Wydrukuj tę stronę

Policjanci znowu biją. Czy tylko to potrafią? Część I

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Zamiast zabezpieczać się przed podsłuchiwaniem policjanci za podsłuchiwanie biją. Średniowiecze wróciło. Tym razem do miejscowości Żary w woj. lubuskim.

Policjanci, choć sami chętnie inwigilują innych, nie lubią kiedy ktoś podsłuchuje ich. Szczególnie nerwowo reagują na skanery częstotliwości radiowych. Problem w tym, że rzadko zabezpieczają swoje kanały i każdy może ich podsłuchać, nawet ten kto nie chce.

 

Mimo że wciąż zatrzymywani są ludzie pod pretekstem podsłuchiwania policyjnego radia, przeważnie  sprawa kończy się na strachu zatrzymanego. Co prawda dziesięć lat temu zapadł wyrok w sprawie Andrzeja R., który prowadził nasłuch kanałów oficera dyżurnego KMP przy pomocy radiostacji indywidualnej, lecz po po rozpoznaniu w Izbie Karnej kasacji  wniesionej przez Rzecznika Praw Obywatelskich, Sąd Okręgowy uchylił ten wyrok. Pięć lat temu podobny problem miał dziennikarz, który czasem wykorzystywał skaner do ustalania miejsc nietypowych interwencji. Policja zatrzymała go, przeszukała samochód . - Wytłumaczyłem policjantowi prowadzącemu tą sprawę że to nie jest urządzenie dekodujące ani podsłuchowe. On odpowiedział „wcale nie musi być” wyjaśniając, że w paragrafie, jaki mi zarzucają jest adnotacja „inne urządzenia”. Podałem mu prosty przykład: dzwonię pod 997 by powiadomić o wypadku samochodowym, a w słuchawce oprócz dyżurnego w tle słyszę rozmowę radiową i czy w takim przypadku też można mi postawić zarzut? Nie wiedział co odpowiedzieć – wspominał dziennikarz. Dla niego przygoda ze skanerem zakończyła się warunkowym umorzeniem i wpłatą 400 zł na cele społeczne. Dziennikarz musiał też pokryć koszta rozprawy i na zawsze pożegnać się ze swoim skanerem. 

Policjanci jednak wciąż nie zabezpieczają swoich kanałów, a kiedy odkryją, że ktoś nasłuchuje, zdarza im się reagować zbyt brutalnie.

Kilka miesięcy temu Piotr T. z Żar szedł ulicą Przeładunkową na spotkanie z matką, która robiła   zakupy w pobliskim markecie. - Nagle usłyszałem wołanie dwóch mężczyzn ubranych po cywilnemu. Chcieli, żebym do nich podszedł. Zapytałem czego ode mnie chcą i wtedy złapali mnie za ręce i zaczęli je wykręcać – opowiadał Piotr. Kiedy mężczyźni, jak się  okazało – policjanci, wyrwali mu słuchawki od skanera częstotliwości radiowych, który miał przypięty do spodni, zrozumiał o co im chodzi. To był dopiero początek. Pierwszy raz pobili Piotra już na ulicy. Obezwładniony i leżący na ziemi obrywał pięściami w głowę i prosił przechodniów o pomoc. Jeden z policjantów usiadł na chłopaku i zaczął go podduszać kolanem. Zebrał się tłum gapiów. Policjanci zabrali Piotra na komendę.  Nie pozwolili mu się z nikim skontaktować. Potem wprowadzili go do pokoju bez okien i kamer. Tam pięściami i butami próbowali mu wyperswadować... No właśnie nie bardzo wiadomo co, bo chłopakowi w końcu nie postawiono żadnych zarzutów. Został pobity,  później przesłuchany i wypuszczony. Lekarz, do którego udał się na obdukcję  niezwłocznie po opuszczeniu komisariatu, stwierdził m. in. „bolesność i otarcie naskórka okolicy czołowej i skroniowo-ciemieniowej prawej i lewej”, „otarcia skóry szyi”, „otarcia naskórka i zasinienia obu nadgarstków” oraz „bolesności uciskowe górno-bocznej powierzchni uda prawego”. Następnego dnia do domu obolałego mężczyzny wkroczyła policja i przeszukała jego mieszkanie. Jakim cudem, skoro w świetle prawa Piotr był niewinny? I kto wydał nakaz przeszukania lokalu człowieka, któremu nie postawiono żadnych zarzutów? 

Ciąg dalszy jutro.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 25 maj 2015 11:42