Katastrofalny podatek katastralny. Część I

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

O tym się nie mówiło podczas kampanii prezydenckiej. Przed wyborami do parlamentu pewnie też nie będzie ani słowa na ten temat. Więc my przerywamy to milczenie. System chce załatwić Polaków podatkiem katastralnym. Nieoficjalnie mówi się, że wyniesie on 1 proc. od wartości mieszkania, działki czy domu. 

 

Dla niezorientowanych – podatek katastralny to sposób opodatkowania nieruchomości, w którym wysokość opłaty uzależniona jest od wartości katastralnej nieruchomości, czyli określonej urzędową wyceną. Wyceny takie przeprowadzane są co pewien czas.  Czym różni się  podatek katastralny od innych podatków od nieruchomości, rolnego czy leśnego? Te, które płacimy teraz, uzależnione są od wielkości posiadanej nieruchomości. Teoretycznie opłata od nieruchomości też powinna być zróżnicowana i uzależniona od jej wartości, jednak w praktyce wygląda to tak, że gminy przeważnie nakładają kwotę zbliżoną do górnej granicy, niezależnie od położenia i jakości terenu. Zdarza się więc że ktoś mieszkający na peryferiach płaci taki sam podatek, jak właściciel nieruchomości w atrakcyjnej dzielnicy lub w centrum. W takim razie, może więc rację mają ci którzy chcą wprowadzić podatek katastralny twierdząc, że uporządkuje on system opłat? Nic bardziej mylnego! 

W szczególnie trudnej sytuacji znajdą się osoby, które odziedziczyły wartościową nieruchomość, ale same niewiele zarabiają. I osoby, które dobrze zarabiały, ale np. straciły pracę, musiały zamknąć firmę i otworzyć nową, ze względu na chorobę czy inne nieprzewidziane okoliczności miały bardzo wysokie wydatki, lub straciły dotychczasowe źródło dochodu. 

Opłata za nieruchomość wartą, na przykład 500 tys. zł, wyniosłaby 5 tys. złotych rocznie. A dla osoby zarabiającej 2 tys. netto to cena zaporowa...

Ciąg dalszy jutro

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku