Zupełnie inaczej niż w Polsce. Dla nas Europejski Trybunał Praw Człowieka jest często ostatnią deską ratunku ludzi, którzy stracili zupełnie zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. U nas odwołują się do niego przede wszystkim uczciwi, zdesperowani ludzie, którzy po prostu zostali niesprawiedliwie potraktowani przez tych, którzy sprawiedliwości powinni bronić jak ognia. Ogólnie mówiąc ETPC często broni porządnych, przyzwoitych obywateli przed sądami. Do Trybunału wpływały każdego roku tysiące wniosków. Wiele spraw wracało tam z powrotem, bowiem nasze władze nie przestrzegały jego wyroków.
Dotychczas Polska utrzymywała się w grupie państw, w stosunku do których Trybunał najczęściej stwierdzał niezgodność prawa krajowego bądź praktyki z Europejską Konwencją Praw Człowieka . Z opublikowanych w 2012 roku danych statystycznych dotyczących działalności Trybunału wynikało, że na ogólną liczbę 1019 wyroków wydanych przeciwko Polsce, w 871 przypadkach stwierdzono przynajmniej jedno naruszenie Konwencji. Gorzej pod tym względem było tylko w Turcji, Włoszech i Rosji.
Ostatnio jednak skarg jest coraz mniej, zarówno tych o łamaniu praw jak i tych dotyczących niewypełniania wyroków. Rok temu Polska po raz pierwszy od czasu związania się Konwencją znalazła się poza pierwszą dziesiątką państw pod względem ilości skarg zawisłych w Trybunale.
W 2013 roku przed Trybunałem zapadły zaledwie 23 wyroki, w tym w 8 sprawach Trybunał nie dopatrzył się naruszenia postanowień Konwencji. Choć nawet 15 przypadków łamania naszych praw to i tak o 15 za dużo.
Niedawno opublikowano najnowsze dane. Jak się okazało, w ubiegłym roku Trybunał wydał w sprawach przeciwko Polsce łącznie 28 wyroków. W 20 przypadkach stwierdził przynajmniej po jednym naruszeniu Konwencji. W ramach wymienionych orzeczeń Trybunał badał zasadność skarg pod kątem zarzucanego naruszenia prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego (7 spraw), prawa własności (7 spraw), zakazu tortur oraz innego nieludzkiego i poniżającego traktowania (6 spraw), prawa do rzetelnego procesu (6 spraw), prawa do skutecznego środka odwoławczego (4 sprawy), prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego (3 sprawy), prawa do skutecznego śledztwa (2 sprawy), swobody wypowiedzi (2 sprawy) oraz prawa do życia (1 sprawa). W trzech przypadkach przedmiotem skargi były inne postanowienia Konwencji. Wśród tych, którzy wygrali z III RP w Strasburgu znaleźli się dziennikarze "Rzeczpospolitej" Andrzej Stankiewicz i Małgorzata Solecka, którzy zarzucili szefowi gabinetu ministra zdrowia łapówkarstwo. Sądy w Polsce wydawały sprzeczne wyroki w ich sprawie – najpierw sąd pierwszej instancji przyznał im rację, potem sąd apelacyjny zmienił wyrok i nakazał przeprosiny. Wreszcie Sąd Najwyższy odrzucił kasację od wyroku. Dziennikarze wnieśli więc skargę do ETPC w Strasburgu a Trybunał przyznał im rację. Nie są to jedyne przypadki kiedy w Strasburgu zarzucają Polsce łamania wolności słowa. Wśród wygranych są m. in. Michał Smolorz z Katowic, Jacek Długołęcki z Gdańska, Marian Maciejewski z Gdańska a także reżyser Grzegorz Braun.
Jak się okazuje, mimo że z dumą chełpimy się, że cenzurę obaliliśmy ćwierć wieku temu, ta wciąż ma się dobrze, w formie zakamuflowanej.