Wydrukuj tę stronę

Sąd chroni drania

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Prawo widziane inaczej. Nie bezprawie, lecz właśnie prawo – pięści. Tym razem ostrzegamy przed Sądem Rejonowym Warszawa Wola. Tam się drogo płaci za normalne, ludzkie odruchy.

 

Całej gehenny Barbary nie będziemy tu opisywać. Od kilkunastu lat kobieta walczy z byłym mężem. Zaczęło się w ich własnym domu pod Warszawą. Pies zachowywał się za głośno. Mężczyznę to zirytowało. Kopnął psa.

- To mój pies! Zostaw go w spokoju! - w obronie zwierzaka stanęła pasierbica mężczyzny. Wówczas mężczyzna uderzył ją. Dziewczyna przewróciła się na ziemię. Ją także zaczął kopać.

- Co robisz! Przestań bić dziecko - Barbara chciała odciągnąć rozsierdzonego zwyrodnialca. Wówczas ten swoją furię skupił na niej. 

Tego samego dnia pobite kobiety wyprowadziły się z domu. Już wiele lat trwa sprawa rozwodowa i sprawa o podział majątku. Kolejne sądy mają na uwadze interes mężczyzny, który oskarża swoją byłą żonę, sądy, policję, prokuraturę o spisek, mający na celu zniszczenia go. Siebie samego przedstawia jako ofiarę nagonki, biednego, zaszczutego ojca, ofiarę złej wiedźmy, która potrafiła omotać wszystkie państwowe urzędy, preparuje przeciwko niemu dokumentację i dowody. I sądy biorą te bzdury na poważnie, sprawdzają każdy, nawet najbardziej nieprawdopodobny szczegół, przewlekają procesy cywilne i karne. Gdyż tych karnych procesów zrobiło się więcej, ze względu na agresję mężczyzny.

Ponieważ Barbara obawia się o swoje zdrowie i życie, więc nawet do sądu jeździ z obstawą. Tą obstawą jest zaprzyjaźniny sąsiad. Na imię ma Jarek.

Jarek towarzyszył Barbarze, kiedy pojechała do mieszkania należącego do jego córki. Mieszkanie to przywłaszczył sobie były mąż, nie chciał oddać kluczy, a instytucje państwowe udawały, że są bezradne.

Widząc Barbarę były mąż natychmiast podskoczył do niej, podniósł do góry rękę i nie uderzył jej tylko dlatego, że kobietę zasłonił Jarek. Odepchnął byłego męża tak, że ten stracił równowagę i przewrócił się.

Do prokuratury, a następnie do sądu trafiły dwa akty oskarżenia. Jeden dotyczył popchnięcia, które w materiałach do sądu stało się nieomal próbą mordu. Sąd to długo wyjaśniał, wielokrotnie wzywając oskarżonego na przesłuchania. Jarek stawaiał się na każdej rozprawie. Ostatecznie sprawa ta została umorzona.

Druga sprawa dotyczyła próby pobicia Jarka. Ponieważ zasłonił Barbarę, więc były mąż zaatakował jego i próbował go pobić. W sprawie jako świadek zeznawała Barbara (oczywiście była mało wiarygodna), przedstawiono inne dowody, dotyczące wiekokrotnych ataków, pobić, innych przejawów agresji (dla tej sprawy nie miały znaczenia). Ale byli również inni świadkowie. Sąd uzależniał prowadzenie sprawy od każdorazowej obecności Jarka na rozprawach. Raz jeden go nie było. Poinformował sąd, dlaczego nie może przyjechać. Zamiast odwołać rozprawę i zmienić jej termin, sąd umorzył sprawę. Po czym uznając faktyczną winę Jarka, obciążył go kosztami procesu. 

Za to, że stanął w obronie zaatakowanej znajomej, Jarek ma do zapłaty kilka tysięcy złotych kary. Oczywiście formalnie rzecz biorąc, nie jest to żadna kara. Jest to tylko ostrzeżenie, by nie nekać sądów nieistotnymi głupotami.

Jarek wyszedł na pieniacza, Barbara ma się bać, a drań i bandzior tryumfuje. I tak jest od lat.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 22 czerwiec 2015 08:32