Wydrukuj tę stronę

Wice-Seremet

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Od kiedy w 2010 r. utworzono Prokuraturę Generalną na jej czele pozostaje Andrzej Seremet. Ma on pięciu zastępców. Jednym z nich jest prokurator Robert Hernand.

Robert Hernand uczestniczył w co najmniej kilku bardzo medialnych śledztwach. Między innymi nadzorował:

1. Postępowania dotyczące działalności Marka K., byłego posła AWS, który podejrzany o wyłudzanie kredytów przed końcem kadencji parlamentarnej uciekł z Polski. Ukrywał się na Słowacji w przebraniu księdza.

2. Śledztwo dotyczące katastrofy w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej. W 2006 r. od wybuchu metanu zginęło tam 23 górników.

3. Śledztwo w sprawie tak zwanej "śląskiej mafii paliwowej". Podkreślić należy sformułowanie "tak zwanej". Żadnej mafii nie było, ani nawet gangu. Rzekoma mafia ograniczała się do przedsiębiorcy Henryka M., ochrzczonego "baronem paliwowym" i dosłownie kilku jego współpracowników.

***

Marek K. opuścił kraj jesienią 2001 r., kiedy był jeszcze chroniony immunitetem. Został zatrzymany na Słowacji pod koniec zimy 2002 r. Potem bardzo długo przebywał w areszcie tymczasowym, a wreszcie został skazany przez sąd na 9 lat więzienia. Wyrok ten został uchylony, po kolejnym procesie Marek K. otrzymał wyrok już tylko 3 lat więzienia.

Marek K. złożył następujące oświadczenie:

"Kiedy prokurator Robert Hernand w dniu 21 czerwca 2002 r. proponował mi status świadka koronnego w zamian za wolność – w imię prawdy i własnej godności - odmówiłem.

Kiedy ten sam prokurator w dniu 17 lipca 2002 r. zaproponował mi „pójście na układ” w zamian za wolność – także odmówiłem!"

***

Do katastrofy w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej dojść nie powinno. To fakt. Doszło do niej, ponieważ górników wysłano w rejon najwyższego zagrożenia. Tam było tak niebezpiecznie, że jakiś czas przedtem rejon ten został otamowany. Po drugiej stronie pozostała nawet kosztowna obudowa ścianowa, uznano bowiem, że prace przy jej wydostaniu z tego rejonu mogą zakończyć się właśnie katastrofą. I tam już miała pozostać. Ale później uznano, że pieniądze liczą się bardziej niż bezpieczeństwo ludzi. Ponieważ wszyscy wiedzieli, jakie ryzyko wiąże się z wejściem do odciętej części kopalni, wprowadzono tam pracowników firmy zewnętrznej. Katastrofa, do której doszło, nie była więc dla nikogo niespodzianką.

To właśnie Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, kierowana wówczas przez prokuratora Hernanda, szukała winnych tragedii w kopalni Halemba. Na Śląsku powszechna była opinia, że prokuratura w tej sprawie działała co najmniej nieudolnie. Po dłuższym czasie przedstawiono zarzuty popełnienia przestępstwa pierwszym dwóm osobom. Nikogo na Śląsku nie zdziwił fakt, że podejrzanymi były płotki. Zanim doszło do przedstawienia zarzutów, przez Rudę Śląską przeszedł "czarny marsz". Zorganizowano go właśnie w proteście przeciw bezczynności prokuratury.

***

Robert Hernand, zanim został szefem prokuratury w Gliwicach, pracował w prokuraturze katowickiej. Tak zwany baron paliwowy Henryk M. jeszcze w 2005 r. na konfrontacji prowadzonej przez prokuratora Hernanda zeznał to, co dotyczyło skrytek bankowych, w których przechowywał miliony pochodzące z przestępstw. Na temat skrytek bankowych wypchanych banknotami, M. składał wcześniej wyjaśnienia również przed innymi prokuratorami. Tymczasem dopiero po 13 miesiącach od momentu, gdy baron zaczął zeznawać (i wskazał adresy skrytek) została sprawdzona 1 skrytka.

Podczas jednego z pierwszych przesłuchań (przesłuchiwał nie Hernand, lecz inny prokurator) baron dał karteczkę z adresami 7 skrytek, a po kilku dniach dołączył adresy kolejnych 3. Z tych skrytek Henryk M. założył osobiście 3 i miało w nich być 5 mln dol. i 1 do 2 mln zł. W pozostałych możliwe, że nawet 20 mln zł. Większość tych pieniędzy zniknęła.

***

Prokuratura przechwyciła gryps adresowany do Henryka M., że ma o przygotować dwie „jedynki”. Chodziło o to, by baron wyłożył dwa miliony złotych. W zamian za to, grupa "życzliwych" mu osób, miała załatwić jego zwolnienie z aresztu oraz uchylenie zarzutów. Wszczęte śledztwo dotyczyło także drogi, jaką ściśle tajne informacje na temat paliwowego śledztwa wyciekały z prokuratury.

Jako szef Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, Robert Hernand przekazał paliwowe śledztwo innemu prokuratorowi. Ale pozostawało ono pod jego nadzorem. Pod jego nadzorem z prokuratury wyciekły 804 strony akt tego śledztwa! Tajne dokumenty skserowano i wydano przypadkowej osobie. I dopiero po czterech dniach w prokuraturze zorientowano się, co zaszło.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 02 luty 2015 12:49