Komu należy się mandat? Każdemu

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Od kilku dni obowiązują nowe – bardzo zaostrzone regulacje dotyczące karania za wykroczenia drogowe. Policja z dumą informowała, że tylko w pierwszym dniu ich obowiązywania 60 kierowcom zabrano prawa jazdy.

 

Przypomnijmy – za przekroczenie prędkości o 50 km na godzinę w terenie zabudowanym kierowca traci prawo jazdy na 3 miesiące. Przed wprowadzeniem tak drakońskich kar zadbano o to, by ograniczyć prędkość maksymalną na ulicach miast. W wielu wypadkach arterie miejskie (formalnie rzecz biorąc zawsze jest to tzw. teren zabudowany) są szerokie, mają po kilka pasów w jednym kierunku i charakter bezkolizyjny, a przed przejściami dla pieszych jest sygnalizacja świetlna. W takich wypadkach często obowiązywało ograniczenie do 80 lub (zazwyczaj) do 70 km na godzinę. Dopuszczalną maksymalną prędkość zmniejszono. Trzeba jeździć wolniej, co z punktu widzenia bezpieczeństwa jest bez sensu, ale już z punku widzenia Skarbu Państwa stanowi działalnie logiczne i zrozumiałe. Jeśli bowiem przyjmiemy, że chodzi o to, by przy okazji poprawiania bezpieczeństwa na drogach nabić państwową kabzę, to obniżanie prędkości dopuszczalnej do takiej, żeby kierowcom trudno się było dostosować, jest bardzo uzasadnione.

Przyszłość pokaże czy nowe regulacje przyniosą poprawę. Jest to kwestia zmierzalna. Mierzy się ją liczbą nieboszczyków i rannych. Więc zobaczymy. Na razie rzeczywiście obserwujemy kierowców jadących wolniej niż zwykle. Nie wszystkich oczywiście, lecz wielu. Choć przecież w wielu miastach prędkość maksymalną obniżono znacznie poniżej kodeksowych 50 km na godzinę – do 40 albo nawet 30 kilometrów. Kto będzie jeździł autem aż tak wolno? Naszym zdaniem prawie nikt. Po co więc takie ograniczenie? Żeby je wszyscy łamali? Bo jeśli tak, to wiadomo, że chodzi o...

Cofnijmy się o dwa lata. Policjant jednej z podkarpackich komend ujawnił, co następuje: "O ile policjanci mogą stosować środki wychowawcze, w tym pouczenia, to zazwyczaj komendanci jednostek policji zabraniają podwładnym takich praktyk. Każde wykroczenie ma kończyć się mandatem lub wnioskiem do sądu. Niestosowanie się do tego typu rozkazów jest działaniem wbrew przełożonemu, a to z kolei ciągnie za sobą szereg konsekwencji karnych i dyscyplinarnych 

Funkcjonariuszom, którzy nie wystawią mandatów kierowcom złapanym na przekroczeniu prędkości, może grozić zwolnienie, bo, jak twierdzi policjant, popsują statystykę. 

W policji liczy się tylko i wyłącznie statystyka, bo na jej podstawie są oceniani komendanci, a na podstawie tej oceny przyznawane kilkutysięczne premie – twierdził policjant. A na statystykę największy wpływ mają nakładane mandaty karne, a nie stosowane pouczenia.

Tak było i tak jest. Niedawno opisywaliśmy przypadek sierżanta Całka, który po wydarzeniach w Legionowie w proteście przeciwko chorym praktykom odszedł z policji. On też mówił o mandatach i o statystyce. Mówił o tym, że z policjantów, którzy mieli służyć społeczeństwu, zrobiono hycli, którzy zwykłych obywateli mają przyłapać na czymkolwiek. Byle tylko można było ukarać.

Cofamy znów się dwa lata temu. Anonimowy policjant ujawnił notatki, gdzie markerem zaznaczono uwagę komendanta: "Zbyt duża ilość pouczeń". A policjantom, którzy częściej niż inni stosowali to rozwiązanie, kierownictwo kazało pisać wyjaśnienia. 

Funkcjonariuszom, którzy w trakcie służby nie wystawili żadnego mandatu, także kazano pisać wyjaśnienia. 

W przypadku ustalenia, do kogo należy wolno biegający pies komendant zalecał: "Proszę nie stosować pouczeń". 

Czy w policji rządzi statystyka? 

- Tak, przełożeni są rozliczani ze statystyki, komendanci także. Jeśli statystyka przestępcza spada, komendant zaczyna wymagać, aby policjanci ścigali Bogu ducha winnych kierowców, karali mandatami za spożywanie piwa pod chmurką i za inne tego typu drobiazgi. Poza tym nasz dzielny rząd w ramach walki z dziurą budżetową wymyślił, że część z niej uda się zasypać, drenując kieszenie podatników za pomocą mandatów. Policja to służba mundurowa. Komendant główny zawezwany na dywanik ministra, trzasnął dziarsko obcasami i powiedział "rozkaz". Komendant główny wzywa komendantów wojewódzkich i tak to leci w dół, zatrzymując się na szeregowym policjancie z wydziału ruchu drogowego, prewencji czy dzielnicowym – to opinia kolejnego policjanta.

Jeszcze inny policjant: "Czy to normalne, aby kontrolny ustnie zabraniał nam łapania nietrzeźwych kierowców, bo mamy ich w tym roku dużo? Nie raz słyszeliśmy, że mamy interweniować jak na przykład nietrzeźwy rowerzysta wjedzie rowerem nam w maskę radiowozu, a w innych przypadkach odwracać głowę. Czy to jest normalne?" 

Na koniec arcysmaczek. Kilka lat temu policjant z Białogardu sam na siebie nałożył mandat. Biedakowi nie udało się podczas pełnienia służby nikogo ukarać.

Czy o to chodzi?

Ostatnio zmieniany piątek, 22 maj 2015 21:40

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.




Dołącz do nas na Facebooku