Państwo wrogiem przedsiębiorcy. Część I

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Mimo płynących ze wszystkich stron opowieści o tym, jak cudownie rozwija się nasza gospodarka i  przekonywania nas do tego, abyśmy otwierali firmy, prowadzili działalność gospodarczą, stawali się „panami swego losu”, statystyki nie kłamią – tylko co trzecia założona w Polsce firma istnieje przez okres dłuższy niż pięć lat.  Zdaniem ekspertów biznes w Polsce niszczony jest przez ZUS, wysokie podatki i niejasne prawo. 

 

Najlepszym przykładem przedsiębiorstwa unicestwionego przez ZUS jest  firma odzieżowa Ivett. Prosperowała ona przez blisko 30 lat Jej właścicielka, Iwona Ś. jeszcze kilka lat temu miała majątek wart 10 mln zł. Była też jednym z głównych pracodawców w ubogiej Rawie Mazowieckiej. Jej przedsiębiorstwo, tylko w latach 2007 – 2009, przyniosło budżetowi ponad 2 mln zł wpływu. Niestety, nie przyniesie już nigdy ani złotówki.  Jak wiele innych firm, pięć lat temu i tę firmę dosięgnął kryzys. 

- Kiedy zaczęła się trudna sytuacja na rynku, powinnam bardzo szybko zareagować, zwalniając pracowników. Zmniejszenie załogi, a tym samym kosztów prowadzenia działalności, prawdopodobnie pozwoliłoby utrzymać płynność finansową, a tym samym zarówno część miejsc pracy i moją możliwość egzystowania – mówiła potem pani Iwona.

Kobieta nie chciała ludzi pozbawiać pracy i pieniędzy. Wynagrodzenia regulowała systematycznie, inne zobowiązania już nie. Gdy jej zaległość w ZUS urosła do 200 tys. zł ubezpieczyciel złożył w sądzie wniosek o upadłość Ivett, mimo, że wszystkie należności miał zagwarantowane, gdyż był wpisany do hipoteki działki, wyceniona przez syndyka na 2 mln zł. 

- To nie było tak, że straciłam całkowicie płynność i nie regulowałam należności. Składki ZUS płaciłam częściowo. Firma pracowała, pracownicy otrzymywali wynagrodzenia, koszty stałe, jak chociażby czynsze za lokale, w których znajdowały się sklepy - również płaciłam. Z pozostałymi się dogadałam. Przez cały okres trwania procesu upadłościowego, żadna z firm nie dołączyła się z kolejnym wnioskiem o upadłość mojej firmy – wspomina Iwona Ś. 

ZUS jednak w ogóle nie chciał podjąć dialogu. Pani Iwona w jednej chwili z bogaczki stała się bezrobotną i bezdomną żebraczką a 60 pracowników jej firmy znalazło się na bruku. Kwota zasiłków dla bezrobotnych, które zostały im wypłacone wielokrotnie przewyższyła wartość zobowiązań pani Iwony względem ZUS.  Co ważniejsze, ZUS musiał na swoje pieniądze czekać o wiele dłużej, niż gdyby przystał na warunki spłaty przedstawione przez panią Iwonę. 

Część II jutro.

Ostatnio zmieniany sobota, 04 lipiec 2015 09:45

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku