Notariusz ślepy, głuchy i czynny zawodowo.
Taki notariusz to skarb.
Los mieszkańców sosnowieckiej „Sokolni” coraz bardziej się komplikuje. Najpierw zostali sprzedani wraz z mieszkaniami za bezcen, teraz grozi im eksmisja. Niemal w majestacie prawa padli ofiarą obrzydliwego przekrętu, zalegalizowanego przez notariusza, który sporządzał akty prawne nie bacząc na ich zawartość, znacznie odbiegającą od normy. Pozostaje pytanie czy urzędnik państwowy ma prawo być ślepy przy wykonywaniu swych czynności i czy taka ślepota może być traktowana jako ewentualny współudział w przestępstwie. Ale zacznijmy od początku.
Ponad trzy i pół roku temu lokatorzy 16 mieszkań w bloku przy ulicy Lipowej w Sosnowcu zostali bez ogrzewania. Był koniec lutego i do końca sezonu grzewczego zostało jeszcze trochę czasu, więc mieszkańcy zaczęli sprawdzać, co się stało. Okazało się, że Spółdzielnia Mieszkaniowa „Sokolnia”, która przed laty przejęła budynek od fabryki drutu, pobierała czynsze, ale sama narobiła długów. W rezultacie Państwowe Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zdjęło licznik w kotłowni.
Przy okazji ludzie dowiedzieli się, że mają nowego właściciela, prywatnego przedsiębiorcę, Ryszarda Sz., który odwiedzał wszystkich najemców i kazał im podpisywać in blanco nowe umowy, na dużo gorszych warunkach. Kiedy lokatorzy z Lipowej udali się do urzędu miejskiego po pomoc, spotkali sąsiadów z ulicy Mikołajczyka, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Z tą różnicą, że zamiast ogrzewania odcięto im wodę.
Właścicielem ich 40 mieszkań także został Ryszard Sz. Potem okazało się, że „Sokolnik” sprzedał przedsiębiorcy również lokale w innych blokach Sosnowca, m.in. przy ulicach: Zagłębiowskiej, Przyjaciół Żołnierza, Wojska Polskiego, Stoczniowców, 1 Maja, Kopalnianej i Mostowej. W sumie ponad 100 mieszkań.
Mieszkania te zostały sprzedane za bezcen – po kilkaset złotych, z pogwałceniem prawa pierwokupu, które przysługiwało lokatorom.
Jutro kontynuujemy temat.