Sprzysiężenie agentów i konfidentów

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Telewizja TVN 24 właśnie podała, że aresztowano niejakiego Marka K. Donosiciela, z którego usług korzystało Centralne Biuro Śledcze. Znamy tę sprawę. Niszczono ludzi, zastraszano całe rodziny, by wymuszać współpracę i nieprawdziwe zeznania. Poniżej szczegóły, o których wiemy tylko my.

1.

Jakiś czas temu w „Superwizjerze” tvn ukazał się materiał o firmie nielegalnie utylizującej toksyczne odpady. Materiał wyemitowano pod nazwą: „Odwróceni agenci CBA”. Dziennikarze tvn ujawnili, że w firmie założonej przez kryminalistę pracują dwaj byli agenci. Kierownictwo CBA miało wiedzieć o ich powiązaniach z przestępcą, a mimo to pozwolono im odejść ze służby w glorii i chwale wówczas, gdy przysługiwały im już uprawnienia emerytalne.

Tvn sugerował, że poprzez zatrudnienie ich przestępca stworzył wokół siebie parasol ochronny, gwarantujący mu bezkarność.

Przestępca, o którym mowa, nazywa się Marek K. Jeden z zatrudnionych przez niego funkcjonariuszy, to Bartosz B. A teraz cofnijmy się o kilka lat wstecz.

2.

W 2006 r. Marek K. odsiaduje wyrok więzienia w Zakładzie Karnym w Jastrzębiu Zdroju. Dorabia tam sobie fałszując lekarskie zaświadczenia kardiologiczne, które potem stanowiły podkładki do wniosków o tzw. przepustki losowe.

Handel fałszywkami został wykryty przez pułkownika Włodzimierza W., który kierował wówczas Zakładem Karnym w Jastrzębiu Zdroju. Pułkownik W. o przestępczym procederze Marka K. powiadomił prokuraturę.

Wtedy Marek K. zadzwonił do swojego kolegi ze szkolnej ławki. Był nim wspomniany Bartosz B. Wtedy jeszcze B. pracował jako funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Bartosz B. pojawił się w celi swojego szkolnego kolegi Marka K. Ten opowiedział mu o rzekomych łapówkach, jakich pułkownik W. domagał się od osadzonych w jastrzębskim więzieniu i od rodzin skazańców. Podczas kolejnych wizyt ten opowiadał mu kolejne rewelacje na temat korupcji, jaka toczyła Zakład Karny w Jastrzębiu Zdroju. Policjant CBŚ zgromadził pokaźny materiał na temat rzekomych przestępstw pułkownika W., a następnie złożył wniosek o przyjęcie do CBA.

3.

W CBA chętnie widziano funkcjonariuszy, którzy mieli wiedzę o sprawach korupcyjnych, a co najważniejsze – materiały.

Bartosz B. przechodząc z CBŚ do CBA zabrał ze sobą materiały dotyczące rzekomej korupcji pułkownika Włodzimierza W. CBA wydało kupę forsy, ażeby zdobyć dowody potwierdzające oskarżenia kryminalisty Marka K. Potencjalni wspólnicy pułkownika bądź świadkowie byli śledzeni, podsłuchiwani i filmowani. Zbierano informacje, dzięki którym można ich było szantażować. Obserwowano i nagrywano randki oraz schadzki, inwigilowano współmałżonków i dzieci.

4.

Szukano kolejnych świadków. Policja rozbiła gang przemytników papierosów. Jednym z członków tego gangu był Waldemar K. Postawiono mu arcypoważny zarzut, a mianowicie wprowadzenia do sprzedaży 115 ton tytoniu pochodzącego z przemytu, na skutek czego skarb państwa poniósł milionowe straty. W trakcie przesłuchania Waldemar K. powiedział, że przyznaje się do wszystkiego, a przy okazji chciałby złożyć dodatkowe zeznania odnośnie innej sprawy, to jest korupcji w więziennictwie. Początkowo obciążył tylko zastępcę pułkownika W., ale gdy wymagała tego potrzeba chwili, wówczas odpowiednio zmodyfikował swoje zeznania.

5.

Waldemar K. oświadczył, że składając poprzednie zeznania pomylił się. Przestępstwa, które przypisał zastępcy pułkownika Włodzimierza W., w istocie zostały popełnione nie przez zastępcę, lecz właśnie przez pułkownika W.

W nagrodę za współpracę Waldemar K. za współudział w przemyceniu 115 ton tytoniu otrzymał symboliczną karę 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata.

Innemu więźniowi CBA w zamian za złożenie zeznań obciążających pułkownika Włodzimierza W. zaoferowało 50 tys. zł.

Kolejny więzień na sali sądowej mówił, że zeznał to, czego od niego oczekiwano, ponieważ działał pod presją. Po 11 latach odsiadki opuszczał więzienie – bał się zarzutu ukrywania przestępstwa i kolejnego aresztu.

Na jedną z rozpraw funkcjonariusz Bartosz B. przywiózł świadków służbowym samochodem po to, by potwierdzili niektóre podane przez Marka K. fakty.

6.

Przełożeni funkcjonariusza Bartosza B. w CBA nic nie wiedzieli o tym, że przewozi on służbowym samochodem jakichś świadków. Była to samowolna akcja.

Prokurator chciał wiedzieć, czy wobec funkcjonariusza, czy też funkcjonariuszy, biorących udział w tej samowolnej akcji, wyciągnięto jakieś konsekwencje. Odpowiedziano, że odpowiednie konsekwencje zostaną wyciągnięte „w stosownym czasie”. Po czym odczekano, aż agent Bartosz B. skończy 15 rok służby, kiedy to uzyskał uprawnienia emerytalne i pozwolono mu z honorami odejść. W archiwach Krajowego Rejestru Sądowego była spółka, w której Marek K. występował jako prezes, zaś Bartosz B. i jego żona oraz jeszcze jeden były agent CBA wraz z żoną byli prokurentami.

Kryminalista został konfidentem i pomawiał tego, który go przyłapał na kolejnych przestępstwach. Sprawę prowadził kolega konfidenta – policjant, a następnie agent CBA. Gdy wróg konfidenta został zniszczony, wówczas żona agenta została dopuszczona do biznesu przez kryminalistę-konfidenta. A następnie partnerem kryminalisty-konfidenta w interesach zostaje były agent. Bagno, jakich mało.

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 02 luty 2015 15:19

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku