Sytuacja jak z Kafki, Mrożka albo amerykańskiego filmu klasy B (bo takie rzeczy przecież mogą się zdarzyć tylko w Ameryce). Jacek W. od kilkunastu lat odsiaduje wyrok dożywocia za zamordowanie i poćwiartowanie Tomasza S., które miało miejsce 15 lat temu. Ponoć obaj panowie należeli do zorganizowanej grupy przestępczej, a W. miał zabić S., gdyż był kochankiem jego żony.
Jest trup, motyw i zabójca. I choć ten ostatni wciąż utrzymuje, że jest niewinny, a znalezione ciało nie należy do S., wszystko gra.
Co prawda były pewne nieścisłości, choćby to, że Tomasz S. nigdy nie był... żonaty. Skoro S. nie miał żony, więc Jacek W. nie mógł być kochankiem tej nieistniejącej połowicy.
Na marginesie, siostra Jacka W. twierdzi, że żaden z panów nie miał nic wspólnego z jakąkolwiek formą zorganizowanej przestępczości. Jednak nasi dzielni chłopcy (i dziewczyny oczywiście też) z Prokuratury Rejonowej Olsztyn–Południe i Sądu Okręgowego w Suwałkach wiedzieli lepiej i nie dali się zwieść błahostkom, kłamstewkom rodziny czy mataczeniom zbrodniarza. Tym bardziej, że tożsamość denata potwierdziły badania DNA i opinia antropologów.
Aż tu nagle, po latach, jakiś Wiesław S. do przyznał się do zabójstwa. Co tam, pewno chciał być sławny, zmyślił wszystko. A tu taka przykrość, gdyż ten nowy S. wskazał miejsce zakopania zwłok Tomasza S. na działce koło Stawigudy.
Prokuratora najpierw się ociągała jak tylko mogła, ale w końcu odnalazła ciało, początkowo nie chwaląc się „sukcesem”. I słusznie, bo odnalezienie ciała (tym razem już prawdziwego, co po raz kolejny potwierdziły testy DNA) było jednoznaczne z koniecznością podjęcia decyzji.
Niemal w tym samym czasie dwie prokuratury podjęły sprzeczne decyzje. Najpierw Janusz Kordulski, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku, która zajmowała się tą sprawą, mówił: Nie będzie wniosku o wznowienie postępowania”, a w godzinę później Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej wyjaśniał: „Uznaliśmy za słuszny wniosek pełnomocnika pana W. i taką opinię przekazaliśmy do Sądu Najwyższego”.
Wydawałby się, że Jacek W. powinien wyjść na wolność po wznowieniu śledztwa. Ale tak się nie stało...
Wiadomo też, że za zbrodnię nie odpowie Wiesław S., ponieważ już odpowiadał karnie za to zabójstwo i na podstawie prawomocnego postanowienia sądu w 2001 roku postępowanie zostało wobec niego umorzone i umieszczono go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.
Prawdziwy szok przeżyła też Halina Kozłowska, matka Tomasza S., która wierząc w rzetelność naszych organów ścigania, zdążyła urządzić godny pochówek szczątkom. Te bowiem – jak zapewniali śledczy miały należeć do jej syna.
I tu nasuwa się szereg pytań:
Po pierwsze, jakim cudem test DNA potwierdził tożsamość Tomasza S. skoro szczątki nie były jego?
Po drugie, jak to możliwe, że w jednym śledztwie popełniono całe mnóstwo niewybaczalnych błędów. Czy nasi stróże prawa są tak nieudolni, czy był inny powód?
Po trzecie, kto i co na tym zyskał?
Po czwarte, czy jakieś znaczenie ma fakt, że wyrok dożywocia na Jacka W wydał sąd, którego sędzie Grażyna Z. i Lucyna Ł. oskarżone były przez prokuraturę o wielokrotną korupcję, polegającą na pomocy gangsterom wyłudzaniu odszkodowań ubezpieczeniowych?
Szok? A jakże.
Źródła:
http://gazetaolsztynska.pl/224437,Dozywocie-za-niewinnosc-Prokuratura-nie-wznowi-z-urzedu-sledztwa-ws-zabojstwa.html#ixzz3OWLCnLXg
http://www.panstwowpanstwie.polsat.pl/Panstwo_W_Panstwie__Oficjalna_Strona_Programu,6067/News,6068/Pomylone_Ciala,1411815/index.html
http://www.olsztyn.com.pl/artykul,zabil-wskazal-miejsce-zakopania-zwlok-ale-za-kraty-nie-trafi,17468.html#success