Wydrukuj tę stronę

Podatkowi okupanci. Część IV

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Mamy oszustwa na złomie, na stali to kolejne miliardy uciekające bokiem. Nie trzeba karać kioskarek kilkuset złotowymi mandatami za to, że nieprawidłowo przedłożyły klientowi paragon. Z tego się nie uzupełni tych wielkich strat – uważa wiceprzewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników Skarbowych.

 

Zamiast jednak zainwestować w sprzęt i ludzi, ministerstwo finansów nakłada na urzędy skarbowe absurdalne limity mandatów - Jako kontroler skarbowy jestem rozliczany z liczby kontroli, kwoty wykrytych nieprawidłowości i wartości pieniędzy dostarczonych budżetowi. Najłatwiej więc ukarać małą lub średnią firmę bo duże, zagraniczne korporacje przeważnie obstawiają się kancelariami podatkowymi i prawnymi. U nich kontrole są o wiele trudniejsze a drobni przedsiębiorcy, którzy sami wypełniają dokumenty, częściej się mylą – przyznaje Mieczysław Sajler. 

Jeśli inspektor kontroli nie ukarze odpowiedniej liczby firm otrzyma negatywną ocenę i zostanie ponownie oceniony za pół roku. Jeśli znów zostanie negatywnie zweryfikowany, minister finansów może go odwołać co  praktycznie równa się zwolnieniu z pracy. 

- Zgłosił się do mnie inspektor, który w 50 kontrolach nie natrafił na żadne nieprawidłowości, a mimo to dostał polecenie wystawienia 20-30 mandatów. Tak na odstraszanie. Kiedy tego nie zrobił wszczęto postępowanie dyscyplinarne i ukarano go. Uniewinniono go po procesie w dwóch instancjach. Co pokazuje zaciekłość naszych przełożonych. - opowiada  Sajler.  

Łupem inspektorów skarbowych padają płotki,  bezdomni i słupy potem wystawia się na ich konto ogromne kwoty zaległych podatków. Wiadomo, że nie zapłacą. Skarb państwa nie dostaje należnych pieniędzy. A oszuści ukrywają się w rajach podatkowych. Razem ze swoimi pieniędzmi. 

 

Źródło http://natemat.pl/