- Nie byłoby sprawy, gdybym nie zrobił nic - dodaje. - Gdyby spichlerz spłonął, bo nieproszeni lokatorzy palili w nim ogniska, sprawcy najpewniej nie zostaliby wykryci, a sprawa zniszczenia bezcennego zabytku zostałaby umorzona – nie kryje żalu Aleksander Broda.
Jak pisaliśmy - inwestycja (tj. renowacja spichlerza) otrzymała nagrodę ministra kultury dla najlepiej odrestaurowanego obiektu. Nie miało to jednak znaczenia dla prokuratury, która nie wycofała oskarżenia, ani dwóch sądów, które po kolei uznały, że Broda "działał na szkodę interesu publicznego", nie dopełniając obowiązków funkcjonariusza publicznego.
Dziś Broda - który rok spędził w areszcie – domaga się od Skarbu Państwa 14 mln zł. zadośćuczynienia za bezpodstawny areszt, utratę dobrego imienia i pracy. Dodał, że pozwie też o ochronę dóbr osobistych katowicką prokuraturę, która - jego zdaniem - oskarżyła go bez powodu. Podstawą korupcyjnych zarzutów były słowa kobiety, która jeszcze w śledztwie wszystko odwołała. Okazało się, że leczyła się psychiatrycznie. Nieprawidłowości nie dopatrzyła się też Najwyższa Izba Kontroli. Mimo to sprawa o korupcję ciągnęła się aż do 2007 roku.
Były konserwator zabytków nie ukrywa, że chce, aby jego żądanie odbiło się szerokim echem, tak jak dzień jego aresztowania.
– Prokurator, który jest funkcjonariuszem państwa, nie poniósł w wyniku działań skierowanych przeciwko mnie żadnych konsekwencji. Jeśli państwo jest represyjne i utrzymuje, że przestępców należy surowo karać, to taka represja musi działać też w drugą stronę. Uznałem więc, że jeden milion za każdy rok mojej hańby jest dotkliwą kwotą. Byłem osobą publiczną, znaną. Poradziłem sobie z tym, co mnie spotkało, ale ilu jest niewinnie oskarżanych, aresztowanych czy więzionych, którzy stracili majątki, zdrowie, a nawet życie? - zastanawia się były generalny konserwator zabytków Aleksander Broda.
Twierdzi, że nie chce tych pieniędzy dla siebie. Jeśli wygra, wszystkie pieniądze zamierza przeznaczyć na ratowanie dziedzictwa polskiej kultury i inne szlachetne cele. Jest tylko jeden szkopuł – za złośliwość i indolencję prokuratury znów będziemy musieli zapłacić my, podatnicy. Prokuratorom i sędziom, którzy wydali niesprawiedliwe wyroki, włos nie spadnie z głowy.