Wydrukuj tę stronę

Ręce do góry podatniku!

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Mogą wejść w każdej chwili bez zapowiedzi, przeszukać mieszkanie, skontrolować samochód.  Mają prawo użyć broni palnej i nas zatrzymać. Kto taki? Policja, służby specjalne? Błąd! Takie kompetencje mają kontrolerzy skarbowi. 

Skontrolować nas może ponad 40 różnych instytucji, m. in.: naczelnik urzędu celnego, wójt, burmistrz lub prezydent miasta, starosta albo marszałek województwa. Jednak największy stres wciąż wywołuje u nas kontrola podatkowa zlecona przez naczelnika urzędu skarbowego.

Nawet wśród ludzi uczciwie rozliczających się z fiskusem perspektywa bliskiego spotkania z policją skarbową wywołuje przyspieszone bicie serca. Dlaczego? Ano dlatego, że już samo wejście kontrolerów do firmy czy prywatnego domu, może oznaczać dla człowieka finansową katastrofę, wynikającą z gigantycznych kar, które nakładane są nie tylko na tych, którzy świadomie oszukują fiskusa, lecz także na tych, którzy po prostu się pomylą, bądź nie dotrzymają urzędowych terminów. W końcu każdy podatnik, a ten prowadzący działalność gospodarczą szczególnie, to potencjalny oszust. Tak samo jak ci, którzy domagają się jakichkolwiek zwrotów. A system podatkowy tak skomplikowany, że o wpadkę nietrudno. Na szczęście dla zwykłych ludzi, kontrolerzy na ogół koncentrują się na firmach, odpuszczając sobie zwykłych płatników. Szaraczków rzadko się nachodzi, raczej wzywa się ich przed majestat  urzędników. Chyba że tzw. „życzliwy sąsiad” zainteresuje skarbówkę naszym wystawnym stylem życia.

Kontrola rzadko kończy się na okazaniu ksiąg. Urzędnicy skarbowi chętnie żądają udostępnienia wszystkich archiwalnych deklaracji podatkowych. Szczególnie ulubione są te, które mają około pięciu lat. Zgodnie z obowiązującymi przepisami przedsiębiorca powinien przechowywać zarówno deklaracje,  jak i księgi podatkowe, przez 5 lat od końca roku, w którym minął termin płatności danego podatku. Ale mógł przecież wcześniej coś wyrzucić, a wtedy można go będzie już ukarać.

NIK kontrolująca urzędy skarbowe wykryła praktykę mającą znamiona patologii, a polegającą na tym, że za błędy podatkowe wykryte przez skarbowców ci zabieali się dopiero przed upływem pięciu lat od ich popełnienia. Dzięki temu podatnik płacił nie tylko karę, ale i spore odsetki. 

Urzędnicy podatkowi mają też prawo skontrolować nie tylko sprawdzanego podatnika, ale też jego kontrahentów. Kontrolą mogą objąć także kasę fiskalną - tu najczęściej sprawdzają, czy w urządzeniu nie zostały naruszone plomby. 

Na siedzibie firmy jednak nie koniec. Inspektorom skarbowym wolno wejść do mieszkania i sprawdzić, czy jego wystrój i wyposażenie zgodne są z deklarowanymi dochodami. Ocenić, czy aby nie wydajemy więcej, niż zarabiamy. Mogą zbierać i wykorzystywać informacje, w tym dane osobowe, nawet bez wiedzy i zgody osoby, której te dane dotyczą, a administrator danych ma obowiązek je udostępnić. Słowem – skarbówka jest kolejną instytucją, która nas inwigiluje. 

Jeśli inspektorzy uznają iż występują dysproporcje pomiędzy tym, co wydaliśmy, a tym co zarobiliśmy, organ podatkowy wydaje postanowienie o wszczęciu postępowania. Jeśli kontrola uzna, że musimy mieć dodatkowe źródło dochodu, możemy zostać ukarani tzw. podatkiem od nieujawnionych źródeł przychodów w wysokości 75 proc. tych rzekomych ukrytych dochodów. 

Oprócz zwykłych uprawnień dotyczących sprawdzania dokumentacji księgowej, inspektorzy skarbowi mają uprawnienia podobne do policji, włącznie z prawem zatrzymania przy użyciu środków przymusu bezpośredniego i użycia broni palnej. Wystarczy, że uznają iż podatnik uniemożliwia lub utrudnia przeprowadzenie czynności kontrolnych. Mogą też poprosić o pomoc policję (tę prawdziwą),  funkcjonariuszy straży miejskiej, ABW lub Straż Graniczną. 

Kiedy fiskalne psy gończe łapią nas już na takiej czy innej nieprawidłowości zapłacimy grzywnę. A te od 1 stycznia br. są wyższe niż rok temu – wynoszą od 583,33 zł do 16 799 040  zł. za przestępstwo skarbowe. Jeśli naczelnik urzędu stwierdzi, że popełniliśmy jedynie wykroczenie, zapłacimy „tylko” od 175 zł do  35 000 zł. Warto nas kontrolować? Oczywiście, że warto.