Do zbrodni tej dochodzi wtedy, gdy przestępstwo popełniają ci, którzy powinni stać na straży prawa. Jak pisaliśmy, policjanci zniszczyli dowód przestępstwa, które sami popełnili. Przy tym wykazali się nieudolnością, bowiem nie zauważyli, że nie tylko Grzegorz S. ich nagrywa.  

 

Kasując nagranie policjanci skasowali się z grona uczciwych ludzi. Nie zasługują na miano stróżów prawa. Nie zasługują na to, by nosić mundur. Zrównali się z przestępcami.

Rusza proces złodzieja samochodów, niejakiego Patyka, który oskarżony został o zabicie komendanta głównego policji. Pusty śmiech ogarnia.

 

Kilkadziesiąt lat temu wysoki oficer SB na rondzie w Katowicach zabił działaczkę opozycji. Pamiętamy. Zmienił się ustrój, obyczaje pozostały. 

 

 

Opisujemy historię, która wydarzyła się w Katowicach. Ale to nieistotne, gdyż dokładnie tak samo dzieje się w innych miastach. Kontrola biletów na komisariacie policji...

 

 

 

Policjanci popełniający przestępstwa?

Czemu nie.


Policja tuszuje przestępstwa byłego milicjanta. Prokurator tuszuje przestępcze działanie policjantów. W tle miliony.

 

 Rzeczywistość dowiodła, że źle wyszkolone, pogrążone w chaosie, po amatorsku dowodzone tzw. formacje siłowe, mogą być równie niebezpieczne, jak prawdziwi bandyci czy terroryści.

 

 

 Nasze służby mundurowe pogrążone są w chaosie. Nie wiedzą którędy przebiegają ich światłowody, w którym mieszkaniu znajdują się przestępcy, ani którym samochodem uciekają bandyci. Najpierw strzelają, a dopiero potem sprawdzają cel.  

 

Powszechny niepokój i protesty w związku z nadaniem policji i służbom specjalnym nowych uprawnień. Wolno im będzie podsłuchiwać bezkarnie lekarzy czy adwokatów. Tajemnica zawodowa, dotąd chroniona przepisami prawa, stanie się farsą.

 

Ograniczane są nasze prawa obywatelskie! Służby dostaną uprawnienia do jeszcze większej inwigilacji! Od państwa rządzonego przez tajniaków jesteśmy dziś o krok!

 

 

Aż 30 proc. osób zgłaszających zaginięcia najbliższego członka rodziny twierdziło, że nie zostały dobrze potraktowane przez policję (badania NIK).

Potem, kiedy zgłoszenie zostaje już przyjęte, policja  zbyt długo ociąga się z podjęciem konkretnych działań. 

Dlaczego co roku tysiące osób giną w Polsce bez śladu? Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli, która właśnie opublikowała raport, poświęcony problemowi zaginięć, wina leży po stronie policji. Ta już na samym początku poszukiwań błędnie kwalifikuje zaginionych.

Co roku w Polsce ginie blisko 20 tys. ludzi. Co dziesiąty z nich, nigdy już nie wraca. Nie wiadomo czy żyje, czy nie. Nie pozostaje po nim żaden ślad. 

Jest wyrok dotyczący funkcjonariuszki, która prowadząc radiowóz usiłowała przejechać staruszkę przechodzącą po pasach. Policjantka musi zapłacić grzywnę. Wcześniej policja ukarała ją utratą prawa  jazdy i przeniesieniem do patrolu pieszego. 

Z okazji wprowadzenia nowej procedury karnej przypominamy wstrząsającą historię. Historię jak z „Procesu” Kafki. Różnica jest taka, że główny bohater (dyrektor w Lubuskim Urzędzie Wojewódzkim) poznał zarzut, co sprawiło, że historia jest jeszcze bardziej absurdalna. 

 

 

Policja solidnie zapracowała sobie na krytykę. Jej poczynania wzbudziły słuszne oburzenie w sprawach poważnych, gdy ginęli ludzie. Ale nie mniej ważne dla opinii, jaką się cieszy policja, są interwencje funkcjonariuszy w sprawach drobnych. Ocena wypada fatalnie. 

Eksmisja z mieszkań policyjnych odbywa się na podstawie ustawy o policji oraz ustawy o egzekucji w administracji. Tu nie ma ani słowa o sądzie, o prawie do lokalu socjalnego czy ochronie osób najsłabszych.

Piotr T. z Żar został brutalnie pobity przez dwóch, nieumundurowanych policjantów. Najpierw na ulicy, następnie w ślepym pokoju żarskiej komendy. Po czym został zwolniony do domu. Nikt mu nie postawił zarzutów. Ale nie przeszkodziło to funkcjonariuszom policji wejść nazajutrz do jego mieszkania, przeszukać je, a następnie zabrać krótkofalówkę. Jak się okazało policjanci mieli mu za złe, że posiadając skaner częstotliwości radiowych, podsłuchuje ich w eterze.

Zamiast zabezpieczać się przed podsłuchiwaniem policjanci za podsłuchiwanie biją. Średniowiecze wróciło. Tym razem do miejscowości Żary w woj. lubuskim.

Policjanci, choć sami chętnie inwigilują innych, nie lubią kiedy ktoś podsłuchuje ich. Szczególnie nerwowo reagują na skanery częstotliwości radiowych. Problem w tym, że rzadko zabezpieczają swoje kanały i każdy może ich podsłuchać, nawet ten kto nie chce.

Od kilku dni obowiązują nowe – bardzo zaostrzone regulacje dotyczące karania za wykroczenia drogowe. Policja z dumą informowała, że tylko w pierwszym dniu ich obowiązywania 60 kierowcom zabrano prawa jazdy.

Policjanci w Polsce coraz chętniej sięgają po broń palną. Nie byłoby w tym nic nagannego, tak jest na całym świecie. Problem w tym, że nasi funkcjonariusze robią to wyjątkowo nieudolnie – albo myli im się cel, albo strzelają tak, że ktoś umiera, choć przepisy mówią, że powinno być odwrotnie – celować należy w nogi aby zatrzymany mógł wyzdrowieć, a potem zostać przesłuchany i stanąć przed sądem. Do zabicia kogoś jednak wcale nie jest im potrzebna broń. Jak dobitnie pokazały wypadki w Sosnowcu, Ciechanowie i wielu innych miejscach, ludzie tracą życie wskutek spartaczonej próby zatrzymania czy niefachowego obezwładnienia. Może wystarczyłoby popracować nad lepszą techniką ale po co, skoro śledztwa w tych sprawach wcześniej czy później i tak są umarzane, a sąd czy prokuratura twierdzą, że policjanci są niewinni.

Praca funkcjonariuszy policji robi się coraz bardziej stresująca. Strzelą do kogoś i już jest ogólnopolska afera. Przyłożą komuś mocniej i też mają do nich pretensje. Zero zrozumienia dla ich ciężkiej i odpowiedzialnej pracy? Nie do końca. Jest pewna grupa społeczna, która docenia zaangażowanie i postawę policji.

Po Legionowie i Sosnowcu, zawrzało w Knurowie. Powód ten sam – śmierć młodego człowieka podczas policyjnej interwencji. 

Przypomnijmy - po 30 minutach sobotniego meczu pomiędzy Concordią Knurów a Ruchem Radzionków na trybunach wybuchły zamieszki. Na boisko poleciały niebezpieczne przedmioty. Mecz został przerwany w 37 minucie. Wtedy na murawę wtargnęła kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców Concordii, którzy próbowali się przedostać do sektora gości. To miało sprowokować sympatyków Ruchu Radzionków.  Wówczas do akcji wkroczyła policja.

Dziś będzie o broni. O broni policyjnej oficjalnie zwanej służbową. I o przepisach. Jeśli się ich rygorystycznie nie przestrzega, prędzej czy później dochodzi do sytuacji, którą obrazuje ilustracja.

Posiadanie i stosowanie broni służbowej regulują przepisy wydawane przez komendanta głównego policji. Jak wiadomo, na wyposażeniu każdego policjanta jest broń krótka. Choć biorąc pod uwagę przepisy, może należałoby powiedzieć – na wyposażeniu prawie każdego policjanta. Ale o tym za chwilę.

Elektrody, gaz, szczur wpuszczony do spodni... Wystarczy odpowiednio popieścić, a każdy będzie śpiewał jak z nut...

Młody sierżant stopniowo dojrzewał do tej decyzji. Ostatecznie ją podjął po wydarzeniach w Legionowie i w Sosnowcu, gdzie interwencje policji spowodowały wzburzenie i zamieszki, a tymczasem i w jednym, i w drugim przypadku policja nie miała sobie nic do zarzucenia.

Gdy padał, podnosili za kajdanki. I znowu bili. Gdy wydawało im się, że są za mało delikatni, kopali. Gdy uznali, że powinien bardziej się bać, założyli mu worek na głowę.

Mieli pecha, bo wybrali się na zakup butów, kiedy policja rozpoczęła polowanie. Jednemu policjanci nałożyli platikowy worek na głowę i zaczęli dusić. Drugiego kopali po jądrach. "Dzieci już nie będziesz miał" - mówili.

Legionowo od ponad tygodnia wrze po tym, jak podczas interwencji policji zmarł 19-letni Rafał.

Historia jak z „Procesu” Kafki. Różnica jest taka, że główny bohater poznał zarzut, co sprawiło, że historia jest jeszcze bardziej absurdalna.

W trakcie przeszukania jedne przedmioty rekwirowano, a inne nie. Zabrano worek złota. Tak samo było z samochodami. Niektóre auta zabezpieczano, inne nie.

Mirosława G. zatrzymywali policjanci z komisariatu, gdzie policjant musiał pachnieć "kurwą i złodziejem". To nie nasze słowa. To ulubiony cytat

Kolejny dziwny fakt, to pobyt Mirosława G. na oddziale dla szczególnie niebezpiecznych przestępców w więzieniu w Wadowicach. Przecież Mirosław G. był wówczas aresztowanym. Co prawda w wadowickim więzieniu jest oddział dla tymczasowo aresztowanych, ale G. siedział na tzw. "N-ce". Siedział tam, dopóki w celi nie odwiedził go ówczesny dyrektor (naczelnik) więzienia. Powiedział, że wie, iż G. siedzi tu niesłusznie (rozniosło się) i że on sprawi, że go z tej "N-ki" zabiorą. Napisał w tej sprawie pismo, po którym faktycznie Mirosława G. przeniesiono do Aresztu Śledczego w Bielsku-Białej. 

Prześladowani.pl oglądali dziś (5 marca 2015) worek pocztowy. Worek parciany, nie za duży, ale też niezbyt mały. Zmieściłoby się w nim kilka kartonów mleka, ze dwa niewielkie laptopy, kilkadziesiąt telefonów komórkowych. Przed laty był on wypełniony czymś innym znacznie cenniejszym. Złotem. 

Policjant bił tak, żeby zabić. Drugi policjant biernie przyglądał się, aż wreszcie nie wytrzymał i odciągnął kolegę. Ruszyło go sumienie, czy może przestraszył się konsekwencji?

Kiedyś byłem gangsterem. Teraz jestem przedsiębiorcą. A wy mi możecie nafikać.

Jest twardy, lecz sprawiedliwy dla wszystkich. Jak grzmotniesz to poczujesz. Policjanci - przestępcy. Inni policjanci - na pasku tamtych. A wszyscy tańczą, jak im każe zwykły, obrzydliwy oszust.

Czytam informację o kobiecie, którą na oczach 3,5-letniego synka policjanci zakuli w kajdanki. Czytam i krew mnie zalewa. Wściekam się, a jednocześnie rozmyślam nad tym, jak bardzo odmóżdżeni musieli być ci funkcjonariusze. Odmóżdżeni i pozbawieni ludzkich uczuć. Czy żaden z nich nie ma żony? Czy mają tylko kochanki? Ale to też kobiety... Matki...

Jak zlecić porwanie, to tylko policjantom. I księdzu. To nie żart. To się zdarzyło naprawdę. Porywacze, za uprowadzenie biznesmena z Rzeszowa, mieli otrzymać kilkaset tysięcy złotych.

Bytom, to nie jedyne takie miasto, gdzie w nocy strach wyjść na ulicę. Przecież może się zjawić policja.

Dołącz do nas na Facebooku