Wydrukuj tę stronę

Mord w imieniu państwa

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Umierającego na białaczkę Wojciecha B. wypuszczono z aresztu w Bytomiu, tylko dlatego, by skonał na wolności. Służba więzienna okazała temu człowiekowi więcej serca niż sędziowie w togach, nie mówiąc o prokuratorach. Od tego zdarzenia minęło już kilka lat, a mimo to nikomu, kto odpowiada za zabicie tego człowieka - bo tak to należy nazwać - NIKOMU włos nie spadł z głowy. Ci ludzie może nawet spokojnie śpią po nocach. Kolejne dobre auto, kolejny dom, ciuchy. Za które my - jako podatnicy - płacimy. Czy im się nasze pieniądze należą? Nie, im się nie należą ani nasze pieniądze, ani nasz szacunek. A mimo to... Jasny gwint!

Gdy go zamykano, wierzył, że jest zdrowym człowiekiem. Kilka miesięcy wcześniej przeszedł udany przeszczep szpiku kostnego. Sędziowie wydający decyzję o jego uwięzieniu wiedzieli, że może nie przeżyć aresztu. Oni nadal sądzą, zamykają, skazują..

Tu dygresja. Przykro mi, że piszę Wojciech B. Dla mnie nie jest to żaden B. Jest to ofiara wrednego systemu. Oczywiście nazwisko znam. Jeśli najbliżsi wyrażą taką chęć, w przyszłości to skoryguję

Wojciech B. był postacią dobrze znaną w śląskim środowisku prawniczym. Przez wiele lat pracował jako adwokat, potem prowadził kancelarię notarialną. Naprzeciwko sądu w Tarnowskich Górach wynajmował kamienicę, gdzie mieszkał i miał swoje biuro. Przyjaźnił się z byłym prokuratorem rejonowym w Tarnowskich Górach. Ta przyjaźń skończyła się dla B. katastrofą. Niech to będzie nauką dla nas wszystkich. Potraktowano go szczególnie surowo, aby nikt prokuratorom nie mógł zarzucić stronniczości.

Do aresztu posłano B. w lutym 2006 r. Od trzech miesięcy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro. PiS głosił politykę „zera tolerancji” dla przestępców, krytykował działania poprzedników rządzących Polską, którzy rzekomo nazbyt niechętnie posyłać podejrzanych za kraty. To miało się zmienić – obiecywało PiS.

Prokurator i policjanci zainteresowali się B., gdy ten zaczął jeździć nowiutkim Porsche. B. poszedł na komendę, wyjaśniał skąd auto, i skąd na to auto pieniądze. Na wszelki wypadek towarzyszył mu jego kolega, adwokat.

Wkrótce policja wezwała go ponownie. B. i jego mecenas zjawili się na komendzie. Po krótkiej rozmowie policjant powiedział, że w spotkaniu chce uczestniczyć prokurator. Mecenas wsadził B. i policjanta do swojego samochodu, zajechali pod prokuraturę, a wewnątrz dowiedzieli się, że Wojciech B. jest zatrzymany w charakterze podejrzanego. Kierując do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie prokurator stwierdził, iż jest to konieczne, gdyż B. poszukiwano. Podkreślam - poszukiwano!

B. miał być zatrzymany! Powtarzam - zatrzymany!

A po zatrzymaniu przymusowo doprowadzono go do prokuratury.

Postawiono mu cztery zarzuty:

Niedopełnienia obowiązków. B. wykonując obowiązki notariusza zapomniał wystąpić do sądu o dokonanie wpisu w księdze wieczystej.

Przywłaszczenia. Miał sobie przywłaszczyć samochód Porsche, przy czym jako datę przywłaszczenia prokurator podał datę zawarcia umowy leasingowej z bankiem (a w chwili aresztowania większość rat była już spłacona).

Oszustwa. B. został odwołany ze stanowiska notariusza, a mimo to sporządził umowę kupna-sprzedaży pomiędzy dwiema paniami. Uznano, że doprowadził je do niekorzystnego rozporządzenia mieniem pobierając od nich opłatę.

Ukrycia dokumentów. Tymi dokumentami były zdaniem prokuratury pieczęć notariusza oraz dokumentacja związana z prowadzeniem kancelarii. Tu prokuratura powołała się na przepisy o państwowych biurach notarialnych, istniejących w PRL, ale nie na początku XXI w.

Uwaga!

Prokurator wiedział, iż B. chorował na białaczkę.

Siedem miesięcy wcześniej B. przeszedł udaną operację przeszczepu szpiku kostnego w Klinice Hematologii i Transplantacji Szpiku Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Choroba ustąpiła, ale zgodnie z zaleceniami lekarzy B. miał unikać wszelkich infekcji, stosować specjalną dietę i odkażać dom specjalnymi preparatami otrzymanymi w szpitalu.

Mam to powtórzyć? Ok: "unikać wszelkich infekcji, stosować specjalną dietę i odkażać dom specjalnymi preparatami otrzymanymi w szpitalu".

Znajdźcie mi taki areszt. Nie ma.

Toteż B. wożono po szpitalach. W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Bytomiu lekarze stwierdzili, iż „z powodu ostrej białaczki szpikowej z nadciśnieniem tętniczym nie kwalifikuje się do zatrzymania w policyjnej izbie zatrzymań ze względu na stan ogólny”. Ale izba zatrzymań, to nie areszt. Ostateczną decyzję wydał sędzia MG z Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach.

Uważacie, że powinienem o nim pisać z imienia i nazwiska? Bo to bandzior, sadysta i morderca? Hola, hola! Drzemie we mnie resztka nadziei, że było inaczej. Może to jakaś sekretarka podłożyła mu do podpisu decyzję? Albo był wówczas chory, miał wysoką gorączkę, a mimo to przyszedł do pracy i podjął decyzję o zabiciu człowieka będąc nie w formie.

W uzasadnieniu napisał m.in.: „Wojciech B. podał, iż choruje na ostrą białaczkę, przedłożył także karty wypisowe z Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku (…) przy czym w zaleceniach wskazano jedynie na konieczność prowadzenia oszczędnego trybu życia, unikania infekcji, okresowej kontroli morfologii, stosowania wskazanych leków (…) Szczegółowa analiza dokumentów odnoszących się do stanu zdrowia Wojciecha B., jak również oświadczenia samego podejrzanego w tym zakresie, prowadzi do wniosku, iż nie zachodzą okoliczności opisane w art. 259 § 1 pkt 1 kpk uzasadniające konieczność odstąpienia od tymczasowego aresztowania (…) Z zaświadczenia o stanie zdrowia podejrzanego (…) wynika, że we wczesnej fazie po przeszczepieniu szpiku występuje obniżona odporność na infekcje, szczególnie wirusowe. Nie odnosi się to, w ocenie Sądu, do okresu obecnego, kiedy od przeprowadzonego zabiegu minęło około 7 miesięcy”.

Mam niewielką nadzieję, że to pismo podłożył sędziemu jakiś złoczyńca. Sędzia nie może być przecież takim złym człowiekiem.

Ale załóżmy, że nikt nic sędziemu nie podkładał. Natomiast sędzia był aniołem. Przekonanym, że padół ziemski jest imitacją raju. I tylko dlatego kazał umieścić B. w areszcie w Bytomiu, ponieważ tam znajduje się oddział szpitalny. Mężczyzna trafił na salę 12-osobową, wypełnioną chorymi, których za wszelką cenę miał unikać. Wystarczyło kilka dni i musiał trafić do poradni hematologicznej w Katowicach. Lekarz nie wykonał specjalistycznych badań, tylko stwierdził remisję (ustąpienie) białaczki i zalecił kolejne badania co 2-3 miesiące.

Zażalenie na decyzję o tymczasowym aresztowaniu rozpatrywał Sąd Okręgowy w Gliwicach.

Uwaga!

Prokuratura poinformowała, że aby odnaleźć B. prowadziła „kilkumiesięczne poszukiwania celem ustalenia miejsca jego pobytu”.

Dopiero po ustaleniu tego zatrzymano B. i przymusowo doprowadzono.

Sędziowie stwierdzili więc:

„Prokurator prawidłowo przyjął, iż podejrzany ukrywał się przed organami ścigania”.

Sądzicie, że ktoś tu dopuścił się popełnienia przestępstwa poświadczenia nieprawdy? Jeśli tak, to jesteście głąby.

Obrońca Wojciecha B. przedstawił opinię prof. Hołowieckiego: „U pacjentów, którzy tak jak p. Wojciech B. byli leczeni z powodu ostrej białaczki szpikowej może nastąpić nawrót choroby, który jest tym bardziej prawdopodobny, jeżeli pacjent będzie narażony na występowanie infekcji. Takie zagrożenie stwarza kontakt z większymi zbiorowiskami ludzi, a w szczególności cierpiącymi na zakażenia, złe warunki higieniczne itp.”.

Profesor to głąb (chyba). Albo wredny, skorumpowany sukinsyn, przekupiony przez oszusta udającego chorobę nowotworową krwi. To nie moja opinia, lecz wymiaru tzw. sprawiedliwości.

Sędziowie: „Mając na uwadze aktualny stan zdrowia podejrzanego, wynikający z dokumentacji lekarskiej dołączonej do sprawy oraz aktualnej opinii Dyrektora Szpitala Aresztu Śledczego w Bytomiu, należy ocenić, że zastosowanie wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania nie stwarza poważnego niebezpieczeństwa dla jego zdrowia bądź też życia (…) Lekarze ze szpitala aresztu śledczego zasięgnęli konsultacji specjalistycznej w Wojewódzkiej Poradni Hematologicznej w Katowicach, co czyni zadość stanowisku prof. J. Hołowieckiego”.

Gość był zdrowy jak karp na Boże Narodzenie!

Półtora miesiąca później okaz zdrowia Wojciech B. został wypisany ze szpitala więziennego i przewieziony do aresztu w Tarnowskich Górach. Po tygodniu lekarz tarnogórskiego aresztu odnotował, że osadzony czuje się bardzo źle i prosi o przyspieszenie terminu konsultacji hematologicznej.

Wniosek: ............. (tu są słowa powszechnie uznane za obraźliwe). Za co przepraszam.

Postanowiono nie przyspieszać terminu konsultacji. Następnie uznano, że B. jest przeziębiony.

A to wymaga komentarza. Ja podejrzewam, że B. mógł mieć np. zapalenie płuc. Czyli był przeziębiony. Ale prawdziwy lekarz wie, że zapalenie płuc w takim wypadku jest efektem, a nie przyczyną. A następnie jest powodem wyłączania się coraz to kolejnych organów wewnętrznych, w efekcie śmierci. Tyle ode mnie. Może to była tylko grypa. U człowieka po przeszczepie grypa, katar itp = wieczne odpoczywanie.

Próbowano go leczyć biseptolem, którego nie wolno mu było zażywać. Ponieważ protestował uznano, że odmawia leczenia.

Dwa tygodnie później lekarz odnotował „osłabienie, krwawienie z nosa”. B. umierał. W czwartym miesiącu od osadzenia w areszcie przewieziono go z powrotem do szpitala więziennego w Bytomiu. Przebywał tam jeden dzień. Stwierdzono: „opuchnięcie dziąseł, krwawienie z nosa i dziąseł, ubytek wagi, stany podgorączkowe, wybroczyny na podudziach”. Przetoczono mu krew.

Następnego dnia zatelefonowano do obrońcy Wojciecha B. Mecenas miał jak najszybciej przyjechać samochodem do aresztu i odebrać klienta.

Uwaga (nieistotna dla tych, którzy nie znają przepisów dotyczących nadzoru nad skazanymi i osadzonymi):

Ponieważ B. był bardzo słaby, adwokatowi polecono wjechać na wewnętrzny dziedziniec aresztu i stamtąd go zabrać.

Wojciech B. skonał 12 dni później na oddziale intensywnej opieki medycznej w Klinice Hematologii i Transplantacji Szpiku Kostnego w Katowicach.

Zdiagnozowano u niego m.in. zapalenie płuc oraz świeżo przebyty zawał serca.

W imieniu wdowy adwokat złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Dowodził, że „zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie było czynnością fikcyjną”, prokurator i sędziowie wiedzieli o chorobie i przebytym przez niego przeszczepie, a także o wymogach dotyczących higieny i ograniczeń w kontaktach z innymi ludźmi. Zaś lekarze więzienni odmówili przeprowadzenia badań szpiku. Śledztwo w sprawie śmierci Wojciecha B. prowadziła Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. Zarzuty popełnienia przestępstwa przedstawiono kilku lekarzom z Bytomia, Tarnowskich Gór i Katowic. Sprawdzimy, co się z tym postępowaniem stało.

Natomiast postępowanie wobec prokuratora i sędziów umorzono.

Sprawdzimy, czy na skutek zażaleń (.... no cóż) nie zostało wznowione i nie zakończyło się jakimś rozstrzygnięciem. Wykażcie nieco cierpliwości. Może uda się coś ustalić.

KAT

Ostatnio zmieniany niedziela, 01 luty 2015 13:22