Bez nazwisk (niestety). Jeśli uzyskamy zgodę zainteresowanych, wówczas ujawnimy nazwiska.
Biznesmen z Bielska-Białej był łajdakiem, oszustem, a także - najprawdopodobniej - kapusiem. Współpracował ze zlikwidowanymi już jakiś czas temu Wojskami Ochrony Pogranicza. Być może stąd miał rozległe kontakty w środowisku tzw. służb, wśród prokuratorów i policjantów. Sponsorował ich imprezy integracyjne, dostarczając wyroby, którymi handlowała jego firma. Wyroby te pochodziły z importu. Mniejsza o szczegóły.
Biznesmen miał prokurenta i ten prowadził mu firmę. To również przedsiębiorca, dobrze sytuowany, od lat prowadzący różnego rodzaju biznesy. Pewnego razu właściciel firmy poprosił swojego prokurenta o pożyczkę. Suma była niemała, ale też i nie jakaś zawrotna. Panowie spisali umowę. Ale oszust, jak to oszust, z umowy nie miał zamiaru się wywiązać.
Po jakimś czasie prokurent upomniał się o pieniądze. A oszust do niego:
- Oszuście!
I z wielkim oburzeniem stwierdził, że przecież pieniądze zostały zwrócone. Tylko pokwitowania nie było.
Oszukany i pomówiony najpierw próbował po dobroci. A potem przez sąd usiłował dochodzić swoich praw. A oszust złożył doniesienie, że padł ofiarą przestępstwa. Przecież już raz zwrócił pożyczone pieniądze, a teraz żąda się od niego ponownie tej samej kwoty.
Były już wówczas prokurent, ta prawdziwa ofiara oszustwa, przegrał swoją sprawę. I to przegrał podwójnie. Nie uzyskał wyroku nakazującego łajdakowi zwrot przywłaszczonych pieniędzy i sam trafił na ławę oskarżonych.
Prokuratura w Bielsku-Białej prowadziła bowiem śledztwo z doniesienia biznesmena-łajdaka. Trwało ono i trwało. Zmieniali się śledczy, każdy kolejny widział przecież, że sprawa śmierdzi na kilometr i kiedy tylko była taka okazja, wycofywał się z roli śledczego w tym postępowaniu karnym. Ale oszukany przedsiębiorca najpierw był podejrzanym, bo jeden z prokuratorów postawił mu zarzut, a któryś kolejny prokurator sporządził akt oskarżenia i skierował do sądu. Sprawa trafiła do sądu w Żywcu.
Proces toczył się, a oszukany przedsiębiorca zasiadał na ławie oskarżonych, kiedy tę sprawę przydzielono kolejnemu prokuratorowi. Pan prokurator przeniósł się (a może został przeniesiony) z Katowic do Bielska-Białej. I jemu, jako "najgorszej przybłędzie", natychmiast podrzucono śmierdzącą i nieprzyjemną sprawę. Miał w sądzie reprezentować prokuraturę - wystąpić w charakterze oskarżyciela. Przeczytał więc akta sprawy i zdumiał się. Z dokumentów, które zobaczył wynikało, że wszystko jest na odwrót. To dawny prokurent firmy był w świetle prawa pokrzywdzonym, a na ławie oskarżonych powinien zasiadać nie on, ale ten, który oficjalnie występował tu jako osoba pokrzywdzona.
Zdumiony i przejęty pan prokurator umówił się na wizytę u prokuratora apelacyjnego w Katowicach. W ramach tzw. apelacji katowickiej funkcjonują trzy okręgi prokuratorskie. Najmniejszym z nich jest okręg bielsko-bialski z Prokuraturą Okręgową w Bielsku-Białej. Jej z kolei podlegają prokuratury rejonowe w Bielsku-Białej, w Żywcu, w Cieszynie. Dlatego można sądzić, że sprawę tę znali wszyscy (a przynajmniej wszyscy ważniejsi) prokuratorzy tego okręgu. Ale prokurator apelacyjny mógł jej nie znać. Toteż prokurator "przybłęda" pojechał do niego i sprawę zreferował.
A prokurator apelacyjny na to:
- Proszę realizować linię prokuratury.
Dlaczego wydał to polecenie? Można i to zrozumieć. W innym wypadku być może musiałby nakazać śledztwo w sprawie zatajenia i nieujawnienia wiedzy o popełnionym przestępstwie przez funkcjonariuszy państwowych. A pewnie też należałoby rozważać tzw. fałsz intelektualny - przestępstwo przeciwko dokumentom, znajdującym się w aktach sprawy. I kto wie, czy nie znalazłoby się coś jeszcze, co nosiło znamiona przestępstwa.
Toteż pan prokurator na sali sądowej w Żywcu, wbrew swojemu sumieniu, musiał zażądać skazania oszukanego przedsiębiorcy. I tak uczynił. Ale w uzasadnieniu powiedział, że gdyby sąd zechciał po raz ostatni pochylić się nad zgromadzonym materiałem dowodowym, to bez trudu zauważyłby, że on - oskarżyciel - nie ma racji. Bo ze zgromadzonych dowodów wynika, że oskarżonego biznesmena należy uniewinnić.
Sąd słuchał tego zdumiony. Zdumiony i oburzony. Mowa oskarżycielska w istocie była mową obrońcy. "Zgodnie z linią prokuratury" sędzia skazała przedsiębiorcę na taką karę, jaką wskazał oskarżyciel. Nie uwzględniła słów oskarżyciela, że ta kara będzie niesłuszna i niesprawiedliwa. Następnie napisała do Prokuratury Apelacyjnej donos. Sąd doniósł, że pan prokurator "znajda" ośmieszył prokuraturę jako urząd, zachował się niepoważnie i w ogóle należy go ukarać za niestosowne zachowanie. Z pewnością naruszył on godność urzędu prokuratora.
Wobec prokuratora wszczęto postępowanie dyscyplinarne... Trwało ono długo (zdecydowano o karze, od której ukarany się odwołał) i choć ostatecznie zakończyło się ono ugodą pomiędzy prokuratorem a prokuraturą, to jego kariera została złamana. A przecież tacy właśnie ludzie powinni stać na czele prokuratury. Wtedy nie musielibyśmy tworzyć strony www.przesladowani.pl.