Wydrukuj tę stronę

Złoto dla bezczelnych. Część III

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Mirosława G. zatrzymywali policjanci z komisariatu, gdzie policjant musiał pachnieć "kurwą i złodziejem". To nie nasze słowa. To ulubiony cytat

ówczesnego komendanta owegoż komisariatu, jednego z kilku istniejących w Bielsku-Białej. Cytat ten powtórzył w rozmowie z Prześladowanymi.pl jeden z policjantów, udzielających nam informacji. Policjantów, którzy odważyli się na rozmowę o bezprawiu w wykonaniu ich kolegów, było więcej. Wszyscy oni prosili o zachowanie anonimowości. Dlatego nie ujawnianie ich nazwisk. Co nie znaczy, że Prześladowani.pl nie wiedzieli z kim rozmawiają. Przeciwnie. Policjanci nie tylko występowali w rozmowach z nami z imienia i nazwiska, ale godzili się nawet na to, by ich relacje były oficjalnie nagrywane. Są więc wiarygodne, tym bardziej, że to co mówili, potwierdzają dokumenty. W tym dokumenty zgromadzone przez sąd i prokuraturę. Tym większe było to bezprawie. 

W którejś z poprzednich części pisaliśmy, że Mirosław G. zatrzymany został kilkanaście lat temu. Zatrzymywał go mąż jego byłej kochanki. Natomiast ta była kochanka, w tym czasie żona policjanta, jako prokuratorka (asesor prokuratury) zlecała mężowi czynności służbowe i sprawowała nad mężem nadzór. Faktycznie więc mąż z żoną prowadzili to postępowanie - zauważa wysoki oficer policji, rozmawiający na ten temat z Prześladowanymi.pl. I dodaje, że kodeks postępowania karnego nie dopuszcza do takiej sytuacji. Nie może być rodzinnego prowadzenia postępowań karnych, gdzie żona nadzoruje pracę męża i jako prokurator nadzorujący postępowanie zleca mężowi czynności do wykonania. 

Wysoki oficer policji dodaje, że obiektywizmu w tej sprawie nie mogło zagwarantować i to, że kiedyś istniał związek emocjonalny pomiędzy podejrzanym a prokuratorką. Należało brać pod uwagę ewentualność chęci odwetu ze strony byłej kochanki, czy zemsty ze strony męża zazdrosnego o byłego kochanka. 

W sprawę zaangażowani byli również inni policjanci. Po latach można podzielić tych policjantów na dwie grupy. Jedna grupa przed sądem usiłującym wyjaśnić sprawę zaginionych dowodów rzeczowych (złota, luksusowego samochodu, innych przedmiotów) nic nie pamięta, albo niewiele pamięta. Druga grupa to funkcjonariusze nie dotknięci amnezją.

Jeden z tych, co sobie nie potrafią przypomnieć, od kilkunastu lat ma dobrze prosperującą, niemałą firmę transportową, nowy dom, nowe samochody. Małżeństwo policyjno-prokuratorskie (dziś ona jest sędzią) kupiło sobie duży dom, po czym go odrestaurowało. Mają jumpery (sportowe quady), mają limuzynę bmw i fiata 500. Nasi rozmówcy mówią, że w ich przypadku "w pewnym momencie wyraźnie zauważalne było wzbogacenie". Inny policjant chwalił się paczkami banknotów.

A ci funkcjonariusze, którzy nie zapomnieli okoliczności zatrzymania Mirosława G. żyją skromnie. Tak, jak się żyje z policyjnej emerytury i pracy swoich rąk.

Podczas rewizji w mieszkaniu żony Mirosława G. i w innych miejscach mąż policjant przez telefon kontaktował się z żoną prokuratorką. Uzgadniali jakieś szczegóły. Ta rewizja została przeprowadzona 6 marca (rok nieistotny), a na prokuratorskim nakazie przeprowadzenia rewizji widnieje data 11 marca. Czyli formalne polecenie żona prokuratorka wydała swojemu mężowi dopiero kilka dni po przeprowadzeniu przeszukania.

Część IV w dniu jutrzejszym.

 

Ostatnio zmieniany sobota, 07 marzec 2015 18:18