Wydrukuj tę stronę

Sąd broni wolności. Część II (ostatnia)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Po marszu policja poinformowała o zatrzymaniu kilkudziesięciu osób. A także o użyciu broni gładkolufowej, gazu, pałek. 

 

W sumie zatrzymano 72 osoby, a 19 osób odniosło rany, w tym 12 policjantów. Straty wynikające z aktów wandalizmu wyliczono na 120 tys. zł. 

Po marszu policja postawiła zarzuty jego organizatorowi. Witold Tumanowicz miał pozostać obojętnym na decyzję o rozwiązaniu marszu przez stołeczny magistrat. Miał także nie reagować na używanie materiałów pirotechnicznych. Policja domagała się od sądu ukarania Tumanowicza grzywną w wysokości 5 tys. zł.

Sąd przychylił się do tego żądania i Tumanowicz został skazany.

Od każdego wyroku przysługuje apelacja. Organizator Marszu Niepodległości skorzystał z przysługującego mu prawa i złożył odwołanie. 

Sprawę zbadał Sąd Okręgowy w Warszawie. W drugiej instancji Tumanowicz został uniewinniony. Sąd odwoławczy uchylił wyrok skazujący go na 5 tys. zł grzywny za nierozwiązanie zgromadzenia publicznego i - uwaga! - za niezgłoszenie policji osób, które złamały prawo podczas Marszu Niepodległości.

Czyli w pierwszej instancji został m.in. skazany za to, że nie doniósł na osoby, których z pewnością często nie znał, co więcej nie wiedział, jak się zachowywały. Trudno byłoby od niego wymagać, by organizator wiedział, co czyni każdy uczestnik imprezy masowej w każdej sekundzie imprezy. A przecież za to został skazany.

Uzasadniając wyrok sąd drugiej instancji stwierdził, że osoby łamiące prawo nie były uczestnikami Marszu Niepodległości i nie łamały prawa w obrębie zgromadzenia.

I najważniejsza konkluzja sędziego Piotra Schaba: „Jeśli za manifestanta uzna się każdą osobę będącą w pobliżu – można w ten sposób storpedować każde zgromadzenie oraz konstytucyjne prawo do manifestowania własnych poglądów”.

Sąd uznał, że wolność obywatelska stoi ponad nieudolnością policji, która nie radziła sobie z zadymiarzami.