Wydrukuj tę stronę

Sąd - wspólnik złodzieja

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Czy można komuś ukraść ponad 3 ha ziemi? To wcale nie jest pytanie retoryczne. Można bez trudu i bez ryzyka. Sąd pomoże. 

 

Pan Franciszek R. z Wólki Łysakowskiej jest stary i prawie głuchy, a jego rozwój intelektualny kształtuje się znacznie poniżej średniej. Ale to też przecież człowiek. Takich jak on państwo powinno otaczać szczególną opieką. Inaczej takie państwo jest psu na budę. 

Franciszek ma zaburzoną pamięć, koncentrację i bardzo ubogi zasób wiadomości o świecie. Nie jest w stanie nawet przypisać daty do pory roku. Zdaniem psychologów nie do końca rozumie znaczenie poszczególnych słów. Jednak do obrabiania swojego pola nie było mu to wszystko potrzebne, wystarczyła po prostu siła do pracy. A był on pracowitym człowiekiem. Ale zestarzał się, co normalne. Wtedy wydzierżawił swoje włości biznesmenowi. Bogaczowi z sąsiedniej wsi. Nie brał od niego żadnej opłaty. 

Był zadowolony, że ziemia nie stoi odłogiem. Syn Marian odwiedzał go, pytał co słychać. Wtedy ojciec odpowiadał, że u niego wszystko po staremu. Choć po staremu nie było. Rzekomo pan Franciszek sprzedał swoje ziemie – 3 ha 600 arów, za 10 tys. zł, a do tego za dodatkowy 1 tysiąc 25 arów lasu Józefowi O. z Niemojek, dotychczasowemu dzierżawcy. 

Franciszek zarzeka się, że nigdy ziemi nie sprzedawał. Mówił, że O. zawiózł go do kogoś, jak się okazało – notariusza, ale po to, żeby przedłużyć dzierżawę. O. miał biedaka postraszyć, że jak nie podpiszą umowy, mogą mu zabrać rentę. O sprzedaży nie było mowy. Tyle, że akt notarialny sprzedaży jest. Z podpisem pana Franciszka. Marian R. zachodzi teraz w głowę, jak to możliwe, skoro jego ojciec nigdy... 

...ani nie umiał czytać ani pisać. Nie znał liter ani cyfr. Zatem kto podpisał się pod aktem notarialnym? W obecności bądź co bądź urzędnika państwowego? 

I dotąd był to zwykły, choć obrzydliwy przekręt. Przekręt, jakich niemało. Ale w przekręcie tym udział wziął sąd. Albowiem syn oszukanego staruszka z krzywdą i informacją o oszustwie udał się do sądu. I sąd uznał, że to ojciec i syn są oszustami.

Sąd Rejonowy w Siedlcach nie dał wiary R., pomimo że przedstawili oni opinię psychologiczną dotyczącą stanu psychicznego staruszka. Sędziowie naocznie sprawdzili jego stan umysłu, bowiem Franciszek bywał na poszczególnych rozprawach. Trudno by nie stwierdzili, czy czyta i pisze, czy też nie. 

A nie stwierdzili. Czy raczej stwierdzili coś odwrotnego. Staruszek czytaty, pisaty i w ogóle z niego intelektualista. Ciekawe co wpłynęło na tę opinię sądu? Byłoby to pytanie do prokuratora, ale ten z pewnością nie podejmie się odpowiedzi. Miejscowi twierdzą, że O. ma szerokie kontakty we wszystkich możliwych urzędach, także w sądach, szczególnie wśród ławników. Jego siostra, która jest dyrektorem tamtejszej szkoły zasiada nawet w sądzie dla nieletnich w Białej Podlaskiej.

Oszuści byli, są i będą. Po to wymyślono państwo i jego poszczególne instytucje, by porządnych ludzi bronić przed łajdakami. Jeżeli jednak sąd (czyli państwo) staje po stronie łajdaka, to taki sąd i takie państwo psu na budę. Jako się rzekło wcześniej.

 

Źródło

http://vod.tvp.pl/audycje/publicystyka/sprawa-dla-reportera/wideo/19022015/18654745

Ostatnio zmieniany środa, 25 luty 2015 18:03