Autorem doniesienia jest Andrzej Draus, który został aresztowany po wniosku wspomnianego prokuratora. Choć to nie ma bezpośredniego związku z zarzutami stawianymi panu prokuratorowi warto wspomnieć, jaka była atmosfera towarzysząca sądowi na posiedzeniu w sprawie tymczasowego aresztowania Andrzeja Drausa. Andrzej Draus, mając zarzuty natury gospodarczej, na salę rozpraw został wprowadzony niczym Hannibal Lecter. W kajdanach na rękach i nogach i z obstawą wielu (kilkunastu albo kilkudziesięciu) antyterrorystów, którzy zaczęli włazić pod stoły i ławy znajdujące się w sali, rzekomo w poszukiwaniu ewentualnego ładunku wybuchowego. Socjotechnika zadziałała. Sędzia była autentycznie przerażona. Bez żadnych oporów wyraziła zgodę na ten areszt.
To oczywiście również nie ma bezpośredniego związku z wnioskiem o postawienie zarzutów panu prokuratorowi, ale gwoli uczciwości należy powiedzieć i o tym, że nie była to jedyna próba wtrącenia Andrzeja Drausa do celi. Na szczęście w dwóch innych przypadkach trafił na sędziów doświadczonych, odważnych, myślących krytycznie i niezależnie. W jednym przypadku rzekomo się ukrywał, ale na szczęście pani mecenas została powiadomiona o terminie posiedzenia aresztowego, więc była obecna.
Wysoki sądzie, sześć razy pytałam, czy mój klient ma przyjść. Sześć razy mi mówiono, że nie ma takiej potrzeby – wyjaśniła.
Jak było? – zapytał sędzia.
Pytany zwiesił głowę. Sędzia kazał rozkuć niedoszłego aresztanta, a wniosek prokuratury trafił do kosza.
Innym razem Andrzeja Drausa wieziono do sądu odległego o kilkaset kilometrów od tego sądu, który wcześniej nie wyraził zgody na tymczasowe aresztowanie. Znowu zastosowano ten sam trick, czyli wprowadzenie na salę rozpraw w kajdanach na rękach i nogach. Oto zbrodniarz. Ale sędzia widząc to natychmiast kazał rozkuć doprowadzonego. Przeczytał akta, w których było... oddajmy głos sędziemu.
Ja pana przepraszam za tę pomyłkę wymiaru sprawiedliwości. A panu, panie prokuratorze, w tej sprawie radzę zmienić front – powiedział. Dodajmy z kronikarskiego obowiązku, że w tym przypadku chodziło o prokuratora z Nowego Dworu Mazowieckiego, czyli z obszaru Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.
Takie jest tło działań, o których mowa w doniesieniu skierowanym do Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach.
„Rzeczpospolita jest podobno państwem prawa, a na straży jego przestrzegania stoi urząd prokuratorski. Jak wobec tej zasady należy postrzegać postępowanie prokuratora wypełniającego swoje obowiązki z pełną świadomością i umyślnie naruszającego zasady określone w kodeksie karnym, jak i ustawy o prokuraturze i regulaminie jej postępowania?” To fragment doniesienia.
Przejdźmy do tego, co najważniejsze: „W dniu 17 kwietnia 2014 r. prokurator występuje do Sądu Rejonowego w Katowicach z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie, w którym to wniosku zawiera informacje NIEPRAWDZIWE i w żaden sposób NIEPOTWIERDZONE. Dotyczy to (…) przekazywania lekarzom korzyści majątkowych (…) w zamian za fałszywe oświadczenia lekarskie”.
Co ważne – pan prokurator nie zadał sobie nawet tego trudu, by zadzwonić do szpitali i w ten sposób zweryfikować swoje tezy, nie mówiąc o oficjalnych pytaniach na piśmie, o powołaniu biegłych, o badaniach.
Dalej: „ dokonywania szeregu oszustw (…), które to wątki z przeróżnych przyczyn zostały kolejno ze sprawy wyłączone i umorzone”.
Umorzone? Skoro tak to wspominanie o nich, jako o działaniach przestępczych, jest pomówieniem. Wyobraźmy sobie np. „planował wysadzić Pałac Kultury w Warszawie,, ale dowodów na to brak”.
Trzeba więc było skutecznie pozbyć się obrońcy Andrzeja Drausa, którego poinformowano, że posiedzenie w sprawie tymczasowego aresztowania (tego ze straszeniem sędzi) zostało przełożone. Obrońcy więc nie było.
Ciekawe, co na to pan prokurator. Czekamy na wyjaśnienia.
