Wydrukuj tę stronę

Śmietnik sądowy

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Znalezienie biegłego, który napisze opinię pod tezę, nie jest problemem. Pomówienie? Jeśli tak, to pomawiającą biegłych sądowych jest profesor Uniwersytetu Warszawskiego.

Czy ktoś, kto wykonuje ważną funkcję, a od jego opinii zależy przyszłość jednej lub wielu osób, może być niedouczony, nierzetelny, nieuczciwy i nie ponosić za swoje błędy żadnej odpowiedzialności? Odpowiedź brzmi – tak, jeśli jest biegłym sądowym w Polsce.

Zdaniem prof. Józefa Gierowskiego z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego: “…jest wiele opinii skandalicznych, prymitywnych, urągających podstawowym zasadom... Przeciętny sąd okazał się mało zainteresowany, aby biegły był kompetentny, ważniejsza jest szybkość działania i dyspozycyjność biegłych” .

Dodajmy, że ta dyspozycyjność nie zawsze dotyczy sądów. Najlepiej o tym wie pewna katowiczanka. Maria od kilku lat prowadziła wyczerpującą batalię w sądzie o opiekę nad małoletnim dzieckiem. Rozstała się z partnerem jeszcze podczas ciąży. Urodziła dziecko już samotnie i przez jakiś żyła ze swoich oszczędności. Kiedy te się skończyły sprzedawała co cenniejsze rzeczy. W końcu postanowiła wystąpić do sądu o alimenty na dziecko, tym bardziej, że ojciec był dobrze prosperującym biznesmenem, zresztą z niepolskim paszportem. Mężczyzna natychmiast wystąpił do sądu o pozbawienie jej opieki nad dzieckiem. Najął drogich prawników, którzy zasypywali ją kolejnymi pozwami. Maria broniła się sama. Osobiście odpisywała na wszystkie pozwy, zarywając noce, bo w dzień pracowała i zajmowała się dzieckiem.

Na jednej ze spraw jej były partner przedstawił opinię katowickiej biegłej sądowej, Alicji S., która nie widząc Marii na oczy wydała opinię, że... jest zaburzona psychicznie, bowiem posiada osobowość typu borderline. Jak się okazało, pani psycholog wydała opinię posiłkując się pojedynczymi, wyjętymi z kontekstów zdaniami, pochodzącymi z jej pism procesowych. Maria na jakiś czas straciła dziecko ale nie przestała walczyć. W końcu sąd poprosił o opinię instytut z Krakowa. Instytut ten zauważył, że „matkę z dzieckiem łączy silna więź” a „ojciec jest pozbawiony empatii” i ma „osobowość narcystyczną”. Zdawałoby się, że sprawa jest jasna... A tu wała – w ostatnim zdaniu krakowscy biegli stwierdzają, że dzieckiem powinien zajmować się ojciec, bo matka zbyt dużą wagę przywiązuje do wyglądu zewnętrznego. Ma być brzydka.

Maria zastanawia się, czy to ostatnie zdanie nie było czasem napisane po tym, kiedy ojciec odwiedził instytut – już po badaniach, a przed wydaniem ekspertyzy.

Kobieta w końcu odzyskała dziecko, najprawdopodobniej dzięki pewnemu posłowi, który się sprawą zainteresował. Nie wiadomo jeszcze, jakie szkody w psychice dziecka, dziś już dorastającego, wywołała ta całą sytuacja.

O wiele wyższą cenę za nierzetelność biegłych zapłacił Jacek Wach, który przesiedział kilkanaście lat w więzieniu za zbrodnię, do której po latach przyznał się ktoś inny... W jego przypadku mamy do czynienia z fabrykowaniem dziesiątków dowodów - zarówno identyfikujących ofiarę jak i dotyczących zabójstw, a następnie pozytywne zweryfikowanie tychże wszystkich dowodów – przez pięć składów sędziowskich i 13 sędziów sądów wszystkich kolejnych instancji.

Zdziwieni? Nie wierzycie? No to przeczytajcie tę opinię: prof. Ewa Gruza z Katedry Kryminalistyki WPiA Uniwersytetu Warszawskiego ostrzega: “…Nie chcę snuć czarnego scenariusza, nie chcę też nikogo obrazić, ale znalezienie dziś biegłego, który napisze opinię pod tezę, nie jest problemem…”

Imię naszej bohaterki zostało zmienione.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 02 luty 2015 15:21