Wydrukuj tę stronę

Nasz kraj prześladuje nawet żony policjantów, tudzież ich dzieci

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Eksmisja z mieszkań policyjnych odbywa się na podstawie ustawy o policji oraz ustawy o egzekucji w administracji. Tu nie ma ani słowa o sądzie, o prawie do lokalu socjalnego czy ochronie osób najsłabszych.

 

Życie policjanta nie jest łatwe, ani przyjemne a do tego pełne porażek, bo trudno lubić kogoś, kto pracuje pałką i wlepia mandaty. O wszelkie wpadki wymiaru sprawiedliwości obwinia się policję, a sukces zawsze idzie na konto prokuratora. Zarobki też jakoś nie zwalają z nóg. Aby więc przyciągnąć chętnych do pracy, policja kusi przywilejami. Oprócz dość stabilnej stabilnej ścieżki kariery, młodych ludzi do zawodu policjanta przyciąga wizja wcześniejszej emerytury i służbowe mieszkanie. Szczególnie to ostatnie wydaje się nie lada gratką, bo co może być bardziej nęcące dla człowieka u progu życia od wizji rychłego umieszczenia swojej rodziny we własnych czterech kątach? Bez wieloletniego oczekiwania w urzędowej kolejce czy dożywotniego spłacania kredytu trzykrotnie przewyższającego wartość mieszkania. Przywilej? Ogromny! Ale też iluzoryczny, bo te cztery kąty wcale nie są własne. Wystarczy, że zajmujący służbowe mieszkanie policjant straci pracę w policji, abo zachoruje i z różnych przyczyn przestanie płacić czynsz, a jego rodzina może się znaleźć na bruku w każdej chwili, niezależnie od okoliczności i aury panującej za oknem. Kobieta w ciąży, obłożnie chory człowiek, samotna matka z nieletnimi dziećmi, osoba stara i niedołężna - wszyscy w każdej chwili mogą trafić na bruk i to nawet w środku zimy przy kilkudziesięciostopniowym mrozie. Wówczas to co wydawało się błogosławieństwem dla rodzin funkcjonariuszy, tak naprawdę okazuje ich największym przekleństwem. Dzięki jednej decyzji komendanta. Mieszkań policyjnych bowiem nie obejmuje ustawa o ochronie lokatorów. 

Na własnej skórze odczuła to pani Joanna. Kobieta z niepełnosprawnym bratem i kilkuletnim dzieckiem mieszkała z ojcem, emerytowanym policjantem w jego służbowym mieszkaniu. Ojciec nigdy nie stronił od alkoholu, jednak w kilka lat po przejściu na emeryturę wpadł w alkoholizm i z biegiem czasu przestał płacić czynsz, o czym pani Joanna dowiedziała się zbyt późno, kiedy spłata długu przerosła już jej możliwości finansowe. Gdyby wcześniej wiedziała o wszystkim, zapobiegłaby tak ogromnym zaległościom, ale jej nikt nie informował o sytuacji, bo to nie ona pracowała w policji. 

Wkrótce eksmitowana zostanie też pani Barbara z warszawskiego Mokotowa. Kobieta nie ma dokąd iść. Jest bez pracy i leczy się psychiatrycznie. A Naczelny Sąd Administracyjny nie miał innego wyjścia, jak tylko utrzymać w mocy decyzję w sprawie jej eksmisji, choć w podobnych przypadkach orzeka zwykle prawo do lokalu socjalnego. 

W podobnej sytuacji może się znaleźć każdy z lokatorów 30 tys. mieszkań policyjnych, czyli lekko licząc, około 100 tys. osób, pracujących nie tylko w policji ale też służbie więziennej, Agencji Wywiadu, czy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kiedyś dokładnie na tej samej zasadzie opierało się zakwaterowanie żołnierzy, jednak  Trybunał Konstytucyjny orzekł, że jest ono niezgodne z konstytucją. Dlatego teraz w ustawie o zakwaterowaniu Sił Zbrojnych RP jest już zapis, że zamiast wydawać decyzję administracyjną o opróżnieniu lokalu, kieruje się sprawę do sądu, a ten może przyznać prawo do lokalu socjalnego. 

Oczekiwanie na lokale socjalne jednak zwykle bardzo się przeciąga, a to w przypadku mieszkań policyjnych oznaczałoby długotrwałe zablokowanie bardzo skutecznego wabika dla potencjalnego policyjnego narybku. 

Ostatnio zmieniany wtorek, 02 czerwiec 2015 21:47