Komenda pod wysokim napięciem

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Elektrody, gaz, szczur wpuszczony do spodni... Wystarczy odpowiednio popieścić, a każdy będzie śpiewał jak z nut...

 

-Myślisz, że nie kłamał?
- Z akumulatorem na jajach jeszcze nikt nie kłamał.
Ten cytat z kultowego polskiego filmu, wyreżyserowanego przez Władysława Pasikowskiego wciąż jest aktualny. Choć wydawało się, że podobne metody to bajka z innej niż dzisiejsza rzeczywistości, okazało się, że zmieniło się tylko źródło napięcia.

Winny, niewinny - kogo to obchodzi? Najważniejsze, żeby statystyki były pomyślne. A co zrobić jeśli podejrzany upiera się, że jednak nie popełnił przestępstwa i nic nie wie? Trzeba mu pomóc się przełamać. Uświadomić mu, w jakim jest w błędzie, a potem wytłumaczyć, co zrobił i o czym „wie”. Najlepiej przy pomocy gazu i paralizatora.

Z takiego założenia prawdopodobnie wychodzili policjanci wydziału narkotykowego z olsztyńskiej komendy miejskiej, którym właśnie postawiono zarzuty z paragrafu 246 kk za stosowanie przemocy i gróźb w celu uzyskania wyjaśnień i określonych informacji w postępowaniu karnym. Czyli, logicznie rozumując, torturami wymuszali zeznania albo jeszcze gorzej – zmuszali do takich zeznań, jakie im - „stróżom” prawa - pasowały.

Na razie podejrzanych jest czterech funkcjonariuszy. Niewykluczone jednak, że sprawa zatoczy szersze kręgi. Bezpośredni przełożeni zatrzymanych policjantów już zostali odsunięci od obowiązków służbowych a komendant wojewódzki zlecił w olsztyńskiej jednostce kontrolę.

Ze względu na rozwojowy charakter sprawy prokuratura nie ujawnia zbyt wielu szczegółów, jednak spodziewać się można najgorszego, bo jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Zbigniew Czerwiński: „Zarzuty przedstawione policjantom są zbyt drastyczne, by je przedstawiać opinii publicznej. W tym momencie mogę powiedzieć jedynie, że dotyczą używania przez policjantów wobec zatrzymanych przemocy, gazu i paralizatora”. A wydawałoby się, ze takie rzeczy tylko w amerykańskich filmach klasy B.

Teraz trzech z tych policyjnych zwyrodnialców na trzy miesiące trafiło tam, gdzie wysyłali innych - do aresztu. Wobec czwartego, który miał się dopuścić czynów najmniej drastycznych, sąd dopuścił zamianę aresztu na poręczenie majątkowe w wysokości 10 tys zł. Policjant będzie mógł opuścić areszt, jeśli wpłaci je w ciągu 14 dni.

Z kolei rzeczniczka prasowa warmińsko-mazurskiej policji Anna Fic poinformowała, że policja wszczęła już procedurę zmierzającą do usunięcia zatrzymanych ze służby.

- Trzej policjanci mają kilkuletni staż pracy w policji, jeden pracował kilkanaście lat - powiedziała Fic i dodała, że zatrzymani pracowali w pionie kryminalnym.

Ci do służby już nie wrócą. Ciekawe jednak, ilu jeszcze funkcjonariuszy publicznych tak „gorliwie” pracuje?

 

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku