para funkcjonariuszy nie potrafiła poradzić sobie z furiatem uzbrojonym w nóż i tłuczek kuchenny. W końcu padły strzały. Furiat dostał w kolano a jedna z kul otarła się o skroń. Zdaniem prokuratora funkcjonariusze nie przekroczyli swoich uprawnień. Postępowanie zostało umorzone.
Podobna sytuacja, mniej więcej w tym samym czasie na Śląsku. Policja została wezwana do agresywnie zachowującego się pacjenta w jednym z rudzkich szpitali. Mężczyzna zmarł po postrzeleniu. Prokuratura Okręgowa w Gliwicach umorzyła śledztwo gdyż, jak twierdzi Michał Szułczyński, wiceszef prokuratury okręgowej - „z ustaleń wynika, że policjanci użyli broni zasadnie”. Pytanie tylko, czy zasadne było też zabójstwo.
Taki sam finał ma śledztwo w sprawie śmierci mężczyzny zatrzymanego przez zamojskich policjantów. Gdy chory na schizofrenię 32-latek został obezwładniony i skuty, stracił przytomność i przestał oddychać. Zmarł kilka dni później w szpitalu, ale nawet gdyby przeżył, i tak pozostałby „ludzką rośliną”, bo jego mózg był tak długo pozbawiony tlenu, że zaszły w nim nieodwracalne zmiany. Jednak zdaniem Andrzeja Stasieczka, prokuratora rejonowego w Krasnymstawie - „interwencja policjantów przebiegła zgodnie z prawem. Mężczyzna był agresywny, stawiał opór, stanowił zagrożenie dla siebie i innych” W rezultacie dochodzenie umorzono ze względu na brak cech przestępstwa. Stach pomyśleć co by było, gdyby taka „zgodna z prawem” interwencja miała miejsce w szkole naszych dzieci.
Ponad dwa lata temu mieliśmy też pikantną „aferę taśmową” w opolskiej policji. Komendant przypadkowo nagrał to co, działo się w jego pokoju. A działo się, oj działo. Podczas blisko 20-minutowego nagrania słychać było jego igraszki z pewną wysoko postawioną oficer z opolskiej komendy wojewódzkiej, potem nagrało się jak komendant obrzuca podwładnych niecenzuralnymi epitetami zarzucając im, że używają radiowozu do celów – delikatnie mówiąc – intymnych igraszek z prostytutkami. Nagranie, które zawiera jeszcze wiele innych smaczków trafiło do prasy. Prokuratura wszczęła śledztwo, ale nawet w tym przypadku umorzyła je. Powód? - Kontrowersyjna rozmowa byłego komendanta wojewódzkiego Leszka M. z podwładną została, jak i cała reszta, nagrana została przypadkowo.
Czy policjanci w Polsce mogą się już czuć bezkarni? Oczywiście, że...