Grzywny, areszty, bankructwa. Wyrzucanie z domów, pozbawianie dorobku całego życia. Tak widzą swoją rolę ci, którzy działają w imieniu państwa. Naszego państwa.
Pieniądze i dobre serce? To rzadkie połączenie, dlatego wysoce podejrzane. Jak u piekarza z Legnicy, kiedyś dobroczyńcy biednych, dziś dziada.
Urząd skarbowy ze znanej firmy "Atlantic" uczynił Titanika. Firma gładko idzie na dno, gdyż w momencie, gdy popadła w tarapaty fiskus zablokował jej konta. I tak nasi poborcy podatków zniszczyli firmę, będącą wizytówką polskiego biznesu na Ukrainie i w Rosji.
Mamy oszustwa na złomie, na stali to kolejne miliardy uciekające bokiem. Nie trzeba karać kioskarek kilkuset złotowymi mandatami za to, że nieprawidłowo przedłożyły klientowi paragon. Z tego się nie uzupełni tych wielkich strat – uważa wiceprzewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników Skarbowych.
Mieczysław Sajler, wiceprzewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników Skarbowych potwierdza raport, komentując kulisy kontroli skarbowych dwoma słowami: „Czysty surrealizm”. Dlaczego więc inspektorzy skarbowi wolą łatać dziury w budżecie mizernymi mandatami po kilkaset złotych? Wyjaśnienia Sajlera szokują.
Rząd chciał miliony obywateli postawić pod pręgierzem, ale na razie się przestraszył – uratowały nas wybory
Skomentuj jako pierwszy!
Nie będzie w internecie listy osób zalegających z podatkami. Na razie. Ministerstwo Finansów chciało stworzyć na czarną listę podatkowych dłużników. Na razie odpuściło, a my jesteśmy pewni, że odpuściło tylko dlatego, że jest rok wyborczy i z obywatelami trzeba się trochę bardziej liczyć niż zwykle. Podobno ludzie z kręgów rządowych nie byli przekonani do tego projektu...
Premier Ewa Kopacz, prezydent Bronisław Komorowski, marszałek Radosław Sikorski. Oni wszyscy żyją za nasze pieniądze.
Przeciętny Polak nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ile warta jest jego praca. Choć pracownik, który otrzymuje na rękę około 1460 złotych wie, że tak naprawdę zarabia 2000 brutto, rzadko jest świadomy tego, że pracodawca musi za jego pracę zapłacić łącznie 2415 złotych.
To nie żarty, bo przecież są to nasze wypracowane pieniądze. Przynajmniej część mogłaby nam zostawać w kieszeniach, gdyby inaczej zorganizowano system podatkowy.
Mogą wejść w każdej chwili bez zapowiedzi, przeszukać mieszkanie, skontrolować samochód. Mają prawo użyć broni palnej i nas zatrzymać. Kto taki? Policja, służby specjalne? Błąd! Takie kompetencje mają kontrolerzy skarbowi.
Skontrolować nas może ponad 40 różnych instytucji, m. in.: naczelnik urzędu celnego, wójt, burmistrz lub prezydent miasta, starosta albo marszałek województwa. Jednak największy stres wciąż wywołuje u nas kontrola podatkowa zlecona przez naczelnika urzędu skarbowego.
Mamy mniej skomplikowany system podatkowy od Czechów i Bułgarów, a w skali świata – od Chińczyków, Japończyków i obywateli Czadu. Niewielka to pociecha. Jeśli wierzyć raportowi Paying Taxes i tak pod tym względem zajmujemy dalekie, 113 miejsce w świecie i 30 w Europie. Świadomość, że są tacy, którym gorzej niż nam, jest niezbyt satysfakcjonująca. Szczególnie teraz, kiedy większość z nas ma przed sobą jeden z najbardziej znienawidzonych obowiązków – wypełnianie pitów, a system podatkowy jak wiadomo, przekłada się na trudności związane z ich wypełnianiem.
Kotleta nie wolno doprawić pieprzem. Nie może być panierowany jajkiem ani mąką. Jeśli będzie – mandat, grzywna, komornik!
Jedzenie tanie ma być niesmaczne. Tego życzy sobie polskie państwo.
Nawet kandydaci do urzędu prezydenta pojawili się w barach mlecznych. Nic dziwnego. O bary te wybuchła awantura.
Wydaje wam się, ze w Polsce są teraz dwa progi podatkowe, a ten górny to 32 procent? No to jesteście w błędzie. Urząd skarbowy może nałożyć nawet 75 proc. podatku, jeśli uzna, że nasze wydatki przekraczają zadeklarowane dochody. I czasami to, co ma być karą dla prawdziwych oszustów, funkcjonuje właśnie jak swoisty próg podatkowy.
- Kto jest prawdziwym gangsterem?
- Słowik?
- Błędna odpowiedź.
- Kanarek?
- Znowu nie tak. Siadaj, pała. Właściwa odpowiedź brzmi: państwo.
Nie doczekamy się czasów, gdy urzędnicy będą płacić za szkody, jakie czynią. Chyba że my weźmiemy sprawy w swoje ręce. My - obywatele tej pięknej krainy mlekiem i miodem płynącej, jak mówi staropolskie przysłowie. Jest więc co niszczyć i rabować.
Ta sprawa kojarzy mi się z butem na płaskim obcasie. Dlaczego? Takim butem najlepiej rozdeptuje się robaki. Najpierw trzeba nastąpić na robaka-nieboraka podeszwą. Następnie (jeśli się wije) przycisnąć go obcasem. Tupnąć parę razy, by rozgnieść go dokładniej. I znowu przycisnąć podeszwą, zakreślając obutą stopą półkola. Efekt gwarantowany.
Bo wygląda na to, że urzędnicy skarbówki, podkreślmy - polskiej skarbówki - przyjęli i na swoje kopyto przerobili maksymę tych, którzy podbijali Dziki Zachód.
Podsumowanie wojny wydanej przez II Urząd Skarbowy w Katowicach biznesmenom Adamowi Klosce i Janowi Mareckiemu.
("Biznes rozdeptany" oraz "Dobry biznesmen, to martwy biznesmen")