- Nie chcę być obywatelem państwa, które mnie okradło! - mówi Kordian Korytek. - Najgorsze w tej sprawie jest to, że mnie nie oszukał człowiek, tylko polskie państwo. Pomyłki się zdarzają, ale brak drogi odwoławczej to jest łupienie obywatela z premedytacją. A politycy jeszcze świętują sobie 25 lat wolności. Co tu świętować, że urzędnik w tym kraju może zniszczyć człowieka? Mój syn ma podwójne obywatelstwo polsko-łotewskie. Myślicie, że powiem mu „wybierz życie w Polsce, tu będziesz szczęśliwy”? Raczej sam myślę, by stąd uciekać. - to słowa wypowiedziane kilka dni temu przez Kordiana Korytka, koszykarza, reprezentanta i jednego z głównych autorów polskiego awansu zespołu do ME 2007, reprezentanta barw klubowych wielu klubów polskich, czeskich i francuskich. Ten „wielki człowiek” (212 cm wzrostu) jest bezradny w sprawie odzyskania nienależnych państwu 100 tys. zł.
W 1999 roku Korytek sprowadził do Polski (na lawecie) Audi A8 z Niemiec za 13 tys marek (czyli po kursie wtedy obowiązującym było to 27 855,97 zł). Samochód nie miał klapy bagażnika, drzwi, reflektorów, a cena wynikała z wyceny rzeczoznawcy i celników. Korytek miał też niemiecką fakturę na zakup auta.
Zgodnie z obowiązującym prawem, po wyremontowaniu, samochód został ubezpieczony. Rzeczoznawca wycenił go wtedy na 330 000 zł i od takiej wartości koszykarz zapłacił składkę ubezpieczenia w PZU. Pechowo, po siedmiu miesiącach samochód został skradziony, a policja nie umiała go znaleźć.
Za nieudolność policji zapłacił koszykarz. Dyrektor oddziału PZU w Katowicach uznał, że istnieje podejrzenie „przekrętu”. Dlatego odszkodowania nie będzie - do czasu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę, policję, sąd czy inne instytucje państwowe.
Następnie urząd celny zawiadomił prokuraturę, że cło zostało opłacone od zaniżonej wartości samochodu i przedstawił inną fakturę sprzedaży opiewającą na 85 tys. marek (181 900 zł). Tyle, że podpis na fakturze był sfałszowany.
Sfałszowany podpis nie przeszkodził urzędowi skarbowemu upomnieć się o "zaległe" podatki. Niby zaległe. A że koszykarz w tym czasie podróżował po całej Europie (reprezentując Polskę i kluby, w których grał), nie miał możliwości odbierania listów z US. Nie upłynęło wiele czasu i komornik zabrał mu z konta 100 000 zł (rzekomy "zaległy" podatek z kosztami i odsetkami).
Groziła mu także sprawa za fałszerstwo i oszustwo, bo uznano, że podpis na fakturze (tej opiewającej na 85 000 DM) jest Korytka.
Druga ekspertyza grafologiczna (zamówiona i zapłacona przez koszykarza, a wykonana przez specjalistę grafologa z Uniwersytetu Wrocławskiego) stwierdziła, że podpis na fakturze jednak nie jest zrobiony ręką koszykarza i w tej sytuacji sąd powołał następnego grafologa, który jednoznacznie potwierdził, że ta faktura została sfałszowana.
- Oczywiście trzeci grafolog potwierdził, że ten podpis absolutnie nie jest mój. Do dziś nie wiem, jaki interes miał ten pierwszy profesor, by poświadczyć nieprawdę, ale podobno on niejednej osobie już życie zniszczył. Na szczęście po trzecim badaniu i po sześciu latach śledztwa prokuratura zamknęła sprawę, nie dopatrując się mojej winy – mówi Korytek.
Spór z PZU trwał. Sąd wydał werdykt, zdaniem koszykarza korzystny dla niego. Korytek miał nadzieję odebrać wreszcie odszkodowanie.
- Napisaliśmy z prawnikiem pismo. Spodziewałem się, że w normalnym kraju nie tylko odzyskam pieniądze, ale jeszcze zostanę przeproszony. Otrzymałem odpowiedź, że jest za późno na odwołanie.
Niestety, teraz zaczęła się gehenna. Okazało się, że minęły jakieś terminy urzędowe i wszystkie możliwości odwołania zostały zamknięte.
- Chciałem otworzyć sprawę w sądzie, ale w ogóle się tym nie zajęto, bo terminy minęły. Jeździłem do adwokatów, posłów i europosłów z prośbą o pomoc. Każdy mówił, że nic nie da się zrobić, a ja jestem ofiarą smutnej polskiej rzeczywistości. Słyszałem, że doznałem kradzieży w majestacie prawa.Stało się coś nieprawdopodobnego, co nie mieści się w głowie. W tym kraju urzędnik może zrobić z obywatelem wszystko. Dziś to jestem ja, a jutro może być pan. Wejdą panu na konto, przywłaszczą pieniądze, a potem nie dadzą możliwości odwołania. Wyobraźmy sobie, że w mojej sprawie handlarz pokazałby fakturę na kilka razy wyższą kwotę. Wtedy urzędy zabrałyby mi tyle, że bym skończył pod mostem. A po uznaniu mnie niewinnym tylko wzruszono by ramionami? (...) Może od razu uznajmy, że wszystkie nasze oszczędności w bankach należą do państwa, wtedy nie będzie dziury budżetowej – ironizuje.
Nic dziwnego, że koszykarz jest załamany, oszukany i myśli o tym, żeby zrezygnować z polskiego obywatelstwa!
- Poważnie rozważę oddanie obywatelstwa. Ja już dowiodłem swojego patriotyzmu. Dwadzieścia pięć lat grałem w koszykówkę, reprezentując Polskę. Ryzykowałem przy tym zdrowie, karierę i kontrakt w klubie. Gra dla Polski to był najwyższy honor. Wierzyłem w ideały, dzięki czemu doszedłem tam, gdzie doszedłem. (...) W obecnej sytuacji nie wiem, jak mam dalej żyć w tym kraju. Mam zapłacić choćby złotówkę podatku po tym, jak zostałem okradziony? Mam być pokorny, udawać, że nic się nie stało? A może nie będę płacił podatków, żeby sobie odbić straty, a państwo da mi spokój? Nie, bo w tym kraju każdy cię pilnuje, czepia się, patrzy na ręce. A w drugą stronę nie ma żadnej odpowiedzialności. - podsumowuje.
Korytka przemieliły tryby prawno-urzędnicze, które może i częściowo funkcjonowały zgodnie z prawem, ale częściowo na pewno nie. Zastosowano wobec niego domniemanie winy. Nie w sądzie, bo sąd robił pewnie swoje. Nie w prokuraturze, bo prokuratura tylko czekała na wynik działań policji. Ale kto by tam szukał jakiegoś samochodu.
Wydaje się, że reprezentant Polski padł ofiarą niepisanej zmowy urzędników z urzędu celnego i skarbowego. Niepisanej, bo z pewnością nie dogadywali się, jak by mu dokopać. Był zwykłym człowiekiem i to wystarczyło. Postanowiono go rozdeptać. Bo premie, bo wyniki, bo jak ktoś ma zapłacić cło i podatek, to z pewnością chce państwo oszukać.
- Nie kupuję argumentu: sorry, takie mamy prawo - stwierdza koszykarz. - Wiele razy grałem z orzełkiem na piersi, ale jak mam szanować państwo, które nie szanuje swoich obywateli? – pyta.
Ma prawo czuć się oszukanym przez państwo. Szkodzili mu urzędnicy opłacani także z jego podatków. Ma prawo, by czuć złość i wściekłość. A my razem z nim.
Żródła: http://pl.coinmill.com/DEM_PLN.html#DEM=13000
http://eurosport.onet.pl/koszykowka/reprezentacje/kordian-korytek-zrzeknie-sie-obywatelstwa-to-krzyk-rozpaczy/tt8q3
Reprezentant Polski prześladowany przez urzędy państwowe
Skomentuj
Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.