Wydrukuj tę stronę

Złoto dla bezczelnych. Część I

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Prześladowani.pl oglądali dziś (5 marca 2015) worek pocztowy. Worek parciany, nie za duży, ale też niezbyt mały. Zmieściłoby się w nim kilka kartonów mleka, ze dwa niewielkie laptopy, kilkadziesiąt telefonów komórkowych. Przed laty był on wypełniony czymś innym znacznie cenniejszym. Złotem. 

 

Drogocennego kruszcu było tam bardzo dużo. Prześladowani.pl rozmawiali z policjantami, którzy postanowili sprawę tę ujawnić. To od nich wiemy, że złota było tyle, iż wysypane pokryło cały blat biurka. Wyobraźmy sobie, ile mogło być warte.

Złoto należało do Mirosława G. podówczas jednego z zamożniejszych mieszkańców Bielska-Białej. Dorobił się on na tzw. wycieczkach handlowych do Turcji. Sprowadzał z zagranicy samochody. Handlował częściami samochodowymi. Powodziło mu się wyśmienicie. Był znany ze swojego upodobania do pięknych samochodów. I do kobiet. 

Nie tak dawno Mirosław G. natknął się w sądzie w Bielsku-Białej na swoją dawną znajomą. Ta niosła akurat jakieś akta. Nagłe spotkanie dawnego znajomego, potem oskarżonego w kilku różnych procesach, tak nią wstrząsnęło, że potknęła się, akta spadły na podłogę i jedna z teczek otworzyła się na stronie, gdzie było jakieś zdjęcie. Mirosław G. rzucił na nie okiem, a na tym zdjęciu on sprzed kilkunastu lat. Przypadek, że akta niesione przez tę kobietę dotyczyły właśnie jego. I przypadek, że otwarły się na stronie, gdzie było to zdjęcie. Inaczej nie miałby o tym zielonego pojęcia. O tej fotografii dawno już zapomniał.

Jeden z procesów, gdzie Mirosław G. zasiada na ławie oskarżonych, toczy się w Bielsku-Białej. Proces ten prowadzi Sędzia. Nie sędzia, lecz właśnie - z wielkiej litery - Sędzia. Prawdziwy reprezentant Temidy, ślepy na to, że odkrywana przez niego prawda może być niewygodna dla innych sędziów,dla prokuratorów, dla policji. Dla niego z pewnością to jest ważne, lecz ważniejsze, by sprawiedliwości stało się zadość.

Na kolejnej rozprawie Mirosław G. opowiedział o tym, co mu się przydarzyło w bielskim sądzie. I Sędzia kazał sobie te akta przysłać. Uznał, że materiał tam zawarty może mieć znaczenie również w tym procesie, w którym on sądzi. Podsądnemu pozwolił obejrzeć akta i pozwolił mu wykonać kopie.

Dzięki temu Prześladowani.pl mogli sobie to zdjęcie dokładnie obejrzeć. Wraz z nami oglądał je, jak również inne dokumenty, wysoki oficer policji. Więcej szczegółów na temat tego funkcjonariusza nie wolno nam podać. 

Na zdjęciu Mirosław G. młodszy o kilkanaście lat leży w pościeli, a na jego piersi baraszkuje kilkumiesięczny berbeć. Zdjęcie zostało wykonane w Austrii. Ten berbeć jest dziś sporym chłopem, ma 139 kg żywej wagi, a prywatnie jest siostrzeńcem pani sędzi jednego z sądów okręgu bielsko-bialskiego. 

Wtedy sędzia ta była asesorką w prokuraturze w Bielsku-Białej, a prywatnie - bardzo bliską przyjaciółką Mirosława G. Jego kochanką.

Zdjęcie drugie. Na zdjęciu tym znowu Mirosław G. Również młodszy o kilkanaście lat. Przytula się do niego ładna brunetka. Nad nimi godło Rzeczypospolitej Polskiej - biały orzeł w koronie na czerwonej tarczy.

Zdjęcie to bowiem zostało wykonane w sali rozpraw sądu w Bielsku-Białej. Wykonała je jego kochanka, która podobno przepadała nie tylko za nim, lecz również za jego żoną. Młodzi małżonkowie uśmiechają się do zdjęcia. Nikt by nie przypuścił, że Mirosław G. został właśnie przywieziony z Zakładu Karnego w Wadowicach. Przebywał tam na oddziale dla szczególnie niebezpiecznych przestępców. Do pustej w tym czasie sali rozpraw bielskiego sądu ściągnęła go kochanka, by mógł się spotkać z żoną. Mimo że to właśnie ona wcześniej wydała nakaz rewizji mieszkania jego żony, a następnie wystąpiła do sądu o zgodę na tymczasowe aresztowanie swojego kochanka. Dodajmy, że wtedy już byłego kochanka. 

Wydawać się to może dziwne, ale takich dziwnych faktów jest w tej historii więcej.

Ciąg dalszy w dniu jutrzejszym.

Ostatnio zmieniany piątek, 06 marzec 2015 17:51