Wydrukuj tę stronę

Polska policja w akcji

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opisujemy historię, która wydarzyła się w Katowicach. Ale to nieistotne, gdyż dokładnie tak samo dzieje się w innych miastach. Kontrola biletów na komisariacie policji...

 

 

 

 

Tych, którzy w środę przed południem czekali w Katowicach na autobus linii 109 i się nie doczekali, informujemy, że był ku temu ważny powód – kontrolerzy złapali osoby bez biletów, a jedna z nich nie miała przy sobie dowodu osobistego. Trzeba było więc zatrzymać autobus na poboczu ruchliwej ulicy i zaczekać na policję, która nie kwapiła się do wypełnienia ważnej misji potwierdzenia tożsamości przestępcy bez biletu. 

 

Przestępców było dwóch – uczeń technikum, który co prawda posiadał bilet miesięczny, ale ulgowy, tymczasem jego legitymacja, ważna do 30 września, nie była jeszcze podbita, i pani Joanna L., która wracała do domu właśnie  po dokumenty i bilety, które były w innej torebce. Po rozprawieniu się z uczniem i przewiezieniu go o kilka przystanków dalej od tego, na którym powinien wysiąść, aby zdążyć do szkoły, kontrolerzy zajęli się panią Joanną.

 

- Wytłumaczyłam im spokojnie, sytuację i okazałam im legitymację ze zdjęciem wraz kartą zdrowia, na której były wszystkie te dane, które zawiera dowód osobisty, czyli data urodzenia, numer pesel i adres zameldowania. Panowie jednak, a właściwie ten starszy, bardziej agresywny zakomunikowali, że w takim razie muszą podjechać pod komisariat policji.

 

Jak powiedzieli, tak zrobili. Przewieźli panią Joannę trzy przystanki dalej, niż zamierzała wysiąść, a w połowie czwartego – zatrzymali się naprzeciw V Komisariatu Policji. 

 

- Jeden z kontrolerów pilnował mnie, abym nie uciekła, choć wcale nie zamierzałam, a drugi poszedł do komisariatu po „wsparcie”. Chyba go jednak odesłali z kwitkiem, bo wrócił lekko wściekły i powiedział temu drugiemu, że w komisariacie nikogo nie ma i muszą czekać na radiowóz, który – o ile dobrze zrozumiałam  „jest przy jakimś pożarze”. 

 

Oczekiwanie na stróżów prawa przeciągało się, mijały minuty, jedna za drugą. Po pół godzinie w autobusie została tylko przestępczyni bez biletu, kierowca i dwóch kontrolerów. Przez cały czas, stojący na poboczu autobus utrudniał przejazd innym pojazdom. Ulica Lwowska, przy której znajduje się V  komisariat, leży w starszej części miasta. Okoliczne budynki i sama ulica pochodzą sprzed stu lat. Droga więc, choć bardzo ruchliwa, nie jest zbyt szeroka. Wreszcie, po 40 minutach przyjechał radiowóz, aby zrobić to, co kobieta proponowała od razu – sprawdzić kartę zdrowia i porównać ją z legitymacją  ze zdjęciem. 

 

Czy w dobie rosnącej przestępczości, właśnie takimi rzeczami powinna się zajmować policja? Może lepiej byłoby od razu zaangażować CBŚ lub ABW? Albo może nawet i Interpol? 

 

Pani Joanna zauważyła, że teraz już rozumie dlaczego funkcjonariuszom  nie udało się znaleźć zabójców jej brata, który zamordowany został rok temu w okolicy postoju autobusu. Co ważniejsze, kobieta wsiadając do autobusu niemal była pewna, że odbędzie się  kontrola biletów. Dlaczego?

 

- Zanim wsiadłam do autobusu chciałam kupić bilet w automacie na ulicy Katowickiej. Niestety, był on nieczynny. Dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze jest on nieczynny, kiedy kontrolerzy mają akcję. Czyżby było to wymuszanie kupna dwa razy droższych biletów u kierowcy? - zastanawia się pani Joanna. 

 

Drodzy mieszkańcy Katowic oraz innych polskich miast – uważajcie na nieczynne automaty - mogą zwiastować kontrole. Pilnujcie cennych rzeczy. Brońcie się sami przed bandytami. Policja w czasie napadu może być zaangażowana w ustalanie tożsamości jakiegoś gapowicza. To trudne i odpowiedzialne zadanie.