Wydrukuj tę stronę

Państwo policyjne - Polska

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Istnieje taki obszar, na którym Polska jest niekwestionowanym liderem. Jak się okazuje wiedziemy prym w dziedzinie inwigilacji obywateli.

Zaczęliśmy przodować na tym polu w 2010 roku, a już w 2011 pobiliśmy europejski rekord.

Nasze służby bezpieczeństwa sięgały po dane teleinformatyczne obywateli aż 1 856 888 razy i od tego czasu liczba ta wciąż rośnie. W zeszłym roku pytano o nasze dane telekomunikacyjne od 2,18 do 2,35 milionów razy. Przybywa też osób, wobec których prowadzone są tego rodzaju działania operacyjne. Jeszcze w 2013 r. inwigilowanych było 4278 obywateli, a rok temu już 5221 osób.

Najczęściej, bo ponad 1,7 mln razy inwigilowała nas policja, ale po nasze dane sięgały też Straż Graniczna (300 tys. przypadków), Centralne Biuro Antykorupcyjne (190 tys. razy) Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (180 tys. zapytań). Aż 5 tys. razy interesowała się nami policja skarbowa. Policja, zarówno ta „zwykła”, jak i skarbowa, oraz straż graniczna, najczęściej życzyły sobie wykazów połączeń, dla odmiany CBA chętniej interesowało się danymi abonentów. Natomiast ABW chciało zdobyć zarówno informacje o abonencie, jak i wykaz połączeń. Szokuje skala zjawiska, wszak chodzi o miliony rozmów i setki tysięcy obywateli. A jest to zapewne tylko wierzchołek góry lodowej, bo nie znamy pełnej skali tych działań. Nie znamy, ponieważ nie istnieją odpowiednie uregulowania prawne.

Dane telekomunikacyjne stanowią kopalnię wiedzy na temat naszego życia. Kryją takie tajemnice jak numer PESEL, adres zamieszkania, miejsce meldunku, informacje o tym kiedy, z kim i jak długo rozmawiamy. Ten kto ma dostęp do takich informacji, zna nasze wiadomości sms, e-mail, a nawet - za pośrednictwem telefonu komórkowego - jest w stanie ustalić, gdzie i kiedy bywamy, z kim się spotykamy i najważniejsze - o czym rozmawiamy. Słowem – wie o nas i naszym życiu prawie wszystko. Dlatego, żeby podjąć tego rodzaju działania operacyjne potrzebna jest zgoda sądu. Sądy jednak praktycznie akceptują wszystkie wnioski - nawet kontrole operacyjne założone bez ich zgody. Wystarczy uzasadnić je sytuacją niecierpiącą zwłoki! Tak sankcjonuje się bezprawie.

Ponieważ sytuacja jest, delikatnie mówiąc, bulwersująca, do Trybunału Konstytucyjnego wpłynęło już siedem skarg dotyczących różnych form inwigilacji obywateli, w tym od Rzecznika Praw Obywatelskich i Prokuratora Generalnego. Trybunał orzekł m. in., że należy ustanowić niezależną, zewnętrzna kontrolę nad inwigilacją elektroniczną, a po ostatecznym zamknięciu sprawy, poinformować osoby inwigilowane, że poddane były takiej obserwacji. Należy też wprowadzić nakaz niezwłocznego niszczenia materiałów, które zawierają tajemnicę zawodową.

Pokrywa się to z zeszłorocznym orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości UE, który orzekł, że dyrektywa, zezwalająca na gromadzenie i udostępnianie organom ścigania danych telekomunikacyjnych, narusza Kartę Praw Podstawowych UE, bowiem nie określa przestępstw, w przypadku których można sięgać po dane telekomunikacyjne, ani rodzaju danych, po które można sięgać. Unia Europejska chroni polskich obywateli przed polskimi służbami!

Zdaniem Trybunału należy też opracować bezpieczne sposoby przechowywania danych i ustanowić zewnętrzną, niezależną kontrolę nad nimi. Takie organy istnieją już we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Jak jednak wykazała kontrola NIK, mimo dyrektyw UE i wyroku

TK, w Polsce w ogóle nie respektuje się tych zaleceń. Mimo, że wstępny zarys projektu powstał jeszcze w zeszłej kadencji, od 2012 r. nie tknięto go nawet palcem. No bo i po co? Inwigilowani i tak nie wiedzą, że są w centrum zainteresowania a nasze służby specjalne nękając kolejne tysiące, dziesiątki i setki tysięcy obywateli chcą udowodnić sens swojego istnienia i to, że potrzebują coraz to więcej pieniędzy, etatów, sprzętu.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 06 kwiecień 2015 11:48