Dziennikarze, blogerzy i inni twórcy skazywani są przez sądy za krytykowanie wadliwie działającego systemu. Jak tylko pojawi się tekst piętnujący wymiar sprawiedliwości czy lokalną władzę, autor od razu staje przed sądem. Potem sądzeni w Polsce sprawiedliwości muszą się domagać przed strasburskim trybunałem. Oskarżeni o korzystanie z prawa do wolności słowa skazywani są najczęściej na kary finansowe, ale w naszym kraju za wyrażanie swoich opinii można też trafić za kratki.
Marian Maciejewski w 2000 r. na łamach wrocławskich stron "Wyborczej" opisał nieprawidłowości, do których miało dojść przy likwidacji kancelarii komornika, który prowadził swoje biuro w siedzibie sądu. W niewyjaśnionych okolicznościach stracił on m. in. cenną kolekcję poroży. Podejrzany był asesor. W końcu za kradzieże skazany został komornik, a sędzia - przewodnicząca wydziału sądu, który go nadzorował, odpowiadała za niedopełnienie obowiązków. Maciejewski opisał sprawę umieszczając w tekście podtytuł "Złodzieje w wymiarze sprawiedliwości".
Prezes sądu okręgowego poczuł się urażony tym podtytułem, a także komentarzem o "mafijnym układzie prokuratorsko-sędziowskim", który miał pokazać, jak postrzegany jest wymiar sprawiedliwości.
Sąd Rejonowy w Brzegu w 2004 r. skazał Maciejewskiego na łącznie 3 tys. zł kary. Dziennikarz się odwołał, ale Sąd Okręgowy w Opolu utrzymał wyrok. Dziennikarz zdecydował się pójść przed Trybunał w Strasburgu, który na początku stycznia br. rozstrzygnął sprawę. Zdaniem sędziów trybunału, skazanie dziennikarza naruszyło wolność słowa w stopniu, który nie może być akceptowalny w demokratycznym państwie.
W gorszej sytuacji znalazł się Łukasz Kasprowicz, bloger z Mosiny. Kasprowicz, radny miasta, od 2008 r. prowadził bloga na którym krytykował działania burmistrz Mosiny. Pani burmistrz złożyła w sądzie prywatny akt oskarżenia o zniesławienie. Sąd rejonowy cztery lata temu stwierdził, że bloger poniżył ją w oczach opinii publicznej i naraził na utratę zaufania potrzebnego dla sprawowania stanowiska. Bloger został skazany na karę 10 miesięcy nieodpłatnej pracy, nawiązkę w kwocie 500 zł na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża, zakaz wykonywania zawodu dziennikarza przez rok, obowiązek przeprosin oraz podanie wyroku do publicznej wiadomości. Po ponad pięciu latach postępowania krajowego, w sierpniu ubiegłego roku i ta sprawa trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Część II jutro.