Rządzący udają, że w Polsce nie ma problemu niedożywienia i głodu wśród dzieci i młodzieży. Dane mówią co innego. Są zastraszające.
Kiedy podczas zaprzysiężenia nowy prezydent wspomniał w Sejmie o głodnych dzieciach, część posłów zaczęła buczeć. Czy była to słuszna reakcja na prezydencki populizm, czy dowód zupełnego oderwania się naszych parlamentarzystów od polskiej rzeczywistości? Postanowiliśmy sprawdzić.
Obraz kreowany przez media: Właśnie przeżywamy nasz „złoty wiek”, ponadto mamy szczęście budować naszą zieloną wyspę i każdy, kto chce, może się przy okazji wzbogacić. Na głodne dzieci i biedne rodziny nie ma tu miejsca, chyba, że w kontekście patologii. Nijak się to ma do tego, co każdy widzi choćby z okna: biedacy wygrzebujący ze śmietnika to, co wyrzucają inni, eksmisje i sygnały o tym,że zaległości czynszowe sięgają już miliardów złotych. Dane statystyczne nie pozostawiają wątpliwości – do ideału, czy choćby względnego dobrobytu, droga bardzo daleka.
Według badań Głównego Urzędu Statystycznego ponad pół miliona dzieci żyje w gospodarstwach domowych, gdzie są problemy z zaspokojeniem elementarnych potrzeb, a więc także jedzenia.
Dzieci i młodzież stanowią ok. 30 proc. ogólnej liczby osób skrajnie ubogich.
Kolejne półtora miliona dzieci żyje na granicy biedy i skrajnej nędzy.
Zdecydowana większość z nich wcale nie pochodzi z rodzin dotkniętych nałogami, lecz z terenów dotkniętych restrukturyzacją.
Jeszcze bardziej pesymistyczny jest raport „Głód i niedożywienie dzieci w Polsce”, który na zlecenie Polskiej Fundacji Pomocy Dzieciom „Maciuś”, opracował Dom Badawczy „Maison” .Według raportu tego, co dziesiąte dziecko w szkole jada swój jedyny ciepły posiłek. Co oznacza, że w całym kraju głodować może nawet 800 tys. dzieci.
Wszystko to nie tylko jest bardzo smutne. To przeraża.
Ciąg dalszy tematu jutro