Wydrukuj tę stronę

Na glebę

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Czytam informację o kobiecie, którą na oczach 3,5-letniego synka policjanci zakuli w kajdanki. Czytam i krew mnie zalewa. Wściekam się, a jednocześnie rozmyślam nad tym, jak bardzo odmóżdżeni musieli być ci funkcjonariusze. Odmóżdżeni i pozbawieni ludzkich uczuć. Czy żaden z nich nie ma żony? Czy mają tylko kochanki? Ale to też kobiety... Matki...

http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262,17175422,_Zakuli_mnie_w_kajdanki_na_oczach_malego_dziecka__.html#LokKrajTxt

Ach, szkoda gadać. Przecież to się nie liczy. Tak mówi mi ktoś, z kim dzielę się swoją wściekłością. Myślę chwilę i wściekam się ponownie. Ale tym razem na siebie. Jakim ja muszę być zatwardziałym cynikiem, że jednak się z moim rozmówcą zgadzam. Ma rację. To się nie liczy. Albo prawie ma rację - odruchy serca zawsze się liczą. W tym jednak wypadku liczą się mniej. Na pierwszym miejscu powinien być profesjonalizm.

A co powiada zdrowy rozsądek? Na glebę. Na glebę, bo ta kobieta mogła mieć przecież kałacha. No mogła mieć. Siedziała w samochodzie, auto nie było ze szkła, nie widać, że w środku była tylko torebka.

Torebka? No jasne. Mogła tam mieć berettę. A co tam berettę, mogła przecież mieć uzi. Stara, sprawdzona izraelska konstrukcja. W dodatku tak niewielka, że mieści się do torebki. Albo mogła posiadać peerelowskiego raka - podróbę uzi. Rakiem można w pięć sekund ukatrupić pół szkolnej wycieczki.

Szkolna wycieczka? Na glebę. Szczególnie, gdy uczniowie mają przy sobie plecaki. W plecakach książki, zeszyty, piórniki. A w piórnikach ołówki. Każdy dobry bodygard wie to, że na ołówki trzeba uważać szczególnie. Chronisz jakąś gwiazdę, tłum pcha się po autografy, a każdy z fanów trzyma w ręce długopis, albo ołówek. Prosty niczym szpikulec i dobrze zaostrzony. Dźgniesz takim w oko i po człowieku. Więc na glebę.

Dziadek w jesieni życia? Na glebę. Wiadomo, że każdy taki to frustrat i alkoholik. Gdy jeszcze życie zmarnował, żona się postarzała i zbrzydła, a dzieci z domu odeszły, pod byle pretekstem może machnąć siekierą. Czyli na glebę.

A jak na glebę, to po dupie. Jak nie po dupie, to przynajmniej tylko go trochę poddusić. I do izby zatrzymań. Niech stary tetryk popamięta.

http://www.rawicz24.pl/artykuly/77-latek-zmarl-na-zawal-serca,17566.htm

Tetryk się przekręcił. Cholera, jest kłopot. Może celę zarzygał? Nie zarzygał - ok. Wszak lekarz powiedział, że można go posadzić. Jasne, że nikt nic nie chce zamieść pod dywan. Przyczyna śmierci rzetelnie zostanie zbadana. Był zawał? Był. Niechże ktoś zaprzeczy. Cały miejscowy garnizon gotów się wyspowiadać. Dla Polski. Dla Ojczyzny. Dla sprawy. Staruch mial prawo się przekręcić. Pewnie się trochę powściekał. Wściekał się? Na glebę! A że od tego przekręcił się to jego własna wina. Mógł przecież ziółka pić. Szałwię rano, melisę wieczorem. Przetrzymałby nawet policyjną izbę zatrzymań.

A co tam znowu? Pijak jakiś. Jak pijak to na glebę. Zapił, więc nie wie, komu szacun należny. No komu? Macie jakieś pytania? Bo jak tak, jak macie, to na glebę.

A co do tego pijaka, to trzeba porządku go uczyć. Porządku, czystości, powagi urzędu państwowego. Pijany, więc schody od urzędu obsikał. Nie on? Pies jakiś. Jak pies to niekoniecznie na glebę.

Pijaka też nie na glebę? Że co? Że pijak zbyt pijany. Na nogach ustać nie mógł. Sam legł na glebie? To może... w glebę.

http://informacjelokalne.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=10585:mier-w-policyjnym-areszcie&catid=12:kryminalne&Itemid=21

I znowu kłopot. Znowu sekcja zwłok, a wcześniej dezynfekcja celi. Co za historia żałosna. Zamiast wytrzeźwieć, pijaczek się przekręcił. Częste picie skraca życie. Zapomniał, więc ma.

http://wiadomosci.onet.pl/poznan/smierc-w-policyjnym-areszcie-w-gnieznie/q36kz

Pijaczka badali lekarze. Może go zbadali dobrze, a może źle. Źle go zbadali? Na glebę.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 02 luty 2015 08:38