„W 12 na 29 kontrolowanych placówkach funkcjonariusze nie potrafili nadać zgłaszanej sprawie kategorii adekwatnej do okoliczności zaginięcia. Co najgorsze, najczęściej powtarzany błąd dotyczył przypisania zaginionego do zbyt niskiej kategorii. I tak np. osoby zaginione, które powinny zostać zakwalifikowane do kategorii pierwszej-najwyższej, wskazującej na zagrożenie ich życia lub zdrowia, były kwalifikowane do kategorii drugiej, czyli niższej, wymagającej zupełnie innych, łagodniejszych procedur, co diametralnie zmieniało sposób postępowania na niekorzyść zaginionego.” - czytamy w raporcie NIK. Taka błędna kwalifikacja bywa potem tragiczna i ma nieodwracalne skutki.
Klasycznym przykładem jest tu postępowanie w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek pięć lat temu w Sopocie. Wskutek nadaniu sprawie błędnej kategorii po otrzymaniu zgłoszenia, nie podjęto od razu istotnych działań, między innymi nie zabezpieczono monitoringu. Kiedy zrobiono to dopiero po tygodniu, okazało się, że nagrania z kamer hotelowych, które mogły bardzo pomóc, zostały bezpowrotnie utracone, gdyż hotele przechowywały je od kilkunastu godzin do paru dni.
Bagatelizowanie przypadków zaginięć przez policję potwierdza też fundacja „ITAKA”, która ujawniła w swoim sprawozdaniu, że niemal co trzecia rodzina miała trudności ze zgłoszeniem zaginięcia na policji!
NIK ustaliła to samo - Aż 30 proc. osób zgłaszających zaginięcia najbliższego członka rodziny, w później wypełnianych ankietach zadeklarowało, że nie zostały dobrze potraktowane przez policję - stwierdził Marek Bieńkowski, dyrektor Departamentu Porządku i Bezpieczeństwa Wewnętrznego NIK.
Ciąg dalszy jutro.