Wydrukuj tę stronę

Katownia nr II

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Policjant bił tak, żeby zabić. Drugi policjant biernie przyglądał się, aż wreszcie nie wytrzymał i odciągnął kolegę. Ruszyło go sumienie, czy może przestraszył się konsekwencji?

Michał, uczeń szkoły górniczej w Bytomiu, wracał z wizyty towarzyskiej u kolegi, kiedy został zatrzymany przez policjantów. Był to kompletny przypadek. Około 2 w nocy rodzice kolegi ogłosili koniec imprezy. Dwóch innych kumpli odprowadzało Michała. Już się żegnali, gdy z tego samego bloku, gdzie miał wejść Michał, wyszli policjanci. Zjawili się tam w związku z jakąś domową awanturą i zobaczyli chłopaków zachowujących się głośno. Koledzy Michała widząc policjantów uciekli.

Michał był podchmielony i zaczął pyskować. Policjanci twierdzą, że rzucił w nich puszką po piwie. Jeśli tak było, to popełnił straszne przestępstwo, za co został przykładnie ukarany.

Na początek zapakowano go do radiowozu i przewieziono do Komisariatu Policji nr II w Bytomiu. Wedle oficjalnej wersji, uwiecznionej w notatkach funkcjonariuszy, Michała przewieziono na posterunek wyłącznie dlatego, iż nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Czyli nie dlatego, że dopuścił się czynnej napaści, czy znieważenia funkcjonariusza policji. Jak więc było z tymi nazwiskami i rzucaniem puszką po piwie, nie wiadomo. Do komisariatu przewieziono go w celu ustalenia tożsamości.

Tam Michał został skatowany. Nie pobity - lecz skatowany. Bito go długo, mocno, powoli. Wedle dokumentacji lekarskiej jeden z policjantów usiłował zatłuc Michała na śmierć. To oczywiście nie jest tam tak sformułowane, ale opis lekarski i fotograficzny oraz relacja samego chłopaka jednoznacznie na to wskazują. Nie ma powodu, by Michałowi nie wierzyć, skoro policja bezpośrednio po tym wypadku usiłowała mataczyć. Mamy na to dowody w postaci relacji dziennikarskiej z rozmowy z przedstawicielami bytomskiej policji. Istnieją oficjalne zapisy tej rozmowy - nagrania - z czego jedno sporządzone przez policję. To na wypadek, gdyby ktoś kiedyś chciał dociec prawdy.

Relacja Michała: "Wyciągnęli mnie z samochodu i zaprowadzili do góry. Na korytarzu komisariatu jeden zaczął mnie lać, a drugi stał obok i patrzył. Po pierwszych dwóch kopnięciach i biciu pałą nie było możliwe, bym się na nogach utrzymał, więc policjant raz po raz podnosił mnie i dalej okładał, podnosił i dalej okładał. Zdawało mi się, że ten pierwszy był pod wpływem narkotyków, bo tak jak on mnie okładał, to myślałem, że normalny człowiek nie potrafi. Bił tak, jakby demon w niego wstąpił. Miał takie wielkie oczy i lał mnie, że się w głowie nie mieści".

Michał życie zawdzięcza drugiemu policjantowi, który w końcu odciągnął kolegę. Po pobiciu chłopak został z komisariatu odwieziony do izby wytrzeźwień. Po kilku godzinach izba wytrzeźwień wezwała pogotowie, gdyż Michał rzygał żółcią i na całym ciele miał ślady ciężkiego pobicia. Przewieziono go do Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu, gdzie trwał ostry dyżur. Tam zdiagnozowano rozległe obrażenia. Nie tylko ogromne krwiaki obejmujące całe połacie nóg, rąk, głowy i klatki piersiowej, ale również zapalenie otrzewnej i płyn w jamie brzusznej. Stwierdzono u niego również „pourazowe pęknięcie śledziony”.

Śledziony nie udało się uratować. Trzeba ją było usunąć. Uratowano jednak życie Michała. Kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Chirurgii Ogólnej, gdzie chłopak był operowany, przeprowadził krótki wywiad z pacjentem. Ten odpowiedział, że został pobity w komisariacie. Kierownik oddziału zadzwonił więc na policję i powiadomił o zdarzeniu. Mimo to bytomska policja długo zwlekała z powiadomieniem prokuratury o pobiciu. Sugerowano, że Michał został pobity nie przez policjantów, lecz przez nie wiadomo kogo. A policjantów oskarża, ponieważ ich nie lubi.

Zdaniem adwokata Michała "funkcjonariusze działali w zamiarze ewentualnym pozbawienia życia”. Niezależnie od innych faktów dziwne, że dyżurny komisariatu nie interweniował. Że nie przeprowadzono badań na obecność substancji psychoaktywnych w organizmie policjantów. W ten sposób funkcjonariuszom pokazano, na co mogą sobie bezkarnie pozwolić. Konsekwencje łatwo przewidzieć.

Ps. Do opisywanego zdarzenia doszło w ub. roku. Prześladowani.pl sprawdzą, jaki jest obecny stan sprawy i czy oprawca nadal pozostaje pod ochroną policji.

Ostatnio zmieniany niedziela, 15 luty 2015 12:00