Wydrukuj tę stronę
Z wykształcenia był nauczycielem historii. Skazany za gwałt i molestowanie były prezydent Olsztyna z powodzeniem ubiegał się o najwyższe funkcje w samorządzie terytorialnym w czasie, gdy już ciążyły na nim te poważne zarzuty.
Już w kwietniu 2007 r. jedna z olsztyńskich urzędniczek, zgłosiła się do ginekologa twierdząc, że została zgwałcona. Lekarz powiadomił policję, jednak kobieta, będąca wówczas w 38. tygodniu ciąży, nie wskazała sprawcy.
W niespełna rok później wybuchła seksafera w olsztyńskim ratuszu. Pod koniec stycznia 2008 "Rzeczpospolita" opublikowała artykuł "Skandal w magistracie", w którym prezydentowi zarzuciła molestowanie urzędniczek i zgwałcenie jednej z nich. Małkowski natychmiast zwołał konferencję prasową i obwieścił, że artykuł to "akt zemsty pewnych osób" za to, że jest "człowiekiem uczciwym, nieugiętym, niedającym się wmanipulować w fałszerstwa".
W lutym, pod naciskiem mediów, prezydent Olsztyna został aresztowany, a kiedy wyszedł jesienią, odwołano go w referendum.
Mniej więcej w rok po wyjściu Małkowskiego na wolność, warszawscy seksuolodzy wydali opinię, iż nie ma on cech gwałciciela, a ofiara nie zachowuje się jak zgwałcona kobieta. Prawdopodobnie łączyła ich więź erotyczna i kobieta jest zazdrosna o rzekomego oprawcę.
W 2010 roku Małkowski ponownie wystartował w wyborach o fotel prezydenta osiągając najlepszy wynik w pierwszej turze. W drugiej przegrał z Piotrem Grzymowiczem, ale zasiadł w radzie miasta.
Rok temu sytuacja się powtórzyła – kandydujący na prezydenta Małkowski dostał najwięcej głosów w I turze, a w drugiej przegrał z Grzymowiczem o 500 głosów, ale dostał mandat radnego.
Magdalena Środa i inne autorytety boleją nad tym, że ktoś o reputacji gwałciciela ma tak wysokie poparcie społeczne, jednak wśród mieszkańców Olsztyna nie brak i takich głosów, że kobieta została podkupiona przez ludzi, dla których ówczesny prezydent był niewygodny. Wielu z nich w to wierzy, bo czy normalna ofiara prowokuje sprawcę i nagrywa to, co dzieje się później?
Na razie sąd uwierzył urzędniczce i skazał Małkowskiego. Zajęło to sporo czasu, bo minęło siedem i pół roku od wybuchu seksafery i ponad cztery lata od skonstruowania aktu oskarżenia.