Jarosław Gowin, były Minister Sprawiedliwości w latach 2011-2013 podczas swojej krótkiej kadencji usiłował zreformować nasze sądy. 79 najmniejszych sądów rejonowych stało się wydziałami zamiejscowymi innych sądów. Może i liczba sędziów sędziów dzięki temu by się nie zmniejszyła, ale liczba prezesów, wiceprezesów i innych kierowników – już tak. Gowin tłumaczył, że w jego reformie chodziło o skrócenie czasu orzekania kosztem komfortu sędziów oraz wyrównanie ilości obowiązków sędziów z małych sądów, mających często znacznie mniej pracy niż sędziowie w sądach wielkomiejskich, którzy bywają skrajnie przepracowani. Reforma miała także zakończyć zbyt bliskie relacje łączące przedstawicieli niektórych powiatów i samorządów z wymiarem sprawiedliwości.
Może i zmianom tym daleko było do ideału, ale przynajmniej minister próbował naruszyć fundamenty zabetonowanych instytucji. Jednak nawet ta niedoskonała próba napotkała na swej drodze zmasowany opór zarówno środowisk prawniczych, jak i kręgów politycznych. Gowin szybko przestał być ministrem sprawiedliwości, a w marcu ubiegłego roku prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę przywracającą 58 z 79 małych sądów rejonowych zniesionych wskutek reformy Gowina. Były minister sprawiedliwości określił to jako dzień triumfu układów i koterii zawodowych. - Wielu przedsiębiorców, normalnych obywateli przeżywa życiowe dramaty związane z tym, że w sądach proste sprawy ciągną się latami. Sprawiedliwość, która przychodzi po latach, jest szyderstwem ze sprawiedliwości. To, że będzie tych dramatów tak wiele, dzisiaj niestety obciąża sumienie także pana prezydenta Komorowskiego – komentował Gowin.
Znacznie bardziej porażające są statystyki dotyczące prokuratur i prokuratorów w Polsce. Pod względem liczby prokuratorów Polska jest prawdziwą potęgą – posiada ich więcej niż przeszło dwukrotnie ludniejsze Niemcy. Jeszcze gorzej wypadamy w porównaniu z Francją - w liczącej niewiele ponad 38 mln. ludzi Polsce jest blisko 6,3 tys. prokuratorów, a we Francji liczącej prawie 64 mln. mieszkańców, jest ich ponad trzy razy mniej (1908). Przy czym przeraża „moc przerobowa” naszych prokuratorów. Nie ma co ukrywać - nie za bardzo przemęczają. Na jednego polskiego oskarżyciela przypada zaledwie 180 spraw rocznie. To prawie wakacje w porównaniu z tym, co robią ich koledzy w Danii i Niemczech, którzy prowadzą prawie tysiąc dochodzeń rocznie. Nie trzeba być biegłym w rachunkach, aby obliczyć, że pracują oni sześciokrotnie więcej.
Miażdżące są porównania z innymi krajami Unii Europejskiej, bowiem włoski prokurator rozwiązuje dziewięciokrotnie spraw więcej, hiszpański jedenastokrotnie, a francuski prowadzi aż 2674 postępowania czyli piętnastokrotnie więcej niż podopieczni Andrzeja Seremeta. Mimo to efekty pracy naszych oskarżycieli są jakie są. Za ich liczne pomyłki, czy raczej "pomyłki", płacimy my – podatnicy. A oni mają czelność skarżyć się, że ich zarobki są mniejsze niż zagranicznych kolegów.