Wydrukuj tę stronę

Betonowy smak sprawiedliwości

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Jest twardy, lecz sprawiedliwy dla wszystkich. Jak grzmotniesz to poczujesz. Policjanci - przestępcy. Inni policjanci - na pasku tamtych. A wszyscy tańczą, jak im każe zwykły, obrzydliwy oszust.

Już niedługo podamy więcej faktów dotyczących tej bulwersującej sprawy. Inne sprawy są jeszcze bardziej bulwersujące. Na razie to:

- Jestem miłośnikiem motoryzacji - zeznał F., jeden ze świadków zeznających przed sądem w Bielsku-Białej.

Dlaczego było to ważne? Dlatego, że świadek zamówił cztery ciągniki siodłowe u biznesmena P. z Ustronia. Wcześniej przekazał za nie ponad 64 tys. euro.

Właścicielem firmy formalnie była żona biznesmena P. Ale faktycznie to on rządził firmą. I robił to mając w głębokim poważaniu prawo, przepisy, moralność, etykę. Dla niego to pustosłowie. A koledzy, partnerzy, współpracownicy? Dla niego to tylko smarkacze, których należy rąbać. W końcu sami się podkładają.

Ten sprowadził ciężarówki z zagranicy, wyremontował je, po czym sprzedał. A pieniędzy oczywiście nie zwrócił.

Nie taka miała być umowa, więc pan "miłośnik motoryzacji" F. jeździł i jeździł do biznesmena P. z Ustronia, naprzykrzał się, prosił o zwrot pieniędzy, skoro auta zostały już sprzedane. A tamten raczył go opowieściami o swoim bogactwie, oprowadzał o firmie i opowiadał o koneksjach. Dzięki swoim układom niczego się nie boi. Żadnej oszustwa nie poniesie - był pewien.

O tym, że tamten czuł się naprawdę bezkarnie niedoszły nabywca czterech ciągników siodłowych dowiedział się już podczas przekazania 64 tys. euro, albowiem oszust nie przejmował się, że właścicielką firmy jest żona, tylko podpisał się za nią pod potwierdzeniem odbioru pieniędzy.

Gdy wreszcie oszust P. zniecierpliwił się ciągłym przypominaniem o długu, złapał natręta F. za szmaty i o beton nim cisnął. Cisnął lekko, powodując niewielkie obrażenia, trwające kilka miesięcy. Tamten zadzwonił po policję. Przyjechał patrol.

- Zostałem pobity.

- Jak to?

- Zwyczajnie. Rękoma. Zostałem pobity i rzucony na beton.

- Na beton?

- O ten - F. wskazał pod nogi. - Beton.

- Proszę się uspokoić i pojechać do domu. My wszystko załatwimy.

Człowiek był obolały i cierpiący, a mimo to dotarło do niego, że coś jest nie halo.

- A protokół?

- Spokojnie. Proszę jechać do siebie.

Mężczyzna nie posłuchał. Pojechał na komisariat policji. Nie było wyjścia, trzeba było spisać zawiadomienie o napaści. Oszust P. został skazany na drobną karę grzywny. W nos śmiał się pobitemu.

- Jeszcze ci się zachciewa posmakować betonu?

Ten złożył jeszcze dwa doniesienia.

Jedno o poświadczenie nieprawdy (na pokwitowaniu odbioru pieniędzy). Oczywiście taki drobiazg, jak sfałszowany podpis, nie kwalifikuje się jako prawdziwe, porządne fałszerstwo. To jest tak oczywiste, że prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa.

Drugie o przywłaszczenie kilkudziesięciu tysięcy euro. Taką drobną sumą nie należy zaprzątać uwagi prokuratury, więc i na to doniesienie odpowiedziano odmową wszczęcia śledztwa.

Teraz zostało złożone trzecie doniesienie, właśnie w sądzie, przy okazji składania zeznań w całkiem innej sprawie. Inni świadkowie wskazali na obecnego na sali prokuratora jako na osobę chroniącą P. przed organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości. Obiecujemy sprawdzić, czy sędzia spełnił swój obywatelski obowiązek i przekazał do prokuratury protokół z rozprawy.

Panie sędzio, daj pan szansę prokuratorowi. Przecież wszystkie wątpliwości świadczą na korzyść oskarżonego. Nie musi wykazywać, że jest zbirem. Wystarczy, że sobie posiedzi tam, gdzie wysyła innych.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 02 luty 2015 15:11