Poniżej prezentujemy relacje internautów ze swoich kontaktów z policją.
Anna:
Np. ja miałam taki przypadek. Dwóch wyrostków szło ulicą z butelkami piwa. Weszli na moją posesję, a policjant za nimi. Ja wyszłam na taras zobaczyć co się dzieje i ten policjant już nie poszedł za tymi wyrostkami, młodzieńcami tylko przyczepił się do mnie nakazując podać ich nazwiska, a jak tego nie uczyniłam, kazał mi dać dowód. Spytałam dlaczego i jeszcze nie zdążyłam przynieść tego dowodu, a policjant oznajmił mi, że spotkamy się w sądzie. Myślałam, że tak sobie powiedział. Ale nie po dwóch miesiącach przyszedł wyrok, że jestem ukarana grzywną w kwocie 400 zł. Tylko dlatego, że temu policjantowi nie chciało się dogonić młodzieży, albo się bał, to najlepiej emerytce, która nic nie zawiniła, przy... karę grzywny. Jak później zobaczyłam na wniosku skierowanym do sądu ten policjant wnioskował o ukaranie mnie grzywną w kwocie 1000 zł. Pytam za co? To są (...), a nie policjanci. Jak nie umieją sobie dać rady z czymś lub z kimś, to wyszukują kozła ofiarnego, taką emerytkę albo dzieciaka, do którego strzelają. To jest policja, organ który pomaga ludziom?
Jarek:
Wyobraźcie sobie przejazd przez skrzyżowanie, na którym główna jezdnia skręca
w lewo. Jadąc nią, po zjechaniu ze skrzyżowania, policjant zatrzymał mnie, sprawdził światła i kierunkowskazy. Nie znalazł usterki i pytał, dlaczego nie włączyłem kierunkowskazu. Odpowiedziałem, "bo nie mam takiego kierunkowskazu, bym sygnalizował jazdę na wprost". Ostatecznie odstąpił od wypisania punktów karnych i mandatu.
Stanisław:
Odbierałem w nocy grupę turystów z Gruzji. Przylot o 0.30. Zatrzymałem się busem z przyczepką w miejscu dla samochodów hotelowych. Chwila i już policjanci, którzy nota bene też zatrzymali się na stanowisku dla "hotelarzy", podchodzą. Pouczają, że nie wolno - czy wiem. Pytam, komu przeszkadzam? Czy im nie wolno myśleć ? Pojechałem na stanowisko dla autobusów, ok. 500 m. od terminalu, żadnej informacji o tym, że płaci się na wjeździe, podjeżdżam do wyjazdu, odzywa się głos, że płaci się przy wjeździe. Podjeżdża radiowóz, pytam czy mogę zawrócić, mało uprzejmy policjant, tak na oko ok. 30 lat, odzywa się: Przeleć się, ja mam 2 razy tyle. Pytam, za co można ich szanować, turyści przylecieli z Gruzji - zaszokowani. Jeden z turystów komentował - no, to jesteśmy w domu.
Arkadiusz:
Mnie pod Bydgoszczą, mimo świateł hamowania przez ok 80 m i włączeniu kierunkowskazu, przy manewrze skrętu w lewo wyprzedzał samochód, przetarł bok i wyleciał w pole. Policjant niejaki pan G. z kolegą orzekli, że to ja byłem winny, zajeżdżając mu drogę. Dodam że był znak ,,zbliżamy się do drogi podporządkowanej. W/w policjant oznajmił, że podczas wyprzedzania można znacznie przekroczyć prędkość dozwoloną, a lewym pasem na drodze dwukierunkowej można jechać tak długo, aż napotka się na przeszkodę. I jak z takim specem rozmawiać? Ekspertyza wykazała, że drogi nie zajechałem, ale mandat zapłaciłem z niewiedzy
Piotr:
Polecam wizytę w Warszawie - policyjna "łapanka" przy buspasach jest cudowna. Kiedyś z nudów (miałem dużo czekania) przyglądałem się takiej łapance. 80% "złapanych" to byli kierowcy z "obcymi" rejestracjami. Oczywiście, nie karali wszystkich, bo 3 radiowozy nie były w stanie tego obsłużyć. Jedna sytuacja zapadła mi szczególnie w pamięć - policjant odprawiwszy z mandatem kierowcę wychodzi na łowy - z daleka zbliża się nowy mercedes na warszawskich blachach - odwrócił wzrok. Potem kilka innych na warszawskich, to samo. W końcu trafił się jakiś FGZ, nooo to od razu lizak, dumna postawa i szykujemy mandacik.
Sławomir:
W Białymstoku policjant zobaczył z dużej odległości, że kobieta przeszła przez skrzyżowanie, ścinając trochę przejście dla pieszych. Poszła do banku. Stojąc w kolejce zdziwiona, bo podszedł do niej policjant życząc sobie, aby mu zapłaciła mandat, bo on widział, że ona złamała prawo.
Robert:
Dostałem najgłupszy mandat w życiu. Od lat używam zestawu głośnomówiącego, bądź słuchawki bezprzewodowej w samochodzie. Pewnego jednak wieczoru, kiedy jechałem z żoną gdzieś pod Białymstokiem, zadzwoniło nasze dziecko z "zielonej szkoły" i żona podała mi telefon, aby syn mógł powiedzieć mi "dobranoc". Niewygodnie było, kiedy żona trzymała mi swoją słuchawkę przy uchu, więc sam ją przytrzymałem na 5 sekund na czerwonym świetle. Okazało się, że za mną stoi nieoznakowany radiowóz, no i mnie zatrzymał, jak tylko zjechałem ze skrzyżowania. Okazało się, że niespecjalnie rozgarnięty stróż prawa zasugerował, że jakby mi żona potrzymała, wtedy nie byłoby mandatu. Chciałem powiedzieć ..., że jak chce, to mi sam może potrzymać, ale się powstrzymałem. Swoją drogą spróbujcie gadać za kierownicą przez telefon, jak ktoś wam go trzyma przy uchu. Pomysł co najmniej kretyński i to oznajmiłem policjantowi (już po otrzymaniu mandatu). To byłoby dopiero niebezpieczne.
I nie wiadomo. Śmiać się czy płakać?