Wydrukuj tę stronę

Złoto dla bezczelnych. Część II

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Kolejny dziwny fakt, to pobyt Mirosława G. na oddziale dla szczególnie niebezpiecznych przestępców w więzieniu w Wadowicach. Przecież Mirosław G. był wówczas aresztowanym. Co prawda w wadowickim więzieniu jest oddział dla tymczasowo aresztowanych, ale G. siedział na tzw. "N-ce". Siedział tam, dopóki w celi nie odwiedził go ówczesny dyrektor (naczelnik) więzienia. Powiedział, że wie, iż G. siedzi tu niesłusznie (rozniosło się) i że on sprawi, że go z tej "N-ki" zabiorą. Napisał w tej sprawie pismo, po którym faktycznie Mirosława G. przeniesiono do Aresztu Śledczego w Bielsku-Białej. 

 

Wysoki oficer policji, podczas spotkania, do którego doszło 5 marca 2015 r. (wspominamy o nim w pierwszej części tekstu) wskazuje na następny zaskakujący dla niego i bulwersujący fakt. Mirosław G. został oskarżony o kradzieże i włamania. Przestępstwa te miał popełniać ze złodziejami, którzy poszli na współpracę z policją i opowiedzieli szczegółowo o tych czynach, informując m.in. o to, co zostało skradzione, komu zostało skradzione i kiedy dokładnie zostało skradzione. Z zestawienia dat, przybliżonych godzin i miejsc tych czynów wynikało, że Mirosław G. w jednym czasie musiał znajdować się w 8 różnych miejscach. Przy czym część tych miejsc znajdowała się w różnych miejscowościach. Jak to możliwe - zastanawiał się wysoki oficer policji - by to przeoczyli: prowadzący dochodzenie policjanci, nadzorująca to postępowanie prokuratorka i występująca o areszt, a także zlecająca policji czynności (np. doprowadzenie, przeszukanie, zabezpieczenie rzeczy), sąd wydający zgodę na stosowanie aresztu tymczasowego, prokurator składający do sądu akt oskarżenia, sąd przyjmujący ten akt oskarżenia i otwierający przewód sądowy, prokurator nadzorujący prokuratora prowadzącego śledztwo, zwierzchnicy policjantów? Doszedł do wniosku, że niemożliwe, by wszyscy oni przeoczyli ten fakt, iż jeden człowiek nie może w tym samym czasie znajdować się w 2 różnych miejscach, a tym bardziej w 8.

Jeszcze inny fakt, który każe zastanowić się, o co tak naprawdę chodziło w tej sprawie: W należącym do Mirosława G. mieszkaniu, a wynajmowanym przez niego, jak się okazało, złodziejom, były tzw. fanty, czyli przedmioty pochodzące z kradzieży. Przedmioty te w ogóle nie zainteresowały policjantów i nie trafiły one do właścicieli, choć Mirosław G. o tym mówił, że w jednym z jego mieszkań są wspomniane fanty. Nie przeszukano kilku innych mieszkań stanowiących jego własność. Nie wszystkie należące do niego samochody zostały zabezpieczone. Choć niektóre tak - policja zabezpieczyła np. kolekcjonerskie bmw, którego dzisiejsza wartość wynosi ok. 180 tys. euro. Auto to następnie zaginęło. 

Zabezpieczono również części samochodowe. Wiele z nich (choć nie wszystkie) policjanci przekazali następnie handlarzowi, który był kochankiem pracownicy prokuratury - by ten je sprzedał.

Przeszukano natomiast mieszkanie należące do żony Mirosława G. (ale nie do niego) i tam zabezpieczono worek złota, walutę obcą o wartości kilkudziesięciu tysięcy dolarów, inne cenne przedmioty. Powinny one trafić do depozytu sądowego. Jest urzędowe potwierdzenie ich przyjęcia. Jednak Mirosław G. jest przekonany, że nigdy tam nie trafiły, a urzędniczka sądu potwierdziła fikcję. W każdym razie, gdy sąd postanowił zwrócić je Mirosławowi G., to okazało się, że w depozycie sądowym ich nie ma. 

Kto wiedział o worku złota, o kilkudziesięciu tysiącach dolarów (czy też ich równowartości w walucie obcej), o innych cennych rzeczach? Wiedziała kochanka Mirosława G., wówczas asesorka prokuratury w Bielsku-Białej, dziś sędzia. 

Ciąg dalszy jutro. 

Ostatnio zmieniany piątek, 06 marzec 2015 17:51