Polowanie na ludzi trwa

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Zwierzyną łowną są głównie kierowcy i biedni ludzie utrzymujący się z ulicznego handlu.

Pierwotnie celem Straży Miejskiej miało być zapewnienie nam spokoju, bezpieczeństwa i porządku publicznego. Jednak, jak ustaliła Najwyższa Izba Kontroli, straż zamiast pilnować porządku, chce udawać policję drogową.

 

Powstanie Straży Miejskiej od początku budziło kontrowersje. Najczęstszym zarzutem było to, że samorządowi funkcjonariusze dysponowali o wiele lepszym sprzętem i większym budżetem od policji, mając jednocześnie o wiele mniejsze kompetencje.

- Strażnicy ładnie wyglądają paradując w mundurach po centrum, jednak, tam, gdzie są najbardziej potrzebni, w zakazanych zaułkach i niebezpiecznych dzielnicach, nigdy ich nie widać – zauważa jedna z mieszkanek Katowic.

Z kolei pewien warszawiak skarżył się, że Straż Miejska wręczała mandat płaczącej babci, handlującej czosnkiem, podczas gdy obok jakiś osiłek spacerował z pitbullem bez smyczy i kagańca. Zarzuty pod adresem Straży Miejskiej (czy Straży Gminnej) płyną z całej Polski. W miasteczkach i w gminach wiejskich ludzie skarżą się na notoryczne przekraczanie uprawnień lub wypełnianie roli prywatnych ochroniarzy dla miejscowych kacyków. Jednak najwięcej emocji budzi fakt, że strażnicy coraz rzadziej interweniują w kryzysowych sprawach, bo... nie potrafią odkleić się od radaru i krawężnika. A to z kolei prowadzi ich na manowce korupcji. Zamiast szarpać się z pijanymi awanturnikami czy udzielać pomocy leżącym na ulicy kloszardom, ograniczają pracę i aktywność do wlepiania mandatów i zakładaniu szczęk na samochody.

Miesiąc temu w Poznaniu zatrzymano dwóch strażników miejskich z blisko 20-letnim stażem pracy i jednego byłego strażnika, pod zarzutami, że brali pieniądze w zamian od odstąpienie od wypisania mandatu. Pierwsze sygnały o łapówkarstwie pojawiły się już dwa lata temu. Jednak strażnicy, na których padły podejrzenia, nie zostali zawieszeni i nadal pracowali na ulicy, biorąc kolejne łapówki.

To nie pierwsza taka afera wśród poznańskich strażników miejskich. Siedem lat temu miastem wstrząsnęła informacja o strażnikach, którzy w zamian za hamburgery, darmową wizytę u fryzjera czy pieniądze, mieli przymykać oko na wykroczenia kierowców. Zdejmowali blokady z kół samochodów czy rezygnowali z wystawiania mandatów. Skutkiem afery była dymisja ówczesnego komendanta poznańskiej Straży Miejskiej Alojzego Łowickiego.

Korupcja toczy straż nie tylko w Poznaniu. Dwa lata temu 16 strażników miejskich z Katowic, usłyszało ponad 800 zarzutów korupcyjnych na łączną kwotę 100 tys. zł. Odstąpienie od nałożenia blokady lub ukarania mandatem właścicieli źle zaparkowanych samochodów miało kosztować u nich od 20 do 300 zł.

Także funkcjonariusze z Dąbrowy Górniczej dorabiać mieli na łapówkach. Właśnie toczy się w sądzie sprawa 20 dąbrowskich strażników, którzy w latach 2010-2011 mieli przyjąć od 10 do 1000 zł, w zamian za odstąpienie od ukarania mandatem sprawców różnych wykroczeń. Zdaniem prokuratury rekordzista przyjął 94 łapówki.

Akt oskarżenia objął 74 osoby, bowiem przed sądem oprócz strażników stanęły też 54 osoby wręczające im pieniądze. W miniony czwartek (2 kwietnia br.) kary od pół roku do czterech lat więzienia w zawieszeniu i grzywny otrzymało 29 osób, które dobrowolnie poddały się karze. W pozostałych przypadkach o wyrokach zadecyduje rozpoczęty właśnie proces.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że niektórzy dąbrowscy radni chcieliby w ogóle zlikwidować Straż Miejską. Ale choć oficjalnie mówi się o tendencji do likwidacji Straży Miejskich, w ciągu 19 lat liczba jednostek straży gminnych wzrosła z 410 do 596.

To kolejny dowód na represyjność naszego państwa. Straż Miejska ma karać obywateli, a nie służyć im pomocą. Jest traktowana jak odrębny wydział urzędu miasta czy gminy. I w budżecie lokalnym zwykle istnieje rubryka „dochody Straży Miejskiej”. Dochody – czyli mandaty.

 

 

 

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku