Wydrukuj tę stronę

Dobry obywatel, to martwy obywatel

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Już wiemy, po co jest ZUS. Jest on po to, by utrzymywać armię nikomu niepotrzebnych urzędasów.

To punkt widzenia obywateli. Inny punkt widzenia można przedstawić następująco: ludzie to kłopoty. Szczególnie, gdy czegoś chcą od państwa i od tych, którzy to państwo reprezentują - od urzędników. Złośliwie nie chcą schodzić z tego świata jak najszybciej.

Fabryka opon w Dębicy, a raczej zatrudnieni w niej ludzie, należą do kategorii złośliwców. Nie chcą umierać szybko, a za to chorują, czym przysparzają pracy urzędnikom zatrudnionym w ZUS.

Czesław Lech przez ponad trzy dekady zatrudniony był w fabryce opon Stomil w Dębicy. Na co dzień stykał się z najbardziej rakotwórczymi chemikaliami, niezbędnymi przy produkcji gumy. Najmniej szkodliwa z tego wszystkiego była sadza. Po latach pracy w takich warunkach pan Czesław nabawił się astmy. Nie wychodzi z domu bez inhalatora. Trzynaście lat temu, ze względu na pracę w skrajnie szkodliwych warunkach, przeszedł na zasiłek przedemerytalny, co wyraźnie zaznaczono w jego świadectwie pracy.  Pełną emeryturę miał otrzymać gdy ukończy 60 lat. Jednak kiedy zwrócił się do ZUS, ten  odmówił, twierdząc, że nie da się udowodnić, iż praca przy chemikaliach odbiła się na jego zdrowiu.

- Myślałem, że to będzie czysta formalność, ponieważ wcześniej na podstawie zaświadczenia o warunkach pracy przyznano mi świadczenie przedemerytalne. Jednak kiedy złożyłem wszystkie niezbędne dokumenty, ZUS odmówił mi prawa do emerytury, uzasadniając to tym, że nie udokumentowałem piętnastu lat pracy w szkodliwych warunkach. Zdaniem urzędników stanowisko laboranta, na którym pracowałem, nie jest uwzględnione w przepisach resortowych – żali się pan Czesław.
Urzędnicy poradzili mężczyźnie, by uzbroił się w cierpliwość i poczekał cierpliwie jeszcze siedem lat. Liczą zapewne, że ten być może umrze. Jest to założenie słuszne, skoro pan Lech jest schorowanym człowiekiem.

Czesław Lech jednak nie zamierza być cierpliwy i zapowiada walkę w sądzie. Być może nie będzie sam, gdyż w podobnej sytuacji znalazło się wielu jego kolegów z  Dębicy.

Nas zastanawia jednak to, jakim cudem człowiek, który rzekomo nie potrafił udokumentować lat pracy w szkodliwych warunkach, mógł przez dwanaście lat otrzymywać z ZUS świadczenie, które mu nie przysługiwało (jak twierdzi sam ZUS). ZUS w swojej desperacji zaprzecza już sam sobie?

Urząd ten pewnością nie sprawdza się jako ubezpieczyciel społeczny, mimo zatrudniania tysięcy inspetorów, starszych inspektorów, młodszych inspektorów, referentów, nad- i podreferentów, czy jak się oni tam zwą. Po nagonce na kobiety w ciąży, ci biurokraci za punkt honoru chyba postawili sobie, by dopiec ludziom, którzy przez lata ciężko pracowali, niejednokrotnie w szkodliwych warunkach i sumiennie płacili składki.

ZUS wykręca się od płacenia świadczeń, na które ludzie zapracowali i które im przysługują. Jak to nazwać? Może przywłaszczenie? A może oszustwo? A może po prostu wszechobecna w Polsce pogarda dla obywatela?

 

Żródło:
własne, http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/3738915,schorowany-60latek-idzie-na-wojne-z-zus-wideo,id,t.html

Ostatnio zmieniany czwartek, 12 luty 2015 10:11